free web hosting | free website | Web Hosting | Free Website Submission | shopping cart | php hosting
affordable web hosting | Pets | web page hosting | web hosting | website hosting | web hosting service | web hosting | best web hosting
Poradnik dla zwiedzających wieś Wszewilki i miasto Milicz
(dwujęzycznie, po: angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
18 czerwca 2007


Kliknij "X" lub "No" jeśli sabotażująca plansza rzekomych błędów usiłuje przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Polskie tutaj:)

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Miasto Milicz

Św. A. Bobola

Bitwa o Milicz

Wrocław

Malbork

O Bogu

Nirwana

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Prawda

Zło

Antychryst

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Dowody działań UFO na Ziemi

UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

O mnie (dr Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X


(English here:)

Wszewilki of tomorrow

Wszewilki

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wszewilki

Wrocław

Malbork

About God

Nirvana

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Truth

Evil

Antichrist

Free energy

Telekinetic cell

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

Evidence of UFO activities

UFO

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

About me (Dr Jan Pająk)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 2".)



Menu 3:

(Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

energia.sl.pl

members.fortunecity.com

milicz.fateback.com

propulsion.250free.com

storm.prohosting.com/craters

timevehicle.150m.com

www.totalizm.pl

ufonauci.w.interia.pl

a.1asphost.com/Tapanui

extraordinary.biz.ly

i.1asphost.com/1964

anzwers.org/free/wroclaw

bandits.netfast.org

energy.atspace.org

evidence.ueuo.com

evil.thefreehost.biz

evolution.prohosts.org

god.anfor.net

god.ez-sites.ws

gravity.my-place.us

healing.happyhost.org

karma.freewebpages.org

karma.phpnet.us

dhost.info/nirvana

parasitism.about.tc

rubik.hits.io

wroclaw.s4u.org




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)

W południowo-zachodniej Polsce istnieje niezwykła wieś zwana Wszewilki, a także wysoce interesujące miasto zwane Milicz. Za pośrednictwem niniejszej strony internetowej chciałbym zasugerować ich zwiedzenie. Miejscowości te mają bowiem sporo do zaoferowania. Przykładowo, są to jedyne miejscowości na świecie, co do których wiadomo, że "diabły - UFOnauci" przeciwko nim się zawzięły i prześladują je niemal otwarcie - po szczegóły patrz opisy poniżej a także treść strony o Wszewilki. W celu ułatwienia tego zwiedzania kiedyś nawet podejmowałem próby internetowego zorganizowania całej serii Zlotów we Wszewilkach. Zloty te miały się odbywać w określonych datach. Kiedy jednak odkryłem, że każdy z uczestników pierwszego z owych Zlotów - jaki odbył się w 2006 roku, przez cały następny rok trapiony był potem przez niekończący się ciąg chorób i ciężkich problemów życiowych, zdecydowałem się zaprzestać zachęcania kogokolwiek do przybywania do Wszewilek w określonym dniu i godzinie. (Wszakże takie choroby i kłopoty życiowe są znakiem firmowym skrytej zemsty UFOnautów - tak jak to wyjaśniłem poniżej.) Teraz zachęcam jedynie aby odwiedzać Wszewilki w zupełnie przypadkowym dniu i godzinie, np. przy okazji jakiegoś przypadkowego przejazdu przez tą miejscowość. Niniejsza strona wyjaśnia dlaczego warto zwiedzić Wszewilki i Milicz, dlaczego jednak okazuje się niebezpieczne organizowanie tego zwiedzania w z góry określonych datach, a także wzdłuż jakich szlaków najlepiej je zwiedzać jeśli kiedyś się tam przybędzie oraz co może okazać się przydatne podczas tego zwiedzania.

Rozważmy tu teoretycznie konsekwencje faktu, że w południowo-zachodniej Polsce istnieje mała wieś Wszewilki na którą faktycznie zawzięło się całe piekło. We wsi tej obecny jest materiał dowodowy, że wieś ta jest zawzięcie, aczkolwiek skrycie, prześladowana przez odwiecznych wrogów ludzkości - czyli przez szatańskie istoty obecnie zwane UFOnautami, zaś w przeszłości określane mianem "diabłów". W jaki więc sposób ktoś, kto nie jest nawet pewien czy diabły - UFOnauci wogóle istnieją, może się przekonać że owe szatańskie istoty faktycznie zawzięcie prześladują tą nic nikomu niewinną wieś. Okazuje się że uzyskanie dowodów na owo skryte prześladowanie Wszewilek jest bardzo proste. Mianowicie wystarczy jedynie zorganizować we Wszewilkach jakiś rodzaj "anty-diabelskiego zlotu" - np. zlotu odbywanego w imię nienawidzonej przez "diabłów - UFOnautów" filozofii zwanej totalizmem. Jeśli wieś ta faktycznie jest zawzięcie prześladowana przez owych "diabłów-UFOnautów", wówczas niemal z całą pewnością każdy uczestnik tego zlotu odczuje na własnej skórze karzącą rękę owych szatańskich istot.
       W dniu 8/7/6 we Wszewilkach rzeczywiście zorganizowany był Zlot totalizmu. Ja namawiałem ludzi aby w nim uczestniczyli, bowiem nie byłem świadom że UFOnauci będą potem na nich się zawzięcie mścili. Jak jednak z największym szokiem, żalem i bólem odkryłem już po fakcie, faktycznie też każdy z uczestników tego Zlotu z którym utrzymywałem potem kontakt, raportował mi że został ciężko aczkolwiek skrycie ukarany przez mściwych UFOnautów. Karanie niemal w każdym przypadku polegało na zwaleniu na głowę danej osoby całej lawiny ciężkich chorób, kłopotów wszelkiego rodzaju, utraty pracy, itp.
       W kolejnych latach zaplanowane było odbycie całego szeregu Zlotów totalizmu we Wszewilkach. Miały się one odbyć m.in. w datach 7/7/7, 9/8/8, 8/8/9. Jednak widząc jak UFOnauci ukarali uczestników Zlotu z 8/7/6, niniejszym ostrzegam wszystkich czytających, aby NIE przybywali do Wszewilek w owych z góry zaplanowanych datach. Z całą bowiem pewnością w dniach owych UFOnauci wyślą do Wszewilek również swoich szpiegów, a stąd każdy kto tam wówczas przybędzie niemal na pewno będzie przez UFOnautów udokumentowany i potem zawzięcie prześladowany. Tymczasem totalizm nakazuje aby dla niego żyć a nie umierać. Jedynie więc ci co mają jakieś samobójcze skłonności, lub co nie wierzą w istnienie "diabłów-UFOnautów" i o istnieniu tym chcą się boleśnie przekonać, mają jakiś powód aby udać się do Wszewilek w owych datach 7/7/7, 9/8/8, lub 8/8/9.
       To moje nawoływanie aby NIE przybywać do Wszewilek w datach zaplanowanych kiedyś Zlotów z dni 7/7/7, 9/8/8, lub 8/8/9, wcale nie oznacza, że nakłaniam aby wogóle wsi tej nie odwiedzać. Wręcz przeciwnie, należy tam przybywać w przypadkowych datach choćby tylko aby swym przybyciem dokumentować, że diabłów - UFOnautów wcale się nie boimy i już zabraliśmy się za ich wymiatanie z naszej planety. Ponieważ jednak narazie UFOnauci dominują nad nami swoją siłą, przebiegłością, złośliwością, oraz mściwością, wcale nie ma potrzeby aby im się celowo narażać przybywając tam w dniu co do którego z góry wiemy że na pewno będą tam na nas polowali. Znacznie korzystniej pokazać im naszą wolę poprzez przybycie w dniu kiedy nas się tam wcale nie spodziewają.
       Niniejszą stronę napisałem kiedy jeszcze nie było mi wiadomo, że UFOnauci będą się mścili na każdym kto przybędzie do Wszewilek w dniu Zlotu totalizmu. Nie będę więc obecnie strony tej już zmieniał. Jedynie co zmieniam to niniejszy wstęp który ma uzmysłowić czytelnikom że szatańscy UFOnauci są realną siłą z którą trzeba się liczyć i którą jak najszybciej trzeba wyrzucić z naszej planety. Mam tu nadzieję, że niniejsza strona pozwoli czytelnikowi przygotować się duchowo do tego co po przybyciu do Wszewilek zastanie on na miejscu. Zaoszczędzi mu to też niespodzianek, oraz lepiej uzmysłowi wzajemne priorytety oraz wagi poszczególnych celów naszych wysiłków. Ponadto ujawni, że pod niewinną nazwą "zlot totalizmu" faktycznie kryła się bezgłośna bitwa z bezwzględnym wrogiem ludzkości o moralność, historyczną prawdę, wolność, dobro ludzi, postęp, pokój, prawo do praktykowania tego w co się wierzy, itp. Stąd czyjeś przybycie do Wszewilek w dacie innej niż data kiedyś zaplanowanych zlotów - i to na przekór ryzyka i groźby represji z jakimi się to wiąże, w rzeczywistości jest również wyrazem czyjegoś poparcia i pokojowego wkładu do niewidzialnej bitwy z UFOnautami o te ogromnie istotne wartości ludzkie.


#1. Dlaczego każdy powinien odwiedzić wieś Wszewilki oraz miasto Milicz:

