(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
W południowo-zachodniej Polsce
istnieje niezwykła wieś zwana
Wszewilki,
a także wysoce interesujące
miasto zwane
Milicz.
Za pośrednictwem niniejszej
strony internetowej chciałbym
zasugerować ich zwiedzenie.
Miejscowości te mają bowiem
sporo do zaoferowania. Przykładowo,
są to jedyne miejscowości
na świecie, co do których
wiadomo, że "diabły - UFOnauci"
przeciwko nim się zawzięły
i prześladują je niemal otwarcie -
po szczegóły
patrz opisy
poniżej a także treść strony o
Wszewilki.
W celu ułatwienia tego zwiedzania
kiedyś nawet podejmowałem
próby internetowego zorganizowania
całej serii Zlotów we Wszewilkach.
Zloty te miały się odbywać
w określonych datach. Kiedy
jednak odkryłem, że każdy
z uczestników pierwszego
z owych Zlotów - jaki odbył
się w 2006 roku, przez cały
następny rok trapiony był
potem przez niekończący
się ciąg chorób i ciężkich
problemów życiowych,
zdecydowałem się zaprzestać
zachęcania kogokolwiek do
przybywania do Wszewilek
w określonym dniu i godzinie.
(Wszakże takie choroby i
kłopoty życiowe są znakiem
firmowym skrytej zemsty
UFOnautów - tak jak to
wyjaśniłem poniżej.)
Teraz zachęcam jedynie aby
odwiedzać Wszewilki w
zupełnie przypadkowym dniu
i godzinie, np. przy okazji
jakiegoś przypadkowego przejazdu
przez tą miejscowość. Niniejsza
strona wyjaśnia dlaczego warto
zwiedzić Wszewilki i Milicz,
dlaczego jednak okazuje się
niebezpieczne organizowanie
tego zwiedzania w z góry
określonych datach, a także
wzdłuż jakich szlaków najlepiej
je zwiedzać jeśli kiedyś się
tam przybędzie oraz co może
okazać się przydatne podczas
tego zwiedzania.
Rozważmy tu teoretycznie konsekwencje
faktu, że w południowo-zachodniej
Polsce istnieje mała wieś
Wszewilki
na którą faktycznie zawzięło się całe piekło.
We wsi tej obecny jest materiał
dowodowy,
że wieś ta jest zawzięcie, aczkolwiek
skrycie, prześladowana przez
odwiecznych wrogów ludzkości -
czyli przez szatańskie istoty obecnie zwane
UFOnautami, zaś w przeszłości określane
mianem "diabłów". W jaki więc sposób
ktoś, kto nie jest nawet pewien czy
diabły - UFOnauci
wogóle istnieją, może się przekonać że
owe szatańskie istoty faktycznie zawzięcie
prześladują tą nic nikomu niewinną wieś.
Okazuje się że uzyskanie dowodów na owo
skryte prześladowanie Wszewilek jest
bardzo proste. Mianowicie wystarczy
jedynie zorganizować we Wszewilkach
jakiś rodzaj "anty-diabelskiego zlotu" -
np. zlotu odbywanego w imię nienawidzonej
przez "diabłów - UFOnautów" filozofii zwanej
totalizmem.
Jeśli wieś ta faktycznie jest zawzięcie
prześladowana przez owych "diabłów-UFOnautów",
wówczas niemal z całą pewnością każdy
uczestnik tego zlotu odczuje na własnej
skórze karzącą rękę owych szatańskich
istot.
W dniu 8/7/6 we Wszewilkach rzeczywiście zorganizowany
był Zlot totalizmu. Ja namawiałem ludzi
aby w nim uczestniczyli, bowiem nie byłem
świadom że UFOnauci będą potem na nich
się zawzięcie mścili. Jak jednak z największym
szokiem, żalem i bólem odkryłem już po fakcie,
faktycznie też każdy z uczestników tego Zlotu
z którym utrzymywałem potem kontakt, raportował
mi że został ciężko aczkolwiek skrycie ukarany
przez mściwych UFOnautów. Karanie niemal
w każdym przypadku polegało na zwaleniu
na głowę danej osoby całej lawiny ciężkich
chorób, kłopotów wszelkiego rodzaju, utraty
pracy, itp.
W kolejnych latach zaplanowane było
odbycie całego szeregu Zlotów totalizmu
we Wszewilkach. Miały się one odbyć
m.in. w datach 7/7/7, 9/8/8, 8/8/9.
Jednak widząc jak UFOnauci ukarali
uczestników Zlotu z 8/7/6, niniejszym
ostrzegam wszystkich czytających, aby
NIE przybywali do Wszewilek w owych z
góry zaplanowanych datach. Z całą bowiem
pewnością w dniach owych UFOnauci wyślą
do Wszewilek również swoich szpiegów,
a stąd każdy kto tam wówczas przybędzie
niemal na pewno będzie przez UFOnautów
udokumentowany i potem zawzięcie
prześladowany. Tymczasem totalizm
nakazuje aby dla niego żyć a nie
umierać. Jedynie więc ci co mają
jakieś samobójcze skłonności,
lub
co nie wierzą w istnienie
"diabłów-UFOnautów" i o istnieniu
tym chcą się boleśnie przekonać,
mają jakiś powód aby udać się do
Wszewilek w owych datach 7/7/7,
9/8/8, lub 8/8/9.
To moje nawoływanie aby NIE przybywać
do Wszewilek w datach zaplanowanych
kiedyś Zlotów z dni 7/7/7, 9/8/8, lub
8/8/9, wcale nie oznacza, że nakłaniam
aby wogóle wsi tej nie odwiedzać. Wręcz
przeciwnie, należy tam przybywać w
przypadkowych datach choćby tylko
aby swym przybyciem dokumentować, że
diabłów - UFOnautów wcale się nie boimy
i już zabraliśmy się za ich wymiatanie
z naszej planety. Ponieważ jednak narazie
UFOnauci dominują nad nami swoją siłą,
przebiegłością, złośliwością, oraz
mściwością, wcale nie ma potrzeby
aby im się celowo narażać przybywając
tam w dniu co do którego z góry wiemy
że na pewno będą tam na nas polowali.
Znacznie korzystniej pokazać im naszą
wolę poprzez przybycie w dniu kiedy
nas się tam wcale nie spodziewają.
Niniejszą stronę napisałem kiedy jeszcze
nie było mi wiadomo, że UFOnauci będą się
mścili na każdym kto przybędzie do Wszewilek
w dniu Zlotu totalizmu. Nie będę więc
obecnie strony tej już zmieniał. Jedynie
co zmieniam to niniejszy wstęp który ma
uzmysłowić czytelnikom że szatańscy UFOnauci
są realną siłą z którą trzeba się liczyć
i którą jak najszybciej trzeba wyrzucić
z naszej planety.
Mam tu nadzieję, że niniejsza strona pozwoli
czytelnikowi przygotować się duchowo do tego
co po przybyciu do Wszewilek zastanie on na
miejscu. Zaoszczędzi mu to też niespodzianek,
oraz lepiej uzmysłowi wzajemne priorytety
oraz wagi poszczególnych celów naszych
wysiłków. Ponadto ujawni, że pod niewinną
nazwą "zlot totalizmu" faktycznie kryła
się bezgłośna bitwa z bezwzględnym wrogiem
ludzkości o moralność, historyczną prawdę,
wolność, dobro ludzi, postęp, pokój, prawo
do praktykowania tego w co się wierzy, itp.
Stąd czyjeś przybycie do Wszewilek w dacie
innej niż data kiedyś zaplanowanych zlotów
-
i to
na przekór ryzyka i groźby represji z
jakimi się to wiąże, w rzeczywistości jest
również wyrazem czyjegoś poparcia i pokojowego
wkładu do niewidzialnej bitwy z UFOnautami
o te ogromnie istotne wartości ludzkie.
#1. Dlaczego każdy powinien odwiedzić wieś
Wszewilki
oraz miasto
Milicz:
Swoje wyjaśnienia dlaczego warto odwiedzić
wieś Wszewilki (i pobliskie miasteczko Milicz)
rozpocznę od wyjaśnienia czego nie
należy się po odwiedzinach tych spodziewać.
I tak wcale nie należy tam pojechać
dlatego, że owe miejscowości chciałyby
konkurować z kilkoma niemieckimi miastami
które podczas organizowanych w nich
"festiwali piwa"
oferują przybyłym turystom do wypicia
tyle darmowego piwa ile tylko daje się
pomieścić w ich biednych żołądkach.