       Swoje wyjaśnienia dlaczego warto odwiedzić wieś Wszewilki (i pobliskie miasteczko Milicz) rozpocznę od wyjaśnienia czego nie należy się po odwiedzinach tych spodziewać. I tak wcale nie należy tam pojechać dlatego, że owe miejscowości chciałyby konkurować z kilkoma niemieckimi miastami które podczas organizowanych w nich "festiwali piwa" oferują przybyłym turystom do wypicia tyle darmowego piwa ile tylko daje się pomieścić w ich biednych żołądkach. Jedyne na co można liczyć po przybyciu do Wszewilek i Milicza, to szklanka darmowej wody podania spragnionemu przez jakiegoś litościwego miejscowego. Nie należy też tam przybywać z nadzieją że miejscowi pozwolą każdemu obrzucać się darmowymi dojrzałymi pomidorami - tak jak dla przyciągnięcia turystów oferuje to hiszpańska miejscowość Bunol oraz jej włoska konkurentka podczas organizowanych tam "festiwali obrzucania się pomidorami". Pomidory we Wszewilkach i Miliczu, owszem, są, ale tylko do jedzenia i tylko jak się za nie zapłaci. Wcale nie zachęcam też aby tam przybyć na polski odpowiednik dla "festiwalu obrzucania się pomarańczami" za pomocą którego przyciągają do siebie turystów mieszkańcy włoskiego miasta Ivrea. Pomarańczami można wprawdzie rzucać we Wszewilkach i Miliczu, jednak trzeba bardzo uważać aby przypadkiem nie trafić nimi kogoś z miejscowych - bo pogoni widłami. Wszewilek i Milicza nie należy także odwiedzać aby "uganiać się za 7 funtowym kolistym serem toczonym w dół góry", jakie to uganianie dla przyciągnięcia turystów Brytyjczycy organizują we wsi Brockworth koło Cheltenham (gdzie nagrodą jest ów smakowity ser oddawany pierwszej osobie która go dogoni i złapie). We Wszewilkach, owszem, można doświadczyć zdrowego pogonienia np. jeśli ubierze się czerwoną koszulę i wejdzie w drogę miejscowemu buhajowi - nie ma jednak co wówczas liczyć na otrzymanie sera w nagrodę. Wszewilki nie zamierzają też napuszczać na swoich gości stada rozjuszonych byków, takich jakie w Hiszpańskim mieście Pamplona z Navarry atakują przybyłych podczas tamtejszego "festiwalu drażnienia się z bykami". We Wszewilkach, owszem, byki są, ale typowo nikt ich celowo nie napuszcza aby uganiały się za przyjezdnymi. Nie warto tam też przybyć z nadzieją, że pozwoli to nam naopychać się aromatycznymi żywymi pluskwiakami z leśnych jagód - tak jak dla zwabienia turystów oferuje to jedna z miejscowości w Hiszpanii, gdzie lokalne pluskwiaki jagodowe uważane są za gastronomiczny przysmak. Pluskwiaki owszem, są również i na krzewach jagodowych koło Wszewilek, jednak zapewniam że nie warto próbować jak smakowite się okazują jeśli zjadane są żywcem. We Wszewilkach ani Miliczu nie ma również co liczyć że ktoś zaoferuje nam pieczone lub żywe gigantyczne pędraki które dla nowozelandzkich Maorysów są uwielbianymi smakołykami, a które jako głośną atrakcję turystyczną oferują przyjezdnym do spróbowania podczas "festiwalu dzikiej żywności" organizowanego corocznie dla ożywienia maleńkiego, śpiącego miasteczka Hokitika w Nowej Zelandii. (Pędraki owe są wielkości ludzkiego palca, nazywają się "huhu grubs", znaleźć je można w Nowej Zelandii w próchniejącym drewnie, zaś ci co ich zakosztowali twierdzą, że jedzone na surowo smakują jak masło z orzeszków ziemnych - tzw. "peanut butter", zaś po ugotowaniu smakują jak kurczaki.) Wszewilki, owszem, mają niemal tej samej wielkości pędraki wyglądające równie smakowicie. Są to larwy chrabąszczy które żyją tam w ziemi. Gdyby jednak ktoś odważył się zaoferować je przyjezdnym do jedzenia, zapewne zostałby publicznie zlinczowany i nawet ewentualne posiadanie szwagra w ministerstwie turystyki nie zdołało by mu pomóc.
       Tak więc naprawdę, warto przybyć do Wszewilek (i do Milicza) po coś zupełnie innego. Przykładowo, jeśli jest się typowym mieszczuchem warto tam pojechać aby pooddychać kryształowym powietrzem, jakiego coraz mniej na naszej planecie. Szczególnie po przybyciu do tych miejscowości w lipcu, kiedy to wszędzie tam pachnie kwitnącymi lipami. Ponadto aby tam wsłuchać się w nasze własne ciało omywane tajemniczą energią którą Chińczycy nazywają "chi", a która ulatuje z czakramu ziemi znajdującego się tuż przy wszewilkowskiej tamie na Baryczy pokazanej poniżej na ilustracji z Fot. #1. Jeśli do Wszewilek przybędzie się samochodem z pustym bagażnikiem, od miejscowych rolników warto również kupić sobie jajek, kurczaków, mleka, owoców, itp. Wszakże we Wszewilkach ciągle gospodaruje się w tradycyjny sposób. Za grosze można więc tam zakupić produkty rolne, które w innych miejscach na świecie opatruje się krzykliwą reklamą "organiczne" i wycenia na co najmniej 5 razy droższe od normalnych. Podczas pobytu na boisku sportowym Wszewilek można też zorganizować sobie tam doskonały piknik - wszakże nic nie smakuje tak doskonale jak kanapki i inne pyszności zjadane na świeżym powietrzu siedząc na trawie w wiejskiej scenerii. W milickich restauracjach warto również spróbować dania ze słynnego milickiego karpia. Natomiast podczas wędrówki po Wszewilkach warto prześledzić jak wyglądają poszczególne generacje zabudowań wiejskich opisanych poniżej w punkcie #7.3 tej strony. Wszewilki i Milicz umożliwiają również aby zapoznać się z ich bogatą historią pokojowego życia i gospodarowania. Najbardziej jednak warto tam przybyć aby osobiście pooglądać sobie owe niezliczone niezwykłości, które poopisywane są na odrębnych stronach internetowych o wsi Wszewilki oraz o mieście Miliczu, a także skrótowo podsumowane poniżej w punkcie #7.5 tej strony. Szczególnie zaś warto tam osobiście i naocznie się przekonać z dowodów opisanych na odrębnej stronie o Wszewilkach, że wieś ta zawzięcie i bezpardonowo prześladowana jest przez szatańskich UFOnautów.
       Jeśli zaś czytelnik wie co to takiego filozofia zwana totalizmem moralnym, wówczas na dodatek do powodów wymienionych powyżej ma on kilka dalszych powodów aby przybyć do Wszewilek w którymkolwiek dniu który jednak będzie się różnił od daty jednego z owych kiedyś internetowo koordynowanych zlotów. Mianowicie powinien tam przybyć aby swoją obecnością zamanifestować poparcie dla moralności, prawdy, pokoju, miłości bliźniego, prawdziwej wolności, równości, praworządności, konstruktywności, oraz dla innych wartości o których wdrażanie w życiu walczy właśnie totalizm. Wszakże Wszewilki są kolebką z jakiej wywodzi się totalizm. Praktycznie też każda osoba dla której totaliztyczne wartości są bliskie sercu, a także każdy kto uważa siebie za totaliztę, ma moralny obowiązek aby przybyć do Wszewilek przynajmniej raz w życiu, tyle że już NIE w terminie jednego z owych kiedyś projektowanych zlotów totalizmu, jednak ciągle jeszcze przed rokiem 2010. Po przybyciu zaś do Wszewilek, powinien na własne oczy poogladać sobie niezwykłości i szokujące prześladowania trapiące tą wioskę. Przykładowo, powinien na własne oczy zobaczyć, jak jakaś szatańska siła tak złośliwie zakrzywiła przebieg torów kolejowych, aby te staranowały miniaturowy ryneczek owej wioski, a w ten sposób aby zniszczyły one niemal całą jej historię. Albo aby zobaczyć jak wyglądają doły w ziemi istniejące w miejscach gdzie kiedyś stał kościół i inne budynki publiczne tej wioski. Albo zobaczyć, jak dwie części które kiedyś stanowiły tą samą wioskę, w rezultacie skrytych prześladowań Wszewilek-Stawczyka obecnie porównują się do siebie jak "królewicz do żebraka". Czy też aby zobaczyć, jak ktoś zbudował nowy staw tuż pod wioską, tylko po to żeby staw ten zalał pozostałości niemal 1000-letniego młyna wodnego tej wioski oraz żeby odciął on dostęp ludzi do czakramu Ziemi istniejącego przy owym młynie i emitującego potężny podmuch energii przez Chińczyków nazywanej "chi".
       Aktorzy mają swoje Hollywood. Polacy maja swoje Chicago. Katolicy mają swój Rzym. Muzułmanie mają swoją Mekkę. Wspinacze na skały mają swój Mount Everest. Poszukiwacze złota mają swoje Eldorado. Natomiast zwolennicy filozofii totalizmu mają swoje Wszewilki - z całym ich ładunkiem wymownej symboliki, wysoce znaczącego zaniedbania, prześladowanej przeszłości, oraz (miejmy nadzieję) nieco lepszej przyszłości. Tyle tylko, że cele przybycia totaliztów do Wszewilek są zupełnie odmienne, a faktycznie to niemal dokładnie odwrotne, niż cele ścigane poprzez wyprawy i podróże tamtych innych grup ludzi. Wszakże tamci inni ludzie wybierają się do swoich miejsc wędrówek tylko po to aby w ten sposób uczynić coś dla siebie samych. Natomiast totaliźci wybierają się do Wszewilek głównie po to, aby swoim przyjazdem uczynić coś dla innych ludzi oraz dla całej ludzkości


#2. W jakich terminach odradzam teraz zwiedzania wsi Wszewilki oraz miasta Milicza:

       Aczkolwiek przybycie i zwiedzenie wsi Wszewilki oraz miasta Milicz jest możliwe o każdej porze roku i dnia, istnieje cały szereg terminów, kiedy zwiedzenie to jest najbardziej ryzykowne. W terminach owych miały bowiem mieć miejsce na Wszewilkach unikalne zloty, których wszystkie aspekty miały być koordynowane internetowo. Pierwszy z owych zlotów, noszący nazwę "Wszewilki-2006", miał już miejsce w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku (czyli w dniu który wyrażał się łatwym do zapamiętania zapisem "8/7/6") - po raport z jego przebiegu i następstw patrz strona raport ze Zlotu "Wszewilki-2006". To właśnie wszyscy znani mi uczestnicy tamtego Zlotu zostali paskudnie pokarani przez UFOnautów. Terminy następnych z owych Zlotów były kiedś ustalone na następujące daty:
Sobota 7 lipca 2007 roku (czyli w dniu który wyraża się zapisem "7/7/7").
Sobota 9 sierpnia 2008 roku (czyli w dniu który wyraża się zapisem "9/8/8").
Sobota 8 sierpnia 2009 roku (czyli w dniu który wyraża się zapisem "8/8/9").
       Każdy ze zlotów mających się odbyć w powyższych dniach we Wszewilkach i w Miliczu, miał być rodzajem prywatnej i niewinnej wycieczki jego uczestników nastawionej głównie na zwiedzenie opisywanych w punkcie #8 tej strony ciekawostek i atrakcji owych miejscowości. Aby jednak wycieczka ta mogła być powiązana z różnymi formami humorystycznego, uczącego i interesującego spędzenie razem czasu, była ona koordynowana za pośrednictwem internetu. Wszakże "w kupie raźniej, bezpieczniej, oraz więcej uciechy". Wskazane więc było aby dołączyć do innych którzy w tych właśnie terminach tam przybędą. Niestety, mściwi UFOnauci popsuli nam te niewinne wycieczki.
* * *
       Czytelnik zapewne zadaje sobie pytanie "dlaczego dawniej zalecane było że miał on przyjeżdżać do Wszewilek właśnie w powyżej wyszczególnionych dniach, np. w sobotę, dnia 7 lipca 2007 roku, kiedy ową wioskę mógł też on zwiedzać w dowolnym innym terminie". Odpowiedź na to pytanie brzmiała, że zanim UFOnauci włączyli się aktywnie do obrzydzania ludziom Wszewilek, istniało kiedyś aż wiele ku temu powodów. Przykładowo, jeśli nie zaplanuje się czegoś na konkretną datę, wówczas jest wysokie prawdopodobnieństwo że wogóle tego się nie zrealizuje. Jeśli więc nie zdecydujemy się przyjechać na zwiedzanie Wszewilek właśnie w określonym dniu, np. sobotę, dnia 7 lipca 2007 roku, wówczas najprawdopodobniej nigdy nie zwiedzimy owej wioski. W sobotę, dnia 7 lipca 2007 roku warto również miało być przybyć do Wszewilek ze względów pamiątkowych. Wszakże to w owym dniu miało być we Wszewilkach wielu ludzi wykonujących pamiątkowe fotografie. (Ja zachęcałem przecież wszystkich uczestników, aby wykonywali zdjęcia każdego interesującego momentu ze zwiedzania owych miejscowości, potem zaś przysyłali mi co ciekawsze z tych zdjęć do wystawienia na niniejszej stronie internetowej.) Czyż zaś nie przyjemnie byłoby potem zobaczyć siebie w internecie jak się stoi w naturalnej pozie na historycznym miejscu, albo jak duma się nad jakimś ważnym aspektem historii? Innym istotnym powodem przybycia właśnie w owym dniu, było ponieważ mieszkańcy Wszewilek i Milicza przybycia zwiedzających właśnie w owym dniu mieli się spodziewać. Wszakże informacja o owym koordynowanym poprzez internet zwiedzaniu owych miejscowości była dostępna w internecie już od ponad roku czasu. A internet ma podobno potężną moc i zasięg. Wszewilczanie i Miliczanie z kolei nie gęsi, też do internetu czasami zaglądają. Spodziewając więc się "najazdu" ciekawskich z dalekiego świata, nie byliby ani wcale zdziwieni, ani też podejrzliwi, jeśli jacyś obcy ludzie nagle zaczęliby się interesować architekturą ich budynku, zaczęliby zaglądać do ich obejścia, rozbijać namioty na boisku sportowym Wszewilek, czy łazić po okolicznych polach, łąkach i laskach. Chociaż więc w innych dniach roku prawdopodobnie wzięliby widły i pogonili takiego kogoś gdzie pieprz rośnie, w samym tym dniu zapewne chętnie wyszliby przed bramę swojego domostwa, pogawędzili z przybyszami, opowiedzieli im o historii swego domu czy historii co ciekawszego miejsca Wszewilek lub Milicza, pokazali obejście, poczęstowali szklanką wody, a nawet - jeśli zaszłaby potrzeba, to podwieźliby traktorem do co bardziej interesującego miejsca. Jeszcze innym powodem do poprzedniego wybrania z góry ustalonej daty na przyjazd do Wszewilek i Milicza, było że z punktu widzenia numerologii data ta jest dosyć szczególnym dniem. (Takie numerologicznie szczególne daty po angielsku nazywają się "auspicious". Daty wszystkich koordynowanych poprzez internet imprez Wszewilek, tj. soboty w dniach 7/7/7, 9/8/8, 8/8/9, a także 8/7/6 - czyli ta dla której zlot "Wszewilki-2006" już się odbył, zostały specjalnie tak dobrane aby reprezentować sobą właśnie takie numerologicznie "auspicious" dni.) Istnieje więc jakieś tam prawdopodobieństwo że w którymś z tych dni wydarzy się coś na tyle niezwykłego we Wszewilkach, iż możemy potem żałować że nie ujrzeliśmy tego na nasze własne oczy. Niestety, mściwa reakcja UFOnautów na owe zloty we Wszewilkach popsuła wszystko powyższe. Wszakże nie wolno nam ryzykować, że z zemsty za niewinne zwiedzenie tej wioski szatańscy UFOnauci mogą spowodować np. czyjąś śmierć.


#3. Jaki mógł być program naszego pobytu we Wszewilkach i Miliczu:

       Kiedyś istniał szczegółowy program co i jak czynić we Wszewilkach w dni owych zlotów totalizmu. Resztki tego programu nadal wyłaniają się z punktów #9, #10 i #11 tej strony. Obecnie jednak kiedy mściwi UFOnauci zaczęli otwarcie umęczać i prześladować ewentualnych przybyłych na taki zlot, nie ma sensu prezentowanie tego programu. Dlatego usunąłem go z tego punktu aby niepotrzebnie nie wydłużać tej strony.