Jedyne na co można liczyć po przybyciu
do Wszewilek i Milicza, to szklanka darmowej
wody podania spragnionemu przez jakiegoś
litościwego miejscowego. Nie należy też tam
przybywać z nadzieją że miejscowi pozwolą
każdemu obrzucać się darmowymi dojrzałymi
pomidorami - tak jak dla przyciągnięcia turystów
oferuje to hiszpańska miejscowość Bunol oraz
jej włoska konkurentka podczas organizowanych tam
"festiwali obrzucania się pomidorami".
Pomidory we Wszewilkach i Miliczu, owszem,
są, ale tylko do jedzenia i tylko jak się za nie
zapłaci. Wcale nie zachęcam też aby tam
przybyć na polski odpowiednik dla
"festiwalu obrzucania się pomarańczami"
za pomocą którego przyciągają do siebie turystów
mieszkańcy włoskiego miasta Ivrea. Pomarańczami
można wprawdzie rzucać we Wszewilkach i Miliczu,
jednak trzeba bardzo uważać aby przypadkiem nie
trafić nimi kogoś z miejscowych - bo pogoni widłami.
Wszewilek i Milicza nie należy także odwiedzać aby
"uganiać się za 7 funtowym kolistym serem toczonym w dół góry",
jakie to uganianie dla przyciągnięcia turystów Brytyjczycy
organizują we wsi Brockworth koło Cheltenham (gdzie
nagrodą jest ów smakowity ser oddawany pierwszej
osobie która go dogoni i złapie). We Wszewilkach,
owszem, można doświadczyć zdrowego pogonienia np.
jeśli ubierze się czerwoną koszulę i wejdzie w drogę
miejscowemu buhajowi - nie ma jednak co wówczas
liczyć na otrzymanie sera w nagrodę. Wszewilki nie
zamierzają też napuszczać na swoich gości stada
rozjuszonych byków, takich jakie w Hiszpańskim
mieście Pamplona z Navarry atakują przybyłych
podczas tamtejszego
"festiwalu drażnienia się z bykami".
We Wszewilkach, owszem, byki są, ale typowo
nikt ich celowo nie napuszcza aby uganiały się za
przyjezdnymi. Nie warto tam też przybyć z nadzieją,
że pozwoli to nam naopychać się aromatycznymi
żywymi pluskwiakami z leśnych jagód - tak jak dla
zwabienia turystów oferuje to jedna z miejscowości
w Hiszpanii, gdzie lokalne pluskwiaki jagodowe uważane
są za gastronomiczny przysmak. Pluskwiaki owszem,
są również i na krzewach jagodowych koło Wszewilek,
jednak zapewniam że nie warto próbować jak
smakowite się okazują jeśli zjadane są żywcem.
We Wszewilkach ani Miliczu nie ma również co
liczyć że ktoś zaoferuje nam pieczone lub żywe
gigantyczne pędraki które dla nowozelandzkich
Maorysów są uwielbianymi smakołykami, a które
jako głośną atrakcję turystyczną oferują przyjezdnym
do spróbowania podczas
"festiwalu dzikiej żywności"
organizowanego corocznie dla ożywienia maleńkiego,
śpiącego miasteczka Hokitika w Nowej Zelandii.
(Pędraki owe są wielkości ludzkiego palca, nazywają się
"huhu grubs",
znaleźć je można w Nowej Zelandii w próchniejącym
drewnie, zaś ci co ich zakosztowali twierdzą, że jedzone
na surowo smakują jak masło z orzeszków ziemnych
- tzw. "peanut butter", zaś po ugotowaniu smakują jak
kurczaki.) Wszewilki, owszem, mają niemal tej samej
wielkości pędraki wyglądające równie smakowicie. Są
to larwy chrabąszczy które żyją tam w ziemi. Gdyby
jednak ktoś odważył się zaoferować je przyjezdnym
do jedzenia, zapewne zostałby publicznie zlinczowany
i nawet ewentualne posiadanie szwagra w ministerstwie
turystyki nie zdołało by mu pomóc.
Tak więc naprawdę, warto przybyć
do Wszewilek (i do Milicza) po coś zupełnie innego.