#4. Programowanie dla siebie na Wszewilkach spełnienia się jednego (najważniejszego) naszego pozytywnego życzenia:

       Jak wyjaśniłem to dokładniej na stronie o Wszewilkach, niezwykłością owej wsi jest to, że wszelkie pozytywne oraz silne marzenia i życzenia jakie są w niej podjęte, z upływem czasu zawsze się spełniają. Jeśli ktoś w to nie wierzy, wówczas proponuję aby zapytał o to któregoś ze starszych mieszkańców Wszewilek spotkanych podczas zwiedzania owej wsi (proszę jednak wybrać do zapytania kogoś uśmiechniętego i pozytywnego, bowiem ludzie negatywni i zgorzkniali nie mają pozytywnych marzeń które by im mogły się wypełniać). Powodem dla jakiego pozytywne i silne marzenia zaprogramowane we Wszewilkach zawsze się wypełniają, jest iż obszar owej wioski posiada unikalną zdolność do przeprogramowywania konfiguracji przeciw-świata. O co w owym przeprogramowywaniu dokładnie chodzi, wyjaśniłem to dokładniej w punkcie #7 strony internetowej o karmie. (Tj. przeprogramowana konfiguracja przeciw-świata dodaje naszym działaniom dodatkowej efektywności. Owa dodatkowa efektywność przez Polaków zwykle nazywana jest "szczęściem", zaś Anglicy nazywają ją "good luck". Jest ona niezbędna dla osiągnięcia celów życiowych jakie sobie stawiamy. Tak nawiasem mówiąc, to w takim właśnie przeprogamowywaniu pomocne są m.in. różne "talizmany" jakie niektórzy ludzie noszą. Talizmanem o największej mocy z jakim dotychczas się spotkałem jest tzw. "logo totalizmu" jakie być może będzie rozdawane na boisku Wszewilek jako pamiątka oraz "trophy" z danego zlotu.) Aby zaprogramować dla siebie wypełnienie się określonego pozytywnego marzenia, wystarczy marzenie to dokładnie sobie zdefiniować w jakimś miejscu Wszewilek które nam się podoba (np. przy tamie na rzece Barycz). Jeśli chcemy, dla większej pewności możemy też dodatkowo głośno opisać nasze marzenie owemu miejscu. Jeśli zaś na owym marzeniu aż tak nam zależy, że chcemy bezwzględnie się upewnić iż z całą pewnością się ono spełni, wówczas możemy dodatkowo zrealizować procedurę przeprogramowania konfiguracji przeciw-świata, jaką odnotowałem w trakcie moich badań podczas profesury w Malezji i na Borneo, że stosowana jest przez tamtejszych ludzi przeprogramowujących konfigurację przeciw-świata (oni ją tam nazywają "magią"). Aby procedurę tą zrealizować, dobrze jest przywieść ze sobą do Wszewilek jakiś trwały przedmiot, z którym nieco nam będzie potem szkoda się pożegnać - przykładowo srebrną monetę, a jeśli takiej nie mamy to chociaż największą wartościowo monetę jaką mamy w swoim porfelu (nie może to jednak być banknot, ani nic co ulega szybkiemu zgniciu lub zniszczeniu). Następnie wybieramy sobie jakieś ustronne miejsce w okolicy Wszewilek, co do którego jesteśmy niemal pewni że nikt tam naszej monety nie będzie szukał. Wpatrując się w monetę tak intensywnie jak tylko możemy, wydajemy jej jednozdaniowy rozkaz zawierający dokładną definicję życzenia którego wypełnienia od niej się spodziewamy. Następnie monetę tą zakopujemy tak aby nikt inny jej nie znalazł, zapamiętując jednocześnie dokładne miejsce gdzie ona się znajduje - tak że w razie potrzeby będziemy kiedyś mogli ją odnaleźć. Potem kiedykolwiek podejmujemy jakiekolwiek działanie w sprawie wypełnienia się owego życzenia, przypominamy sobie przez moment (np. wyobrażamy w myślach) ową monetę, tak aby nasze działania związać z programem jaki w monetę tą wpisaliśmy. Nie radzę programować dwóch marzeń podczas jednego pobytu we Wszewilkach, bowiem się nawzajem pomieszają. Jeśli kiedyś przybędziemy ponownie do Wszewilek, wówczas warto wrócić i oglądnąć owo miejsce gdzie spoczywa nasz program z życzeniem, aczkolwiek nie pownno go się odkopywać bo przez przypadek może on ulec zmienieniu.


#5. Jak zorganizować sobie zwiedzanie Wszewilek i Milicza, np. co zabrac ze soba na to zwiedzanie, gdzie nocować, itp.:

Motto: Pamiętaj o zasadach totaliztycznego zwiedzania: nie czyń niczego poza dobrem, nie powiększaj niczego poza wiedzą, nie pozostawiaj niczego poza śladami swych stóp, nie zabieraj ze sobą niczego poza pamięcią oraz zdjęciami jakie pstryknąłeś podczas swej wizyty.

       Poniżej w punkcie #6 tej strony, opisane są podstawowe opcje przyjazdu i zwiedzania Wszewilek i Milicza. Proszę jednak odnotować, że którąkolwiek z tych opcji zwiedzania Wszewilek i Milicza ktoś by nie wybrał, opcję tą powinien sobie z góry zaplanować i przygotować. Przykładowo, należy z góry sprawdzić rozkłady odjazdów i przyjazdów pociągów i autobusów które ma się zamiar użyć, albo z góry zarezerwować sobie noclegi w hotelu czy ośrodku w którym ma się zamiar zatrzymać, itd., itp. Wszakże od tego jak dobrze ktoś się przygotuje do tej wyprawy i zwiedzania, zależało potem będzie jak przyjemnie spędzi czas podczas jej trwania, oraz jak dobre wspomnienia z niej później wyniesie.
       Analizy przebiegu poprzedniego Zlotu "Wszewilki-2006" wykazują, że najważniejsze jest zabranie wydruku komputerowego ze strony Wszewilki-Milicz - tak aby potem wiedzieć co dokładnie jest tam warte oglądania, na co warto zwracać tam szczególną uwagę, oraz jak powinno się zwiedzać te miejscowości. Dobrze jest też zabrać wydruk ze stron o wsi Wszewilki oraz mieście Miliczu - tak aby mieć pod ręką dokładniejsze opisy tego co tam się zwiedza. Aby zaś łatwiej móc się poruszać po szlakach wędrownych opisanych na tej stronie w punktach #8.1 do #8.4 (lub #9.1 do #9.4) i odnajdywać poszczególne obiekty zainteresowań, konieczne jest również zabranie ze sobą kompasu - wszakże szlaki te cały czas referują do kierunków geograficznych. Drugim, również bardzo ważnym sprzętem, jest aparat fotograficzny, oraz/lub ewentualna kamera wideo. Wszakże warto utrwalić dla siebie i innych co bardziej insteresujące widoczki z miejsc jakie się zwiedza, a także ewentualne sfotografowanie wszelkich tajemniczych stworzeń oraz nietotaliztycznie zachowujących się ludzi jakich się napotka. Osoby które zamierzają przenocować pod namiotem na historycznym obszarze obozowiskowym handlarzy koni, czyli na dzisiejszym boisku sportowym Wszewilek, oprócz zwykłego ekwipunku namiotowego oraz zapasu żywności powinni zabrać ze sobą także latarkę elektryczną oraz miniaturową łopatkę ogrodową do zakopywania śmieci jakie wówczas wygenerują. Ponieważ we wiejskiej scenerii oraz podczas wędrówek na świeżym powietrzu nic tak nie smakuje jak dobre jedzenie, każdemu kto ma ku temu możliwości rekomenduję także zabranie ze sobą wszystkiego co potrzebne na piknik, lub co najmniej jakichś kanapek oraz napoju. Jeśli ktoś przybywa samochodem i zamierza zakupić od rolników z Wszewilek jakieś "organiczne" produkty rolne, powinien pamiętać o funduszach na zakup, o opakowaniach dla zakupionego mleka i jajek, a także o wolnej przestrzeni w bagażniku samochodu.


#5.1. Możliwości noclegowe w Miliczu i jego okolicach:

       Na przekór swoich niewielkich rozmiarów, Milicz i jego okolice oferuje przybyłym cały szereg możliwości zakwaterowania (a także doskonałego, staropolskiego wyżywienia). Przenocować tam można do wyboru, zarówno w miejscach o niewielkich cenach, jak i w innych miejscach o wysokim standardzie (i cenie). Wszystkie też miejsca noclegowe położone są w wysoce atrakcyjnych lokacjach, np. oferujących zarówno wspaniałe widoki, jak i bliskość do natury, stawów, parków, lasów, itp., a także często oferujących interesujące przeżycia kulinarne - np. potrawy z dziczyzny czy ze słynnego karpia milickiego. Oto najważniejsze z tych ofert noclegowych:
* * *
       Jeśli po przybyciu do Milicza lub Wszewilek we własnym samochodzie, ktoś zdecyduje się zatrzymać na miejscu na jedną lub kilka nocy, wówczas jednym z takich miejsc noclegowych jest Ośrodek Wypoczynkowy w Karłowie pod Miliczem (tj. Państwowy-Miejski Ośrodek pod zarządem miasta Milicza). Oferuje on duży wybór odmiennych domków kempingowych. Ośrodek ten jest oddalony jedynie o około 5 km na południe od Wszewilek (2 km na południe od Milicza), a leży przy drodze nr 15 z Milicza do Trzebnicy i potem Wrocławia. Oto dane owego ośrodka: Adres pocztowy: Ośrodek Wypoczynku Świątecznego Milicz-Karłowo, ul. Poprzeczna 13, 56-300 Milicz, woj. dolnośląskie; Telefon (w Polsce): 0-71-3841215; fax (międzynarodowy) +48 71-384-10-59. Tuż przy tym ośrodku znajduje się też Hotel Borowik z 60 miejscami w cenie 25 PLN za osobę, a ponadto cały szereg prywatnych domków kempingowych do wynajęcia.
       Na stronach internetowych Milicza, np. na stronie o adresie www.milicz.pl/turystyka/noclegi/, opisane są także jeszcze inne możliwości zakwaterowania w Miliczu (czyli około 3 km od Wszewilek - tj. wystarczająco blisko aby w sobotę na 7 rano dojechać stamtąd do boiska sportowego Wszewilek). Przykładowo, jest tam opisany "Hotel Libero". Jego dane: Adres pocztowy: Hotel "Libero", ul. Kosciuszki 2, 56-300 Milicz. Telefon (w Polsce): 071-383-13-90, 383-13-91; fax (międzynarodowy) +48 71-383-13-92. Email: hotel@hotel-libero.pl. Strona: www.hotel-libero.pl. (Oferuje on 67 wysokiej jakości miejsc noclegowych w pokojach 1, 2 i 3 osobowych, w tym cztery apartamenty.)
       Ponadto na stronach internetowych Milicza opisane jest też Centrum Edukacyjno-Metodyczne "Dolina Baryczy", które reklamuje się że ma w ofercie: (a) 100 miejsc w pokojach 2-, 5- i 6- osobowych; (b) kuchnię turystyczną (z pełnym wyposażeniem); (c) wyżywienie całodzienne dla grup zorganizowanych - na zamówienie; (d) jadalnio-świetlicę, świetlice (ze sprzętem audio-video); (e) węzeł sanitarny z natryskami, boisko do piłki siatkowej oraz miejsce do grilowania. Jego dane: Adres pocztowy: Centrum Edukacyjno-Metodyczne "Dolina Baryczy", ul. Trzebnicka 4b, 56-300 Milicz; Telefon (w Polsce): (071) 384 02 37, 383-11-31, tel./fax (071) 384 02 38 Strona: www.cem-milicz.prv.pl.
       Inne możliwości zakwaterowania w Miliczu obejmują m.in.: Zajazd-Restauracja "Pałacowa", ul. Piłsudskiego 5, 56-300 Milicz, tel. (071) 383-02-03 (dysponuje on 14 miejscami noclegowymi - 60 zł/osobę; potrawy ze świeżego karpia); Internat Zespołu Szkół Leśnych, al. ZHP, 56-300 Milicz, tel. (071) 384-09-00, 384-07-63, fax. (071) 384-07-18 (sezonowo dysponuje 120 miejscami dla grup zorganizowanych w okresie od 3 lipca do 27 sierpnia); Hotel Widmar, ul. Kopernika 8, 56-300 Milicz, tel. (071) 383-00-07, fax (071) 383-00-01 (dysponuje 27 miejscami noclegowymi w cenie około 50 zł/osobę); Hotel Karłów, ul. Sycowska 1, 56-300 Milicz, tel. (071) 384-17-65 (dysponuje 16 miejscami w cenach 25 PLN za osobę);
       W relatywnie niewielkiej odległości w kierunku wschodnim od Milicza dostępnych jest także cały szereg dalszych możliwości noclegowych. Przykładowo tylko około 15 km na wschód od Milicza i Wszewilek, w Gądkowicach leżących przy trasie z Milicza (przez Wszewilki) do Sulmierzyc, znajduje się dawny pałacyk myśliwski. Jego dane: Adres pocztowy: "Hubertówka", Gądkowice, 56-300 Milicz; telefon (w Polsce): 071-384-92-83 Strona: www.hubertowka.emeteor.pl (ma on 20 miejsc w pokojach 2, 3 i 4 osobowych w cenach 40 zł/pokój lub 30 zł/osobę). Również tylko około 15 km na wschód od Milicza i Wszewilek, we Wziąchowie Wielkim też leżącym przy trasie z Milicza (przez Wszewilki) do Sulmierzyc (jakieś 2 km od Gądkowic), znajduje się spory Ośrodek Szkoleniowo-Konferencyjny. Jego dane: Adres pocztowy: "Dworek pod Herbem", Wziąchowo Wielkie 35, 56-300 Milicz. Telefon (w Polsce): 071-384-92-31; fax (międzynarodowy) +48 71-384-92-40. Email: dworek@konferencje.wroc.pl. Strona: www.dworekpodherbem.pl (dworek ten oferuje 48 wysokiej jakości miejsc noclegowych w 16 pokojach, ceny do uzgodnienia). Dalsze około 5 km na wschód od Gądkowic (na południe od Bartnik) istnieje leśniczówka. Jej dane: Adres pocztowy: "Leśniczówka" - kwatera myśliwska we Wróblińcu, Wróbliniec, 56-300 Milicz; telefon (w Polsce): 071-384-95-79 (oferuje ona 9 miejsc w pokojach 2 i 3 osobowych w cenach 20 zł/osobę; możliwość wyżywienia całodziennego za 50 zł - specjalność "dania z dziczyzny"). Jeszcze dalsze 5 km na wschód (tj. około 25 km od Milicza) znajduje się miasteczko Sulmierzyce. Ono również oferuje przyjezdnym własną bazę noclegową.
       W kierunku przeciwstawnym niż Wszewilki, około 8 km na zachód od Milicza, w Sułowie, znadują się dwa ośrodki wypoczynkowe. Większy ma 40 domków kempingowych - jego dane M. Malaczewski, ul. Leśna 4, 56-3006 Sułów, tel. (071) 384-71-68. Mniejszy ma 16 domków 4-osobowych w cenie 50 - 70 zł za domek - jego dane: ul. Leśna 8, 56-306 Sułów, tel. (071) 384-71-68.
       W kierunku południowo-wschodnim od Milicza, w pobliskich miejscowościach Wierzchowice (tel. (071) 384-62-73) oraz Krośnice, znajdują się również liczne hotele, ośrodki wypoczynkowe i miejsca noclegowe. Obie te miejscowości leżą mniej niż 10 km od Milicza. Jeszcze nieco dalej w tym samym kierunku na Oleśnicę, jakieś dalsze 10 km za Krośnicami w kierunku na południe, w miejscowości Kubryk, jest leśniczówka z 3 pokojami do wynajęcia (tel. (071) 384-50-22).
       Hotele są także w Cieszkowie i Zdunach (tel. (062) 721-51-10) położonych nie dalej niż 20 km na północ od Milicza, na drodze krajowej nr 15 z Milicza do Krotoszyna.
       Sam Milicz jak i jego okolice oferują również ogromny wybór zakwaterowania prywatnego, z puli tzw. "agroturystyki" - gdzie mieszka się u miejscowych rolników. W przypadku reflektowania na tego typu zakwaterowanie, dla wyszukania najbardziej odpowiadającego nam miejsca najlepiej się skontaktować z informacją turystyczną w Miliczu (adres: Rynek 20, 56-300 Milicz; telefon (071) 383-11-11) lub zaglądnąć na stronę www.milicz.pl/turystyka/noclegi.