Przykładowo, jeśli jest się typowym mieszczuchem
warto tam pojechać aby pooddychać kryształowym
powietrzem, jakiego coraz mniej na naszej
planecie. Szczególnie po przybyciu do tych
miejscowości w lipcu, kiedy to wszędzie tam
pachnie kwitnącymi lipami. Ponadto aby tam
wsłuchać się w nasze własne ciało omywane
tajemniczą energią którą
Chińczycy nazywają "chi",
a która ulatuje z czakramu ziemi znajdującego
się tuż przy wszewilkowskiej tamie na Baryczy
pokazanej poniżej na ilustracji z Fot. #1. Jeśli
do Wszewilek przybędzie się samochodem z
pustym bagażnikiem, od miejscowych rolników
warto również kupić sobie jajek, kurczaków, mleka,
owoców, itp. Wszakże we Wszewilkach ciągle gospodaruje
się w tradycyjny sposób. Za grosze można więc
tam zakupić produkty rolne, które w innych miejscach
na świecie opatruje się krzykliwą reklamą "organiczne"
i wycenia na co najmniej 5 razy droższe od normalnych.
Podczas pobytu na boisku sportowym Wszewilek
można też zorganizować sobie tam doskonały piknik -
wszakże nic nie smakuje tak doskonale jak kanapki
i inne pyszności zjadane na świeżym powietrzu siedząc
na trawie w wiejskiej scenerii.
W milickich restauracjach warto również spróbować
dania ze słynnego milickiego karpia. Natomiast
podczas wędrówki po Wszewilkach warto prześledzić
jak wyglądają poszczególne generacje zabudowań
wiejskich opisanych poniżej w punkcie #7.3 tej strony.
Wszewilki i Milicz umożliwiają również aby zapoznać
się z ich bogatą historią pokojowego życia i gospodarowania.
Najbardziej jednak warto tam przybyć aby osobiście
pooglądać sobie owe niezliczone niezwykłości,
które poopisywane są na odrębnych stronach
internetowych o wsi
Wszewilki
oraz o mieście
Miliczu,
a także skrótowo podsumowane poniżej w punkcie
#7.5 tej strony. Szczególnie zaś warto tam
osobiście i naocznie się przekonać z dowodów
opisanych na odrębnej stronie o
Wszewilkach,
że wieś ta zawzięcie i bezpardonowo prześladowana
jest przez
szatańskich UFOnautów.
Jeśli zaś czytelnik wie co to takiego filozofia zwana
totalizmem moralnym,
wówczas na dodatek do powodów wymienionych
powyżej ma on kilka dalszych powodów aby przybyć
do Wszewilek w którymkolwiek dniu który jednak będzie
się różnił od daty jednego z owych kiedyś internetowo
koordynowanych zlotów. Mianowicie powinien tam
przybyć aby swoją obecnością zamanifestować
poparcie dla moralności, prawdy, pokoju, miłości
bliźniego, prawdziwej wolności, równości,
praworządności, konstruktywności, oraz dla
innych wartości o których wdrażanie w życiu
walczy właśnie totalizm. Wszakże Wszewilki
są kolebką z jakiej wywodzi się totalizm.
Praktycznie też każda osoba dla której
totaliztyczne wartości są bliskie sercu, a także
każdy kto uważa siebie za totaliztę, ma
moralny obowiązek aby przybyć do Wszewilek
przynajmniej raz w życiu, tyle że już
NIE w terminie jednego z owych kiedyś
projektowanych zlotów totalizmu, jednak ciągle jeszcze
przed rokiem 2010. Po przybyciu zaś do
Wszewilek, powinien na własne oczy poogladać
sobie niezwykłości i szokujące prześladowania
trapiące tą wioskę. Przykładowo, powinien na
własne oczy zobaczyć, jak jakaś szatańska
siła tak złośliwie zakrzywiła przebieg torów
kolejowych, aby te staranowały miniaturowy
ryneczek owej wioski, a w ten sposób
aby zniszczyły one niemal całą jej historię. Albo
aby zobaczyć jak wyglądają doły w ziemi istniejące
w miejscach gdzie kiedyś stał kościół i inne budynki
publiczne tej wioski. Albo zobaczyć, jak dwie części
które kiedyś stanowiły tą samą wioskę, w rezultacie
skrytych prześladowań Wszewilek-Stawczyka obecnie
porównują się do siebie jak "królewicz do żebraka".