#6. Opcje przybycia do Wszewilek, przenocowania we Wszewilkach lub w Miliczu, zwiedzania Wszewilek i Milicza, oraz powrotu do domu:

Motto: "W życiu nigdy nie żałujemy że coś uczyniliśmy lub zwiedziliśmy, jednak często żałujemy że mieliśmy okazję aby coś uczynić lub zwiedzić, jednak z niej nie skorzystaliśmy."

       Opisywane tutaj internetowo koordynowane imprezy we Wszewilkach i Miliczu są rodzajem prywatnej wycieczki do tych miejscowości, tyle że wycieczki organizowanej przez wielu ludzi naraz (wszakże "w kupie zawsze raźniej i bezpieczniej"). Jak więc niemal wszystko na takiej prywatnej wycieczce, nikt nie będzie jej uczestnikom zabezpieczał ani zakwaterowania, ani wyżywienia, ani przewodników czy organizatorów którzy przygotowaliby dla nich rozrywki, ani żadnych innych wygód. Dlatego uczestnicy tych imprez, po zjawieniu się w okolicy Wszewilek lub Milicza muszą sami zatroszyć się o zabezpieczenie sobie wszystkiego co będzie im potrzebne dla konstruktywnego i przyjemnego spędzenia tam czasu. Opisywana tutaj impreza będzie trwała tylko jeden dzień. Dlatego jeśli ktoś przybędzie na nią głównie w celu poznania Wszewilek i ich historii, wówczas najbardziej optymalne rozwiązanie które ja bym mu polecał, to zjawić się we Wszewilkach możliwie wcześnie rano w dniu 7/7/7, zobaczyć co się będzie działo na obecnym boisku sportowym Wszewilek - które będzie centrum dla owej imprezy, odnaleźć kumpli lub korespondentów z którymi tam się umówiło, pozwiedzać razem z kumplami szlaki wędrowne opisane w punkcie #8 (lub #9) tej strony - nawzajem sobie przypominając co interesującego warto tam odnotować i jaka była historia, funkcja, oraz losy danego miejsca, poczym wyjechać z powrotem do domu jeszcze tej samej soboty 7/7/7. Jeśli zaś ktoś przybędzie do Wszewilek aby również doświadczyć "nadprzyrodzonych" zjawisk, wówczas najlepszą ku temu okazją będzie tam przenocować - najlepiej właśnie na owym obecnym boisku Wszewilek (czyli na historycznym obszarze obozowania kupców i handlarzy koni). Poniżej wyszczególniłem najważniejsze możliwości (opcje) jakie są mi znane w zakresie sposobu przybycia do Wszewilek, noclegu albo we Wszewilkach albo też w pobliskim Miliczu, zwiedzania atrakcji i niezwykłości Wszewilek oraz Milicza, oraz końcowego powrotu do domu. Oto owe opcje:


#6.1. Przybycie do Wszewilek samochodem czy motocyklami albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni z nocowaniem w Ośrodku Wypoczynkowym w Karłowie pod Miliczem lub też w którymś z milickich hoteli, oraz zwiedzanie atrakcji Wszewilek i Milicza z pomocą samochodu:

       Niniejsza opcja pozwala na najszybsze oraz na najmniej uciążliwe zwiedzenie opisywanych na tej stronie ciekawostek i szlaków wędrownych Wszewilek i Milicza. Jeśli mieszka się jedynie kilka godzin jazdy od Wszewilek, wówczas do wsi tej można przybyć dopiero rano, np. w sobotę dnia 7/7/7. W takim przypadku warto podjechać samochodem aż do młyna elektrycznego Wszewilek, zaparkować tam samochód, podejść piechotą do pobliskiego boiska sportowego, a następnie przejść już na piechotę szlak wędrowny opisany w punkcie #8.2 niniejszej strony internetowej. Po przejściu owego szlaku piechotą i oglądnięciu w ten sposób stanu miejscowych dróg polnych, można rozważyć czy chce się podejść czy też podjechać do tamy na Baryczy owym historycznym fragmentem "drogi do starego młyna wodnego na Baryczy" opisanym w punkcie #9.1 niniejszej strony. Wszakże od młyna elektrycznego we Wszewilkach do owej tamy jest mniej niż 1 km, tyle że polną drogą (trzeba jednak pozostawić samochód jakieś 300 metrów od owej tamy, kiedy droga którą podążamy zniknie pod wałem nowego stawu rybnego). Po oglądnięciu tamy i czakramu energetycznego Milicza, można powrócić do Wszewilek, poczym już z pomocą samochodu oglądać atrakcje opisane w szlakach wędrownych z punktów #8.3 i #8.4 tej strony. Jeśli zaś mieszka się wiele godzin jazdy od Wszewilek, wówczas można przyjechać dzień wcześniej do Milicza, zanocować w jednym z miejsc noclegowych opisanych w punkcie #5.1 tej strony, oraz od rana następnego dnia zwiedzić Wszewilki tak jak to opisano powyżej.
* * *
       Proszę mieć na uwadze, że jeśli ktoś dopiero rano dojedzie samochodem w pobliże boiska sportowego Wszewilek, wówczas silnie radzę mu aby samochód zaparkował w okolicach młyna elektrycznego Wszewilek, zaś do boiska podszedł na piechotę. Odległość od mlyna do boiska wynosi tam jedynie jakieś 100 metrów. Natomiast polna droga od młyna do boiska jest zaniedbana przez władze i naprawdę okropna.


#6.2. Przybycie do Wszewilek pociągiem albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni ze spaniem pod namiotami wokół centrum historycznego obszaru obozowiskowego dla kupców i handlarzy koni (obecnie boiska sportowego Wszewilek), zwiedzanie atrakcji Wszewilek i Milicza poprzez przejście piechotą szlaków opisanych w punkcie #8 (lub #9) tej strony, oraz odjazd do domu autobusem z Milicza:

Motto: "W kupie zawsze raźniej. Jeśli więc zamierzasz nocować pod namiotem na boisku gdzie nocą może wiele się zdarzyć, wówczas zabierz na ten Zlot tylu dobrych kumpli ilu tylko możesz. Spijcie też w conajmniej dwuosobowych namiotach."

       Do zrealizowania niniejszej opcji zachęcani są ludzie młodzi, którzy NIE dysponują własnym samochodem, ale albo posiadają namioty i są w stanie spędzić noc pod namiotem wokół obecnego boiska sportowego Wszewilek, albo też są w stanie przybyć do Wszewilek wcześnie rano i oglądnąc wszelkie atrakcje owej wioski w przeciągu tylko jednego dnia. W takim wypadku, zachęcani są oni aby przyjechać do Milicza pociągiem np. popołudniem w dniu 6/7/7 (w opcji zaś jednodniowej, czyli bez noclegu pod namiotem - przyjechać tam rankiem w dniu 7/7/7), przejść do Wszewilek szlakiem wędrownym opisanym w punkcie #8.1 tej strony, na noc z piątku 6/7/7 na sobotę 7/7/7, rozbić swój namiot na byłym obszarze historycznym, na którym w dawnych czasach obozowali kupcy i handlarze koni przybywający do Wszewilek na ogromnie słynne jarmarki końskie, w sobotę 7/7/7 przejść po Wszewilkach i Miliczu szlakami opisanymi w punktach #8.2 do #8.4 tej strony, a nastepnie wrócić do domu autobusem już z dworca autobusowego Milicza. W obecnych czasach ów historyczny obszar obozowiskowy na którym mogą rozbić namioty na noc znany jest pod nazwą "boiska piłkarskiego Wszewilek". (Odnotuj jednak, że boiskiem piłkarskim stał się on dopiero w latach 1950-tych. Przed ową datą boisko piłkarskie Wszewilek zlokalizowane było w całkowicie odmiennym obszarze tej wsi - po szczegóły patrz 6 w punkcie #8.2 niniejszej strony.) Stąd osoby dysponujące namiotami mogą rozbić te namioty wokół pola gry owego dzisiejszego boiska sportowego we Wszewilkach. Boisko to będzie bowiem centrum zlotowym. Na nim będą więc miały miejsce wszelkie imprezy zlotowe (nie żeby bylo ich zbyt wiele) - patrz punkt #3 tej strony. Względem niego też wytyczone zostały wszelkie szlaki wędrowne do zwiedzania Wszewilek i ich okolicy - po szczegóły patrz punkt #8 tej strony. Owo dzisiejsze boisko sportowe jest zlokalizowane tuż przy torach kolejowych wiodących z Milicza do Krotoszyna, a także przy dawnej "drodze do starego młyna wodnego na Baryczy" (po wojnie nazywanej "drogą na tamę") opisywanej na stronie o wsi Wszewilki. Z tego co pamiętam, to kiedyś przy nim stał jeden z owych hydrantów na zawór odtwierany ręcznie - tak aby piłkarze mieli się gdzie umyć po meczu. Jeśli hydrant ten ciągle działa, obozujący na owym boisku będą mieli zapewnioną wodę z wodociągów miejskich do picia i mycia. (Jeśli zaś jest nieczynny, lub zlikwidowany, wówczas będzie dobra okazja aby złożyć petycję na ręce sołtysa (urzędowego) wsi Wszewilki, aby z urzędu go naprawiono lub odrestaurowano w obliczu zbliżającego się następnego Zlotu "Wszewilki-2008".) W okolicach owego boiska jest też sporo "ziemi niczyjej" pozarastanej krzakami, z naróżniejszymi dziurami i wyrobiskami w ziemi po piasku zabranym w 1875 roku na budowę pobliskiego nasypu kolejowego. Jeśli więc zabraknie obszaru obozowego tuż przy polu boiska sportowego, zawsze można rozbić namioty na owej "ziemi niczyjej". Jakieś 100 metrów od owego boiska jest także niewielki lasek prywatny (a właściwie to aż kilka lasków), tak że ci za potrzebą będą mieli gdzie poużyźniać porost lokalnych drzewek. (Proszę jednak pamiętać o zobraniu ze sobą na obozowisko maleńkiej łopatki ogrodowej i latarki, aby przed przykucnięciem móc sobie wykopać mały dołek w ziemi, w którym potem się zakopie "pamiątki" jakie zostaną tam wygenerowane - zgodnie z totaliztycznym mottem "czyń tylko dobro, powiększaj tylko wiedzę, wywieź tylko zjęcia, pozostaw tylko ślady swoich stóp". Wszakże jeśli ktoś nie zakopie po sobie tego co wygenerował, następni wchodzący do tego lasku będą wysyłali "złą karmę" dokładnie pod jego adresem - zaś z powodu pozostawienia po sobie materialnego śladu, jest absolutnie pewnym że karma ta znajdzie swego adresata.)
       Aby po przybyciu autobusem do Milicza dostać się do owego boiska, wystarczy złapać autobus do Wszewilek i poprosić kierowcę o wyrzucenie "przy starym młynie elektrycznym na Wszewilkach" albo "na torach kolejowych". Stamtąd do boiska sportowego jest juz tylko jakieś ze 100 metrów. Jeśli zaś ktoś przybędzie do Milicza koleją, wówczas drogą okrężną (po szosie) do owego boiska jest około 5 km - i na dodatek nie jeżdżą wzdłuż większości z niej żadne autobusy. Dlatego najłatwiej z dworca kolejowego dostać się do owego boiska idąc pieszo ku północy w przybliżeniu wzdłuż torów kolejowych - tory te bowiem są rodzajem "nitki Ariadny" dla idącego, uniemożliwiającej mu zabłądzenie. (Jednak silnie odradzam przejście po samych torach i to aż dla kilku powodów, np. ponieważ ten krótki odcinek torów słynie z przedziwnie dużej liczby wypadków śmiertelnych - po szczegóły patrz strona Wszewilki. Dlatego raczej radzę iść równolegle do torów np. po historycznym "bursztynowym szlaku" opisanym w punkcie #8.1 tej strony.) Boisko znajduje się wówczas po prawej stronie torów kolejowych, w tym miejscu gdzie nasyp kolejowy niemal zanika, zaś poziom torów staje się równy poziomowi otaczającego je obszaru. (Wszędzie wcześniej tory zlokalizowane są na wysokim i z daleka widocznym nasypie kolejowym.) Największy jednak problem z owym przejściem wzdłuż torów jest taki, że jeśli idzie się po wyżwirowanej ścieżce rowerowej zawsze tam biegnącej po prawej (wschodniej) stronie tuż przy torach, wówczas zwykle dniami policja kolejowa lubuje się tam w łapaniu ludzi którzy podążają ową ścieżką i w karaniu tych ludzi mandatami (szczególnie ulubionymi miejscami dla owej policji dla zaczajania się na przechodniów, był kiedyś most kolejowy na Baryczy, oraz położony nieco wcześniej przed nim "most na młynówce". Dlatego, jeśli komuś się spieszy, wóczas znacznie lepszym wyjściem od wędrowania po owej ścieżce żwirowej tuż przy torach i wzdłuż tych torów, jest używanie polnej drogi która biegnie wzdłuż nasypu u podstawy owego nasypu (idących ową drogą policjanci kolejowi nie mają prawa okładać mandatami). Tyle że droga ta jest pełna dziur i stąd nie nadaje się do przejścia nocą - chyba że ktoś ją dobrze zna. Aż do mostu na Baryczy droga ta biegnie pod nasypem po jego lewej stronie, zaś za mostem na Baryczy biegnie ona pod nasypem po jego prawej stronie. Kiedy zaś droga zanika, bowiem tory przebiegają po moście, wówczas po prawej i lewej stronie od mostu kolejowego, w niewielkiej odległości od torów, jest najpierw mostek przez Młynówkę i jej odnogę, potem zaś po prawej stronie torów jest tama na Baryczy - po których można przejść na drugą stronę wody bez obawy zapłacenia mandatu. Idąc tą drogą z daleka też widać, czy na danym moście kolejowym faktycznie czają się policjanci kolejowi, bowiem przy mostach biegnie ona po tej samej stronie torów po której zwykle ukrywają się oni przed ludźmi. Jeśli jednak komuś się nie spieszy i idzie w świetle dziennym - tak że nie zachodzi niebezpieczeństwo że zabłądzi, wówczas raczej zalecałbym przejście do boiska Wszewilek tzw. "bursztynowym szlakiem" opisanym z punkcie #8.1 tej strony.
       Po przybyciu na historyczny obszar obozowiskowy, który obecnie jest boiskiem we Wszewilkach, swoje namioty proszę rozbijać nie na samym polu piłkarskim owego boiska, a na obrzeżu boiska wokół owego pola gry. Istnieją bowiem ku temu ważne powody. Przykładowo samo boisko ma bardzo "wrażliwą trawę" o którą "ogromnie dbają" miejscowi piłkarze z drużyny "Wszewilkowskich Wilków". Nikt zaś z przybyszy zapewne nie chce wzbudzać gniewu owej bojowej drużyny poprzez koczowanie na ich delikatnej trawie.
       Tak nawiasem mówiąc, to radzę przywieźć ze sobą na Zlot jakis zapas jedzenia, np. kanapki i soś do picia, wszakże żywność może okazać się nie do zdobycia po przybyciu do Wszewilek. Tymczasem doskonale każdemu wiadomo, że nic tak doskonale nie smakuje jak piknik jedzony na trawie w pięknej wiejskiej scenerii.


#6.3. Przybycie do Milicza i potem Wszewilek autobusem albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni z noclegiem w którymś z hoteli lub ośrodków wyszczególnionych w punkcie #5.1 powyżej, zwiedzanie atrakcji najpierw Milicza a potem Wszewilek poprzez przejście piechotą szlaków opisanych w punktach #8.4, #9.3, #8.2, oraz #9.1 tej strony, oraz odjazd do domu pociągiem ze stacji kolejowej Milicza lub autobusem z dworca autobusowego Milicza:

       Opcja ta jest zalecana, jeśli nie dysponuje się samochotem a stąd korzystało się będzie z transportu publicznego, zaś z rozeznania rozkładów jazdy lub czasów przyjazdu wynika, że koniecznym będzie zanocowanie gdzieś co najmniej przez jedną noc - nie chce się jednak, lub nie może, nocować pod namiotem. W takim przypadku rekomenduję przyjechać autobusem do Milicza, zakwaterować się w jednym z milickich hoteli lub ośrodków wyszczególnionych powyżej w punkcie #5.1, zwiedzić sobie szlak z punktu #8.4 tej strony, przenocować do nastepnego dnia w Miliczu w jednym z miejsc wyszczególnionych w owym punkcie #5.1 powyżej, zaś następnego dnia przejść i zwiedzić szlaki #9.3, #8.2, oraz #9.1 w odwrotnym do opisanego w #8.1 i #8.3 kierunku wędrówki, poczym albo powrócić do Milicza na jeszcze jeden nocleg zanim uda się w drogę do domu, albo też od razu wrócić do domu pociągiem z milickiej stacji kolejowej. Albo alternatywnie, po przyjeździe dostać się jakoś z dworca autobusowego Milicza do milickiego dworca kolejowego (piechotą zajmuje to około 40 minut spaceru - odległość wynosi bowiem około 2 km), potem zaś przejść szlakami w opisanej w #8 kolejności, znaczy najpierw przejść szlakiem z punktu #8.1, potem szlakiem z #8.2, w końcu zaś szlakiem z punktu #8.3 i ewentualnie z #8.4 - jeśli wcześniej go nie przeszliśmy, w końcu zaś wrócić do domu też autobusem z dworca autobusowego Milicza.
* * *
       Oczywiście, istniało będzie nieco więcej opcji zwiedzania Wszewilek i Milicza. Przykładowo, można tam przyjechać na kilka dni, zaś zwiedzanie tak sobie rozłożyć, aby zwiedzić praktycznie wszystkie interesujące miejsca opisane na stronach o wsi Wszewilki oraz o mieście Miliczu. Jednak te dalsze opcje stanowiły będą jedynie następne kombinacje dla opcji opisanych powyżej. Można więc sobie je łatwo zaplanować właśnie na podstawie powyższych opcji.


#7. Co we Wszewilkach jest warte zwiedzania, oglądnięcia i uczynienia:

Motto: "Przyszłość i przeszłość są symetryczne względem teraźniejszości."

       Jeszcze inne pytanie, nad którym ktoś być może się zastanawia, to że "Wszewilki są przecież wioską jak każda inna, cóż więc takiego unikalnego miałyby one mi do zaoferowania i pokazania, czego dotychczas bym nie widział w żadnej innej wiosce Polski". Jak jednak się okazuje faktycznie Wszewilki mają wiele do pokazania co jest unikalne tylko dla nich i czego nie da się zobaczyć w żadnej innej wiosce Polski. Poniżej wyszczególnię najważniejsze z rzeczy wartych tam oglądnięcia. Oto one:


#7.1. Porównanie przeszłości z teraźniejszością w celu nabycia umiejętności wnioskowania o przyszłości:

       Wszyscy wiemy, że nasza teraźniejszość jest rezultatem przeszłości poddanej ewolucji i działania czasu. Z tego powodu niemal każdego człowieka który widzi obecny wygląd czegokolwiek, interesuje jak to coś wyglądało wiele lat temu. Przykładowo, widząc jakiegoś aktora czy bohatera filmowego w dniu dzisiejszym, często zadajemy sobie pytania jak on wyglądał w czasach młodości. Jeśli bowiem opanuje się umiejętność symulowania w naszym umyśle zmian z przeszłości do teraźniejszości, wówczas ma się też możliwość przewidywania przyszłości. Wszakże aby zobaczyć co już wkrótce nastąpi, wystarczy to co widzimy wokół siebie dzisiaj poddać takiemu samemu procesowi jaki znamy że zamienił on przeszłość w dzień dzisiejszy. Przykładowo, wiedząc jak jakiś aktor zmienił wygląd z młodego na stary, jesteśmy też w stanie przewidzieć jak my sami, lub jak ktoś z naszych bliskich, zmieni swój wygląd po upływie określonego czasu. Problem jednak z poznaniem procesu "od przeszłości do teraźniejszości" jest, że ogromnie mało miejscowości na naszej planecie ma go udokumentowanym dla siebie. Większość więc miejsc możemy zobaczyć jak one wyglądają dzisiaj, jednak nie wiemy dla nich, jak one wyglądały np. 50 czy 100 lat temu. Tymczasem Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce, dla której ów proces został w internecie udokumentowany praktycznie dla przedziału ostatniego 1000 lat. Dlatego warto przyglądnąć się na miejscu, czyli we Wszewilkach, jak ten proces zmian wyglądał i do jakiego dzisiejszego wyniku on doprowadził. Z kolei po tym jak poznamy ten proces dla Wszewilek, będziemy mogli go odnieść do dowolnej wsi lub miejscowości która będzie nam znana.


#7.2. Ilustracja procesu niszczenia ludzkiej przeszłości i prawdziwej historii, jaki na wielką skalę skrycie prowadzony jest na Ziemi:

       Wszewilki są jednym z owych rzadkich miejsc na świecie, w którym udało się przyłapać na "gorącym uczynku" owe mroczne siły które skrycie wyniszczają naszą planetę. We Wszewilkach bowiem do dzisiaj przetrwały dowody systematycznego i celowego niszczenia obiektów i zabytków które są nośnikiem historii ludzkości. (Podobne jak na Wszewilkach celowe wyniszczanie naszej wiedzy i historii, tym razem jednak dokonywane na skalę całego globu, opisuję również na stronie internetowej ewolucja.) Wyniszczania tego dokonują szatańskie istoty które dawniej nazywane były "diabłami", zoś obecnie zwane są UFOnautami. Na szczęście prowadzony przez nie proces systematycznego niszczenia wiedzy o historii naszej planety, na Wszewilkach został dokładnie zilustrowany oraz opisany. Ponieważ proces taki zachodzi na wielką skalę praktycznie w każdym miejscu na Ziemi, warto mu się przyglądnąć we Wszewilkach aby potem go rozpoznać jak jest kontynuowany w dowolnym innym interesującym nas miejscu naszej planety.


#7.3. Zilustrowanie spiralnej ewolucji architektury budownictwa wiejskiego:

       Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce, dla której ewolucja architektury jej domostw od pierwszej aż do nadchodzącej szóstej ich generacji została udokumentowana w internecie. Dlatego warto przyglądnąć się tej ewolucji we Wszewilkach, aby potem móc ją odnosić do dowolnej innej wsi lub dowolnej innej miejscowości która nas interesuje. Jak dokładnie wyglądają poszczególne generacje budynków mieszkalnych istniejących na Wszewilkach wyjaśnione to zostało szczegółowo w punkcie #7 strony internetowej o wsi Wszewilki. Z kolei w których dokładnie miejscach Wszewilek można zobaczyć owe budynki poszczególnych generacji wskazane zostało w opisach szlaków wędrownych z punktów #8 i #9 niniejszej strony (np. patrz 6 w punkcie #8.2, czy 6 i 3 w punkcie #9.3).


#7.4. Poznanie fascynującej historii Wszewilek i Milicza:

       Niewiele istnieje obecnie wsi w Polsce, których historia byłaby tak interesująca jak historia Wszewilek, a jednocześnie znana dla aż tak długiego przedziału czasu około 1000 lat. Dlatego warto poznać historię Wszewilek, oglądając na miejscu obiekty które historię tą ilustrują. Opisy obiektów Wszewilek i Milicza które są nośnikami owej fascynującej historii opisane zostały na stronach internetowych o wsi Wszewilki, o mieście Miliczu, oraz o kościołach Wszewilek i Milicza.


#7.5. Poznanie niezwykłości Wszewilek:

       Wszewilki są raczej niezwykłą wsią. Niewiele miejsc w Polsce, a nawet na świecie, może się poszczycić zjawiskami lub obserwacjami które mają miejsce we Wszewilkach. Przykładowo, niedaleko od Wszewilek, tuż przy pobliskiej tamie na Baryczy, znajduje się czakram ziemi który wydziela potężny podmuch korzystnej dla ludzi energii przez Chińczyków nazywanej "chi". We Wszewilkach miały też miejsce opady żywych rybek. Były one wówczas skoncentrowane wokół starodawnego obszaru obozowiskowego (obecnego boiska sportowego) będącego punktem początkowym i końcowym szlaków opisanych w punktach #8 i #9 tej strony. Wprawdzie podobne deszcze padały również w innych miejscach świata, jednak tam zwykle padały martwe ryby (jako przykład patrz deszcz z martwych szprotek w Great Yarmouth, UK z 2002 roku). Opisy moich obserwacji owych deszczy z żywych rybek (płotek) na Wszewilkach zaprezentowane są w podrozdziale I3.5 z tomu 5 monografii [1/4]. W pobliżu Wszewilek powierzchnię okolicznych łąk zalegały pokłady tajemniczej "rudy darniowej", której największe złoża rozlokowane były właśnie wokół tej wsi, co do której dzisiejsza nauka nie potrafi zadowalająco odpowiedzieć skąd się ona tam wzięła, oraz którą ja osobiście posądzam że jest ona pozostałościami żelazistej komety jaka tam właśnie uderzyła w Ziemię w ekresie epoki lodowcowej. (Po opisy owej tajemniczej "ruby darniowej" patrz punkt #4 na stronie Wszewilki.) W samych Wszewilkach relatywnie często widywano miniaturowych UFOnautów, lokalnie nazywanych "krasnoludkami", oraz przeźroczysty "grzyb" jakby wykonany ze szkła w którym oni przybywali. Na przy-wszewilkowskich łąkach można czasami odnaleźć galaretowatą substancję nieziemskiego pochodzenia nazywaną "anielskie włosy" - jej opisy zawarte są w podrozdziale O5.4 z tomu 12 monografii [1/4]. Niedaleko od Wszewilek miały miejsce obserwacje mitycznego potwora zwanego "gryfem". Moje własne spotkanie z owym krwiopijnym gryfem opisałem w podrozdziale R4.2 z tomu 14 monografii [1/4]. Z kolei obserwacje tego podobnego do małego lwa potwora w innych niż Polska krajach zaprezentowane są na stronie internetowej o Nowej Zelandii. Ponadto we Wszewilkach wypełnia się wszystko czego wystarczająco mocno zapragniemy. Więcej informacji na temat owych niezwykłych atrybutów Wszewilek zawartych jest na stronie internetowej o wsi Wszewilki.


#7.6. Zaprogramowanie dla siebie wypełnienie się naszego jednego (najważniejszego) pozytywnego marzenia czy życzenia:

       Podczas pobytu na Wszewilkach warto skorzystać ze zdolności tej miejscowości (szczególnie zaś zdolności czakramu ziemi znajdującego się w miejscu położenia pradawnego wszewilkowskiego młyna wodnego), do wypełniania naszych pozytywnych życzeń. Kiedy więc jesteśmy już na Wszewilkach, powinniśmy skorzystać z tej okazji i zaprogramować dla siebie wypełnienie się jednego (najważniejszego) z naszych pozytywnych życzeń. Jak tego dokonać, wyjaśniłem to w punkcie #4 tej strony.


#7.7. Zakupienie sobie od rolników Wszewilek ich organicznych produktów rolnych:

       Rolnicy Wszewilek ciągle do dzisiaj gospodarzą w tradycyjny sposób. Znaczy, nie używają oni czy popierają inżynierii genetycznej, nie wstrzykują swym kurom antybiotyków, nie karmią czy wysiewają hormonów wzrostowych, nie lubują się też w wymaczaniu tego co produkują w pestycydach, chemikaliach, itp. Faktycznie więc, na przekór że się z tym głośno nie reklamują, nadal do dzisiaj stosują oni gospodarowanie które w wielkich metropoliach świata jest hałaśliwie reklamowane jako "organic farming" (tj. "gospodarowanie organiczne"). Znaczy że kurczaki wyrosłe na Wszewilkach ciągle smakuja jak przedwojenne kurczaki, jajka są pożywne i smakowite jak zwykły wiele wieków temu, mleko z Wszewilek ciągle jest prawdziwym mlekiem - a nie rozwodnionym barwnikiem i chemikaliami, świniakom nie podaje się tam hormonów wzrostowych ani antybiotyków, na owocach nadal nie ma tam grubej skorupy z pestycydów ani innych chemikalii, natomiast warzywa ciągle tam nie wiedzą co to inżynieria genetyczna - po ich spożyciu nikomu więc nie grozi wyrośnięcie trzeciej nogi czy krowiego wymiona. Jak zaś wielu czytelnikom jest to doskonale wiadomo, w dzisiejszych czasach ceny na takie organiczne produkty rolne typowo są co najmniej 5 razy droższe niż ceny normalnych produktów. Tymczasem na Wszewilkach ciągle wszystkie te zdrowe i smaczne produkty rolne można zakupić nawet znacznie taniej niż ich odmiany "normalne" kosztowałyby w jakimś wielkomiejskim supermarkecie. Jeśli więc ktoś odwiedza Wszewilki i ma wolną przestrzeń w bagażniku swego samochodu, radziłbym rozważyć zagadanie do któregoś z miejscowych rolników i zakupienie od niego dowolnych z takich produktów rolnych jakie aktualnie on posiada na zbyciu. Jeśli zaś planuje się za jakiś czas ponowny przejazd z pobliżu Wszewilek, radziłbym nawet złożyć u tego rolnika zamówienie na następną porcję jego produktów rolnych.
       Co jednak najciekawsze na Wszewilkach, to że zakupując osobiście produkty rolne od miejscowego rolnika, ma się okazję poproszenia go aby nam pozwolił oglądnąc jak wzrost owych produktów jest dokonywany, oraz osobiście się przekonać czy faktycznie wzrost ten ma charakter organiczny. Jest to gwaracją jeszcze większej wiedzy i pewności, że to co się kupuje jest faktycznie organiczne, niż gdyby się coś zakupiło w supermarkecie. Wszakże supermarkety nigdy nie pozwalają na osobistą inspekcję warunków i procedur wzrostu sprzedawanej przez nie żywności.


#8. Nieoficjalne "szlaki wędrowne" wsi Wszewilki, wzdłuż których można dokonywać zwiedzania tej niezwykłej wsi i jej okolic:

       Oczywiście, nikt na Wszewilkach ani w ich okolicach nie zadbał aby pooznaczać jakiekolwiek szlaki wędrowne które dopomogłyby w zwiedzaniu tej miejscowości i w poznaniu jej niezwykłej historii. Dlatego ja w tym niniejszym punkcie opiszę moje własne, czyli nieoficjalne szlaki. Ponieważ faktycznie szlaki te nie są przez nikogo pooznakowywane, podczas ich opisów będę wyjaśniał jak je samemu należy sobie wytyczać podczas ich przechodzenia. Ponieważ w moich wyjaśnieniach posługiwał się będę kierunkami geograficznymi, wędrującym po tych nieoficjalnych szlakach znacznie ułatwiłoby znajdowanie właściwej drogi gdyby nosili oni ze sobą mały kompas (plus, oczywiście, wydruk z niniejszej strony internetowej, a także ze strony związanej tematycznie z danym szlakiem, np, strony Wszewilki, lub strony Milicz). Kompas wskazywałby im lepiej drogę podczas ich wędrówki i zwiedzania historycznych miejsc Wszewilek (i okolic tej wioski) na bazie podanych poniżej informacji. Z kolei wydruk z niniejszej strony pozwalałby im utrzymać się na danym szlaku, oraz zwracać uwagę na co bardziej interesujące aspekty tego co po drodze mijają.


#8.1. Nieoficjalny "szlak bursztynowy" wiodący ze stacji kolejowej w Miliczu do obecnego boiska sportowego Wszewilek (a dawnego obszaru obozowiskowego):

       Ów szlak jest jedynie długi na około 1.5 km. Wolnym krokiem można go więc przejść w przeciągu około 1.5 godziny. Przejście nim i oglądnięcie sobie jego ciekawostek i historycznie interesujących miejsc jest więc wprost idealnym rozwiązaniem kiedy ktoś zamierza przybyć do Wszewilek pociągiem w czasie dnia. (Lub zamierza odjechać z Wszewilek dniem również pociągiem - wówczas też powinien przejść ten sam szlak, tyle że "tyłem do przodu", czyli zaczynając od końcowego z podanych poniżej opisów a kończąc na pierwszym z tych opisów.) Niektóre fragmenty owego szlaku daje się także zwiedzać z samochodu. Przykładowo, od dworca kolejowego w Miliczu (a także od milickich łazienek) do niedawna dawało się samochodem dojechać aż do lewego brzegu tamy na Baryczy - patrz 6 poniżej. Z kolei od Wszewilek daje się nim dojechać aż do brzegu najnowszego stawu rybnego przy Wszewilkach (tj. do jakiś 300 metrów od tamy na Baryczy - patrz 7 poniżej). Ponieważ jednak szlak ten wiedzie po wertepach, trzeba go pokonywać przy dobrej widoczności. Jego przebieg pokrywa się z grubsza początkowo z przebiegiem niemal 1000-letniej drogi z Duchowa do Wszewilek, potem zaś z równie starym odcinkiem gałęzi historycznego "Bursztynowego Szlaku" - czyli prastarej drogi wiodącej najpierw z Milicza do Wszewilek przez most przy starym młynie wodnym Wszewilek, potem zaś wiodącej przez Pomorsko do Gniezna i dalej do Gdańska. Pomocnym przy wędrówce opisywanym tutaj szlakiem byłby wydruk strony internetowej Wszewilki. Oto poszczególne odcinki owego szlaku:
       1. Śpichlerze Milicza. Wszyscy ci którzy przybywają do Milicza koleją, zwykle klną na położenie milickiej stacji kolejowej. Jest ona bowiem oddalona o około 2 km od centrum miasta. Ponadto nie posiada żadnej komunikacji miejskiej z owym centrum. Bardzo jednak mało ludzi wie, że takie położenie milickiego dworca kolejowego zostało uwarunkowane historycznie. Na niewielkim bowiem wzgórzu na którym obecnie mieści się milicki dworzec kolejowy, już jakieś 1000 lat temu mieściły się stare śpichlerze Milicza. Potem w miarę upływu czasu, śpichlerze te obrosły w cały szereg innych składów, tartaków i warsztatów, tworząc niejako "przemysłową dzielnicę Milicza". Dlatego kiedy w 1875 roku budowano kolej przez Milicz, jej dworzec zaplanowano właśnie w miejscu owych odwiecznych śpichlerzy. Oficjalną wymówką było, że takie jego położenie przybliży kolej do miejscowych wytwórni - czyli tam gdzie jej najbardziej potrzebowano. Nieoficjalnym zaś powodem było, aby zniszczyć owe prastare śpichlerze oraz wszelkie ślady ich istnienia. Podczas też budowy milickiego dworca kolejowego, śpichlerze te dokumentenie wyburzono. Teraz nie pozostało po nich nawet śladu. Kiedy jednak wyjdzie się z budynku dworca w Miliczu (pamiętając aby wcześniej odpisać sobie z rozkładu jazdy widocznego na ścianie owego dworca godziny odjazdów pociągów powrotnych do naszego domu), wchodzi się na rodzaj jakby dziedzińca. Jest to właśnie dziedziniec wokół którego od kilkuset lat stały owe milickie śpichlerze. Najważniejszy z nich stał po prawej (północnej) stronie owego dziedzińca - patrząc od wyjścia z dworca. Z tyłu za nim istniała duża przystań dla małych milickich barek, którymi ziarno dowożone było do niego, a potem odwożone do młyna wodnego na Baryczy, za pomocą żeglownej kiedyś odnogi Młynówki - która to odnoga w dawnych czasach docierała aż do owych śpichlerzy.
       2. Przystań dla barek pod starym milickim śpichlerzem. Jeszcze do niedawna, z północnej strony wzgórza z dzisiejszym milickim dworcem kolejowym oraz wybrukowanym dziedzińcem owego dworca (dawniej zaś wzgórza na którym znajdowały się śpichlerze Milicza), znajdował się spory jakby staw. Kiedyś do stawu owego wiodła żeglowna odnoga Młynówki. (Odnogę tą w kilku odcinkach zasypano później nasypem kolejowym podczas budowy obecnej linii kolejowej. Niemniej ciągle do dzisiaj w wielu miejscach widoczne są jej fragmenty. Ponadto drugi most w nasypie kolejowym licząc od stacji kolejowej Milicza, czyli jeden most kolejowy przed mostem nad samą Młynówką, oryginalnie był właśnie mostem przez ową żeglowną odnogę Młynówki.) Odnogą tą barki ze zbożem docierały aż do głównego śpichlerza Milicza. Obecnie miejsce gdzie pod byłym głównym śpichlerzem Milicza mieściła się końcowa przystań dla barek, można zobaczyć wychodząc ze stacji kolejowej Milicza i początkowo idąc drogą do Milicza w dół ku zachodowi, a po jakichś 50 metrach skręcając na pierwszym skrzyżowaniu w pierwszą (prawą) szosę wiodącą ku wschodowi. Owa szosa, zanim wejdzie pod most pod torami kolejowymi, przechodzi właśnie naprzeciwko owej historycznej przystani dla barek spod prastarych milickich śpichlerzy. Resztki tej przystani widać po południowej stronie jakby stawu, który kiedyś okrążała owa droga.
       3. Odcinek prastarej drogi z Duchowa do Wszewilek, oraz żeglowna odnoga Młynówki wzdłuż której droga ta kiedyś przebiegała. Aby wejść na ową starodawną drogę, niemal natychmiast po odejściu od budynku dworca w Miliczu i po pomaszerowaniu w kierunku zachodnim ową szosą wokół dawnej przystani dla barek (tj. drogą która łukiem zakręca od budynku dworca najpierw ku zachodowi, potem ku północy, a w końcu ku wschodowi), przejść trzeba pod mostem w nasypie torów kolejowych tuż przed dworcem. Po przejściu pod tym mostem czytelnik znajdzie się po wschodniej stronie torów (budynek dworca i wyjście z niego znajduje się po zachodniej stronie owych torów). Odnotuj, że niniejszy opis jest długi, jednak faktyczne odległości są tam niewielkie - np. odległości od dworca do owego mostu pod torami, drogą okrężną wokół dawnej przystani barek, wynosi zeledwie jakieś 150 metrów. Dalej jakieś 200 metrów od owego mostu pod nasypem kolejowym, a także jakieś 200 metrów w linii prostej od budynku dworca w Miliczu), od owej głównej drogi przebiegającej tam w kierunku na wschód przez wieś Sławoszewice, odbiegało będzie w lewo drugie z kolei odgałęzienie, a raczej druga mała uliczka boczna Sławoszewic. Jest ono skierowane ku północy (tj. skierowane niemal równolegle do torów kolejowych). Można je łatwo rozpoznać, bowiem na samym początku ma ono jakby zawijas (tj. nie zaczyna się prosto). Odgałęzienie to jest drugą uliczką boczną odbiegająco w lewo od owej drogi głównej przez Sławoszewice (poprzedzająca je, pierwsza uliczka boczna, jest tylko krótką ślepą uliczką kończącą się tuż przy nasypie kolejowym). Ta druga uliczka (odgałęzienie) w lewo jest właśnie fragmentem (a dla nas początkiem) owej starodawnej drogi z Duchowa do Wszewilek. Trzeba w nią skręcić, poczym nią podążąć (z małymi zygzakami) przez jakieś 500 metrów, aż się nią przejdzie przez mostek na drugą stronę (północną) "Młynówki". Zdążając tą drogą do mostu na Młynówce warto się uważnie rozglądać dookoła. Wszakże po jej lewej (zachodniej) stronie owej drogi, co jakiś czas da się zobaczyć fragmenty byłego kanału żeglownego dla barek, który łączył przystań pod śpichlerzami Milicza (opisaną powyżej w 2) z Młynówką, a dalej z Miliczem i z prastarym młynem wodnym na Baryczy. W dawnych czasach po kanale tym flisacy spławiali zboże do i ze śpichlerzy Milicza, w małych jednosobowych barkach z płaskim dnem opisanych poniżej.
       4. Młynówka, czyli najstarsza milicka arteria transportowa, oraz jej unikalne barki flisackie. Nazwa "Młynówka" przyporządkowana jest w Miliczu do sztucznego koryta rzeki Baryczy, wykopanego około 1000 lat temu. Korytem tym woda z "wysokiej" części stawu starego młyna wodnego na Baryczy doprowadzana była do fos obronnych miasta Milicza. Ponadto Młynówka była najważniejsza arterią transportową dawnego Milicza. Kursowały po niej niewielkie barki, których kształt i wygląd były unikalne dla Milicza (w żadnym innym miejscu na świecie nie widziałem barek ani łodzi w dokładnie takim kształcie jak te z Milicza). Barki te miały płaskie dno, były około 1.5 metra szerokie i około 3 metry długie, oraz miały bardzo śmieszny, zaokrąglony dziób i ogon - każdy z nich w kształcie półkola. Tak samo łatwo pływały więc do przodu i do tyłu. Kiedy chodziłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej (nr. 1 w Miliczu) cała flotylla tych barek gniła sobie zapomniana przez wszystkich w okolicach dzisiejszych Łazienek Milicza. Były one napędzane tyczką przez jednego flisaka, zaś każda barka bez trudu była w stanie uwieźć ładunek około 300 kg po wodzie głębokiej zaledwie po kostki. Otóż przekraczając ów most przez młynówkę, warto sobie popatrzeć na jej koryto. Istotne kiedyś w owej Młynówce było, że na całej szerokości jej koryta i długości jej spływu utrzymywano kiedyś dokładnie tą samą głębokość jej wody. To zaś świadczy o wysokim kunszcie inżynierskim i znajmości hydrauliki u dawnych mieszkańców Milicza. Takie równiutkie jak stół, płaskie, czyste, piaszczyste dno i strome pionowe brzegi, młynówka ciągle miała w czasach mojej młodości. Niestety do dzisiaj, z powodu jej zaniedbania przez ludzi, ta dawna żeglugowa arteria Milicza z czasem uległa rozmyciu i zamuleniu. Patrząc na ten niby niepozorny, sztucznie wykopany kanał, warto sobie uświadomić, że przez pierwsze około 500 lat istnienia Milicza był on najważniejszą arterią transportową owego miasta. Faktycznie to większość żywności, drewna, surowców, wyrobów rzemiosła, oraz materiałów budowlanych potrzebnych wówczas Miliczowi, było transportowane do niego w owych miniaturowych barkach właśnie poprzez koryto Młynówki i innych kanałów z Młynówką połączonych. Drogi bite, po których podążały zaprzęgi końskie, były jedynie kosztownym uzupełnieniem owych barek. Dlatego zaprzęgi końskie używano tylko w pilnej potrzebie, lub tam gdzie barkami nie dawało się dopłynąć. Zresztą, jeśli przyglądnąć się przebiegowi najważniejszych dróg Milicza, np. owej drogi zaopatrzeniowej wiodącej ze śpichlerzy Milicza znajdujących się w miejscu obecnego milickiego dworca kolejowego, do centrum Milicza (po szczegóły patrz opisy z 1 powyżej), wówczas się okazuje, że owe drogi bite na początku budowane były właśnie wzdłuż kanałów dla owych barek - w tym wypadku wzdłuż koryta Młynówki. Po dokładnym oglądnięciu sobie owej Młynówki można ruszyć w dalszą drogę.
       5. Fragment "Bursztynowego Szlaku" wiodący od Milicza do starego młyna wodnego na Baryczy. Tuż za mostem na Młynówce owa droga z Duchowa łączy się na kształt litery "T" z równie starą drogą, która od około 1000 lat temu wiodła z miasta Milicza do starego młyna wodnego na Baryczy, biegnąc właśnie wzdłuż koryta Młynówki, potem zaś po przekroczeniu mostu który kiedyś istniał za kołem wodnym owego młyna, wiodła do wsi Wszewilki (przechodząc tuż obok obecnego boiska sportowego Wszewilek, które zapewne jest celem naszej pieszej wędrówki). Owa prastara droga, kiedyś była fragmentem jednej z gałęzi historycznego "Bursztynowego Szlaku". (Więcej informacji o owym historycznym "Bursztynowym Szlaku" zawarte jest na stronie o mieście Miliczu.) Skręcamy w prawą odnogę owej prastarej drogi z Milicza do Wszewilek, czyli skręcamy w kierunku na wschód (jakby oddalając się od nasypu torów kolejowych). Jeśli przejdziemy tym pradawnym odcinkiem drogi jakichś dalszych 400 metrów, dojdziemy do tamy na Baryczy. Idąc ową drogą warto rozglądać się uważnie dookoła. Jest to bowiem najmniej zniszczona historyczna droga, z największą liczbą starych śladów pozostałych do dzisiaj. W dawnych czasach właśnie przy tej drodze stało kiedyś sporo zabudowań przymłynowych, włączając w to rodzaj hotelu dla klientów młyna oraz kilka składów na ziarmo i mąkę. Jeśli ktoś dokładnie przyglądnie się poboczom owej drogi, ciągle i dzisiaj powinien odnotować ślady po ich fundamentach oraz po rampach i nabrzeżach jakie używały (sporo ziarna i mąki spławiane było wówczas do i z Milicza małymi jedno-osobowymi barkami z plaskim dnem właśnie po owej młynówce). Miejsca w których kiedyś stały budynki składów na ziarno i mąkę łatwo poznać nawet obecnie, bowiem przy małym porciku jaki każdy z nich kiedyś posiadał zawsze wykopywany był okrągły staw, z korytem młynówki przebiegającym przez jego środek. Staw ten był miejscem gdzie owe małe barki mogły oczekiwać na swoją kolejkę do załadunku lub rozładunku, a także gdzie barki te mogły się wyminąć z barkami płynącymi do lub z młyna. Stawy te istnieją tam do dzisiaj - chociaż ludzie już zapomnieli czemu one kiedyś służyły. Po dojściu do tamy przechodzimy na drugą (północną) stronę rzeki Baryczy po chodniku biegnącym wzdłuż górnej powierzchni owej tamy.
       6. Prastary młyn wodny na Baryczy oraz czakram energetyczny Milicza. Po przejściu przez tamę na północną (prawą) stronę rzeki Barycz, znajdujemy się w bardzo szczególnym miejscu. W owym miejscu, jedynie jakieś 100 metrów na północ od nas, znajdują się szczątki prastarego młyna wodnego na Baryczy - niestety od jakiegiś 1990-go roku są one zalane wodą uformowanego tam wówczas nowego stawu rybnego. Tuż przy byłym zlokalizowaniu owego młyna widoczne będzie małe, sztucznie usypane wzgórze zarośnięte drzewami i krzakami, które ciągle do dzisiaj powinno być widoczne jak wyłania się ponad powierzchnię nowego stawu. Na wzgórzu owym kiedyś mieścił się dom młynarza (sam młyn stał znacznie niżej od owego domu). Tuż przy nim zlokalizowany jest czakram energetyczny Milicza. Podmuch potężnego strumienia naturalnej energii "chi" jaka bucha z tego czakramu jest tak silny, że nawet jeśli nie jesteśmy wcale czuli na naturalne energie, jednak na chwilę przysiądziemy sobie przy owej tamie na Baryczy i skupimy się na własnych odczuciach, wówczas bez trudu go odczujemy. Uderzenie owej energii "chi" będzie tak silne, że nawet kiedy spędzimy siedząc przy owej tamie jedynie z 15 minut, ciągle potem będziemy czuli się wypoczęci, jacyś radośni, oraz wypełnieni energią.
       7. Nowy staw rybny złośliwie zalewający szczątki starego wszewilkowskiego młyna wodnego. Kiedy spod tamy na Baryczy postanowimy ruszyć w dalszą drogę, początkowo powinniśmy przejść z jakieś 50 metrów ku zachodowi (tj. w kierunku nasypu torów kolejowych dobrze widocznych z owego miejsca) idąc wzdłuż wału przeciwpowodziowego Baryczy aż dojdziemy do punktu gdzie kończy się ów staw rybny zalewający były młyn wodny Wszewilek. Po dojściu poza krawędź owego stawu, powinniśmy zejść w dół z wału Baryczy i iść piechotą ku północy wzdłuż wału obrzeżającego ów staw, aż dojdziemy do pierwszej starej drogi która jakby wyłania się spod owego wału. Idąc obok tego stawu warto mu się przyglądnąć. Istnieje on tam bowiem dopiero od około roku 1990-go. Poprzednio były tam suche łąki, po których m.in. ja biegałem i wypasałem mamine krowy. Dopiero kiedy zaszła potrzeba aby szybko zniszczyć pozostałości historycznego młyna wodnego na Baryczy, około 1990-go roku jakiś zawzięty przeciwnik przeszłości i historii tej ziemi wymyślił sobie aby zbudować właśnie ów staw który zalał wszystko co ciągle tam istniało.
       8. Ponowne wejście na historyczny "Bursztynowy Szlak", a ściślej na jego fragment który stanowił starą drogę z Wszewilek do młyna wodnego na Baryczy. Owa droga która wyłania się spod wału nowego stawu rybnego zalewającego resztki po młynie wodnym Baryczy, to właśnie "stara droga z Wszewilek do młyna wodnego na Baryczy". W dawnych czasach była ona fragmentem historycznego "Bursztynowego Szlaku", ponieważ prowadziła do mostu na Baryczy a dalej do Milicza. Należy nią podążać (niewielkimi zygzakami) zawsze ku północy, aż doprowadzi ona nas do obecnego boiska sportowego Wszewilek (w dawnych czasach był to obszar gdzie obozowali kupcy i handlarze koni przybyli na jarmarki do Wszewilek - po szczegóły patrz 1 w punkcie #8.2 tej strony). Idąc po tej drodze warto się rozglądać za kwadratami położonymi tuż przy owej drodze, w których porost trawy lub zboża ma nieco odmienną intensywność i kolor niż gdzie indziej. Miejsca te bowiem wyznaczają byłe klepiska z lepianek wszewilkowskiej "bieda-wsi", które rozlokowane były wzdłuż owej drogi aż Hitler je polikwidował w końcowych latach 1930-tych (klepiska te ciągle były doskonale zachowane w czasach mojej młodości).
       9. Obozowisko we Wszewilkach, na którym w dawnych czasach odbywały się jarmarki i zatrzymywali kupcy oraz handlarze koni przybyli na owe jarmarki. "Bursztynowy szlak" którym podążamy, zaprowadzi nas aż do punktu w którym przecina się on z torami kolejowymi w miejscu w jakim zupełnie już zaniknął nasyp kolejowy. W owym miejscu, w końcowym trójkącie pomiędzy tą drogą a torami kolejowymi, położone jest dzisiejsze boisko sportowe Wszewilek. Jednak faktycznie boiskiem jest ono tylko od jakiegoś czasu po drugiej wojnie światowej. Jeszcze bowiem podczas drugiej wojny światowej, a także przez krótki okres czasu zaraz po wojnie, boisko sportowe było położone zupełnie gdzie indziej. Mianowicie zlokalizowane ono było wzdłuż krawędzi lasu pomiędzy ostatnim (w kierunku wschodnim) budynkiem Wszewilek-Stawczyka znajdującym się przy starej drodze tej wioseczki, a ostatnim budynkiem znajdującym się przy (nowej) szosie tej wioseczki (tj. boisko to znajdowało się jakby z tyłu obejścia mieszkającej tam kiedyś rodziny Chupało). Natomiast w miejscu gdzie dzisiaj mieści się boisko sportowe Wszewilek, znajdował się wówczas zupełnie nieużywany przez nikogo plac. Plac ten jednak historycznie miał uzasadnienie, bowiem to na nim kiedyś odbywały się jarmarki koni i obozowali uczestnicy tych jarmarków. Ponadto aż do czasów Hitlera, w południowo-wschodnim kącie tego placu istniało kilka małych lepianek w jakich mieszkali bezrolni parobcy ze wsi Wszewilki.

Fot. #1

Fot. #1: Tama na Baryczy przy wsi Wszewilki. Od pierwszej poprzedniczki tej tamy, czyli od prastarego młyna wodnego Wszewilek, zaczęła się bogata historia tej wioski i jej gospodarczy związek z Miliczem. Zdjęcie z 2003 roku. To właśnie tylko około 100 metrów na północny zachód od pokazanej powyżej tamy, już ponad 2000 lat temu pasterze bydła z pobliskiego grodziska Milicza zaczęli budować pierwsze schroniska przed pogodą. Późniejsza ewolucja tych schronisk doprowadziła z czasem do powstania dzisiejszej wsi Wszewilki-Stawczyk. To także w pobliżu owej tamy mieści się potężny "czakram energetyczny" jaki rządzi losami miasta Milicza i jego okolicy. Czakram ów emituje tak silny podmuch naturalnej energii przez Chińczyków nazywanej "chi", że jej wpływ odczuwają nawet ci najbardziej znieczuleni i gróboskórni. (Aby odczuć energetyzujący i uspokajający przepływ tej naturalnej energii "chi", wystarczy na chwilkę przysiąść w pobliżu powyższej tamy, odłączyć swoje myśli od doznań wzbudzanych przez nasze zmysły, oraz skupić swoją uwagę na naszych doznaniach wewnętrznych - czyli jak to się nazywa "przestawić się na odbiór energii chi".) Przykładowo, właśnie z powodu silnego przepływu owej energii "chi", nawet w czasach mojej młodości, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o takich rzeczach jak energia "chi", "feng shui", naturalne czakramy Ziemi, medytacje, itp., na powyższą tamę przybywało mnóstwo ludzi tylko po to aby - jak to wówczas nazywano, "uspokoić swoje nerwy" (dzisiaj nazywają to "medytowaniem", lub "nasycaniem ciała naturalną energią chi"). Z powodu takiego umiejscowienia przymilickiego czakramu Ziemi, cokolwiek dzieje się w okolicy tej tamy, jest to jednocześnie symboliczną reprezentacją tego co dotyka miasto Milicz i jego okolice. Ponieważ zaś przepływ energii w owym czakramie jest sterowany losami wsi Wszewilki-Stawczyk która z niego historycznie się wywiodła, cokolwiek przytrafia się owej wsi, jest jednocześnie symboliczną reprezentacją tego co potem dotyka Milicz i cały obszar rozciągający się na dziesiątki kilometrów dookoła tego miasta. Powyższa tama położona jest też jedynie jakieś 100 metrów na południe od miejsca, w którym pomiędzy latami 900 a 1000 AD zbudowano pierwszy młyn wodny miasta Milicza. Młyn ten, a także osada robotników którzy go zbudowali i parobków którzy w nim pracowali, z czasem stworzył zaczątek miejskiej wsi milickiej obecnie znanej jako Wszewilki-Stawczyk. Z kolei mąka z owego młyna żywiła i wzmacniała mieszkańców Milicza oraz jego okolic przez niemal 1000 ostatnich lat.
       Pokazana tutaj tama zbudowana była przez polskich "Junaków" około 1950 roku. Czyli w chwili fotografowania miała ona już ponad 50 lat. Z uwagi na energetyczne znaczenie dla Milicza tego co wokoło owej tamy się dzieje, aktualny stan rzeczy na samej owej tamie, a także w jej okolicach, jest symbolicznym wyrażeniem stanu rzeczy w samym Miliczu i jego okolicach.
       Przed tamą pokazaną na powyższym zdjęciu, w tym samym miejscu istniała "stara" tama zbudowana przez Niemców wkrótce po 1900 roku. W chwili więc jej wymiany na tamę pokazaną na powyższym zdjęciu, tamta stara tama także miała około 50 lat. Jednak nawet tamta stara poniemiecka tama na Baryczy nie była pierwszą tamą stojąca w tym miejscu. Począwszy bowiem gdzieś pomiędzy około 900 a 1000 rokiem AD, jakieś 100 metrów na lewo od obiektywu aparatu wykonującego powyższe zdjęcie, zbudowany został pierwszy młyn wodny na Baryczy. W sensie administracyjnym przynależał on do wsi obecnie zwanej "Wszewilki-Stawczyk". Młyn ten także spiętrzał wodę Baryczy do poziomu bliskiego temu jaki widzimy na powyższym zdjęciu jak spiętrzany jest przez obecną tamę. Faktycznie więc ów pierwszy młyn wodny Wszewilek-Stawczyka, był jednocześnie pierwszą tamą na Baryczy jaka stała zaledwie około 100 metrów na północ od tamy widniejącej na powyższym zdjęciu. Ponadto, młyn ten rozdzielał i przekierowywał rzekę Barycz na dwa koryta. Jedno z owych koryt, tj. "niskie" czyli to do którego woda spływała z koła młyńskiego, biegło ku Miliczowi mniej więcej wzdłuż przebiegu po jakim Barycz płynie i obecnie (aczkolwiek w znacznie bardziej zawiły i pokręcony sposób). Tamto "niskie" koryto wbiegało do dzisiejszego koryta Baryczy tylko jakieś 20 metrów z tyłu poza plecami wykonującego powyższe zdjęcie. Z kolei drugie "wysokie" koryto Baryczy, jakie odchodziło od stawu przed kołem wodnym owego starego młyna wszewilkowskiego, biegło pradawnym korytem Baryczy które obecnie w Miliczu znane jest pod nazwą "młynówki". Na powyższym zdjęciu owo drugie ("spiętrzone" albo "wysokie") koryto Baryczy przebiegało wzdłuż linii drzew widocznych za samochodem po prawej stronie zdjęcia, czyli faktycznie przecinało ono dokładnie prostopadle obecne koryto rzeki Barycz jakie widoczne jest na powyższym zdjęciu. (Widoczne tu, obecne koryto Baryczy, wykopane zostało sztucznie podczas regulacji Baryczy następującej już po roku 1900-nym.) Owo stare "wysokie" koryto Baryczy (tj. "młynówka") faktycznie dostarczało wody do fosy obronnej średniowiecznego miasta Milicza. Można więc śmiało stwierdzić, że młyn jaki przez niemal 1000 poprzednich lat stał zaledwie jakieś 100 metrów na północ (lewo) od miejsca pokazanego na powyższym zdjęciu, nie tylko żywił miasto Milicz, ale także bronił je przed wrogami. Od jego losów zależne więc były losy Milicza - co zresztą wynikało z jego położenia na czakramie energetycznym Milicza.
       Fragmenty omawianego tutaj starego młyna wodnego na Baryczy, ciągle istniały w pobliżu pokazanej powyżej tamy w czasach mojej młodości, tj. w latach 1950-tych do 1960-tych. Ciągle też istniały wówczas zdziczałe drzewa owocowe jakie rosły w pobliżu tego młyna. Dopiero około 1990-ego roku obszar owego młyna został włączony w nowo-formowany staw rybny oraz zalany wodą. Nawet jednak tuż przed zalaniem tego terenu, ciągle dobrze widoczna była droga dojazdowa do młyna, jaka prowadziła z Wszewilek. (Droga ta po wojnie niesłusznie nazywana była "drogą na tamę", chociaż w ostatnim swym fragmencie skręcała ona na wschód ku byłemu budynkowi owego młyna, w ten sposób oddalając się od tamy zamiast wieść ku niej.) Obecnie zapewne po młynie tym nie ostały się już żadne ślady - aczkolwiek muszę tutaj przyznać że podczas mojej ostatniej wizyty w Miliczu w lipcu 2004 roku nie byłem w owym miejscu - nie sprawdziłem więc jak sprawy tam stoją. Jedyne więc co ciągle po młynie tym być może wystaje ponad powierzchnię owego nowo-zbudowanego stawu rybnego, to wzgórze usypane sztucznie w widłach obu koryt Baryczy rozchodzących się od młyna. Na płaskim wierzchołku tego wzgórza stał kiedyś dom młynarza. (Dom ten umieszczony był na wzgórzu, aby chronić się przed wysokimi powodziami, które podczas niektórych wiosen zalewały dolinę Baryczy. Z kolei owo wzgórze mieściło się dokładnie w widłach na rozdrożu obu koryt Baryczy które kiedyś rozchodziły się w dwóch kierunkach od stawu spiętrzającego wodę dla owego młyna.)
* * *
Zauważ, że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.


#8.2. Nieoficjalny "szlak wokół byłego ryneczka Wszewilek" - ilustrujący zniszczenia dokonane na historii dawnych Wszewilek:

       Jest to okrężny szlak o długości około 1.5 km. Przy wolnym zwiedzaniu można go całkowicie i dokładnie pooglądać w przeciągu około 2 godzin czasu. Rozpoczyna się on na obecnym boisku sportowym Wszewilek, gdzie wędrujący tym szlakiem może zaparkować i pozostawić swój samochód lub namiot. Kończy się on również na owym boisku sportowym Wszewilek, albo też przy młynie elektrycznym (od młyna jest tylko około 100 metrów do owego boiska sportowego). Szlak ten ilustruje co istotniejsze budynki publiczne Wszewilek, które zostały zniszczone w trakcie budowy kolei żelaznej w 1875 roku, zaś o których istnieniu pamięć do dzisiaj całkowicie zaniknęła. Tymczasem budynki te wyjaśniają istotną rolę jaką kiedyś wieś Wszewilki wypełniała dla miasta Milicza. Z kolei mechanizm użyty do ich zniszczenia jest typowym dla skrytego zaprzepaszczania wiedzy na temat prawdziwej historii ludzkości. Pomocnym przy wędrówce opisywanym tutaj szlakiem i zwiedzaniu zawartych przy nim obiektów byłby wydruk ze strony internetowej Wszewilki. Oto kolejne etapy wędrówki po tym szlaku:
       1. Tereny obozowania handlarzy i przejezdnych (obecne boisko sportowe Wszewilek). Opisane tutaj zwiedzanie historycznych Wszewilek i ich ciekawostek zaczniemy od dzisiejszego boiska sportowego tej wsi. Gdyby ktoś mógł przenieść się do dawnych czasów, wówczas by odnotował, że owo obecne boisko sportowe Wszewilek, na którym ma odbywać się główne obozowisko tego anonimowego Zlotu, faktycznie było miejscem obozowania już od najdawniejszych czasów. Szczególnie podczas słynnych jarmarków końskich, do których kupcy zjeżdżali się do Wszewilek nawet z sąsiednich krajów. W czasie trwania tych jarmarków, kupcy i handlarze koni obozowali właśnie na obszarze obecnego boiska sportowego Wszewilek, a także na polu położonym po drugiej od boiska stronie przebiegającej wzdłuż niego polnej drogi (wówczas droga ta była ważną arterią komunikacyjną wiodącą najpierw do młyna wodnego na Baryczy, potem przez most przy owym młynie dalej do Milicza, z odgałęzieniem do Duchowa - patrz też opis z 5 w punkcie #8.1, oraz punkt #6.1 tej strony). Nawet obecnie, gdyby ktoś posiadał "detektor metali", zapewne znalazłby na owym boisku i otaczających go polach bardzo