Czy też aby zobaczyć, jak ktoś zbudował nowy
staw tuż pod wioską, tylko po to żeby staw ten zalał
pozostałości niemal 1000-letniego młyna wodnego
tej wioski oraz żeby odciął on dostęp ludzi do czakramu
Ziemi istniejącego przy owym młynie i emitującego
potężny podmuch energii przez Chińczyków nazywanej "chi".
Aktorzy mają swoje Hollywood. Polacy maja swoje
Chicago. Katolicy mają swój Rzym. Muzułmanie
mają swoją Mekkę. Wspinacze na skały mają swój
Mount Everest. Poszukiwacze złota mają swoje
Eldorado. Natomiast zwolennicy filozofii totalizmu
mają swoje
Wszewilki -
z całym ich ładunkiem wymownej symboliki,
wysoce znaczącego zaniedbania, prześladowanej
przeszłości, oraz (miejmy nadzieję) nieco
lepszej przyszłości.
Tyle tylko, że cele przybycia totaliztów do Wszewilek
są zupełnie odmienne, a faktycznie to niemal dokładnie
odwrotne, niż cele ścigane poprzez wyprawy i podróże
tamtych innych grup ludzi. Wszakże tamci inni ludzie
wybierają się do swoich miejsc wędrówek tylko po to
aby w ten sposób uczynić coś dla siebie samych.
Natomiast totaliźci wybierają się do Wszewilek głównie
po to, aby swoim przyjazdem uczynić coś dla innych
ludzi oraz dla całej ludzkości
#2. W jakich terminach odradzam teraz zwiedzania wsi
Wszewilki
oraz miasta
Milicza:
Aczkolwiek przybycie i zwiedzenie wsi
Wszewilki
oraz miasta
Milicz
jest możliwe o każdej porze roku i dnia, istnieje
cały szereg terminów, kiedy zwiedzenie to jest
najbardziej ryzykowne. W terminach owych
miały bowiem mieć miejsce na Wszewilkach unikalne
zloty, których wszystkie aspekty miały być koordynowane
internetowo. Pierwszy z owych zlotów, noszący
nazwę
"Wszewilki-2006",
miał już miejsce w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku
(czyli w dniu który wyrażał się łatwym do zapamiętania
zapisem "8/7/6") - po raport z jego przebiegu i
następstw patrz strona
raport ze Zlotu "Wszewilki-2006".
To właśnie wszyscy znani mi uczestnicy tamtego
Zlotu zostali paskudnie pokarani przez UFOnautów.
Terminy następnych z owych Zlotów
były kiedś ustalone na następujące daty:
Sobota 7 lipca 2007 roku (czyli w dniu który wyraża się zapisem "7/7/7").
Sobota 9 sierpnia 2008 roku (czyli w dniu który wyraża się zapisem "9/8/8").
Sobota 8 sierpnia 2009 roku (czyli w dniu który wyraża się zapisem "8/8/9").
Każdy ze zlotów mających się odbyć w powyższych
dniach we Wszewilkach i w Miliczu, miał być
rodzajem prywatnej i niewinnej wycieczki jego
uczestników nastawionej głównie na zwiedzenie
opisywanych w punkcie #8 tej strony
ciekawostek i atrakcji owych miejscowości.
Aby jednak wycieczka ta mogła być powiązana
z różnymi formami humorystycznego, uczącego
i interesującego spędzenie razem czasu, była
ona koordynowana za pośrednictwem internetu.
Wszakże "w kupie raźniej, bezpieczniej,
oraz więcej uciechy". Wskazane więc było
aby dołączyć do innych którzy w tych właśnie
terminach tam przybędą. Niestety, mściwi
UFOnauci popsuli nam te niewinne wycieczki.
* * *
Czytelnik zapewne zadaje sobie pytanie
"dlaczego dawniej zalecane było że
miał on przyjeżdżać do Wszewilek
właśnie w powyżej wyszczególnionych
dniach, np. w sobotę, dnia 7 lipca 2007 roku,
kiedy ową wioskę mógł też on zwiedzać w dowolnym
innym terminie". Odpowiedź na to pytanie
brzmiała, że zanim UFOnauci włączyli
się aktywnie do obrzydzania ludziom Wszewilek,
istniało kiedyś aż wiele ku temu powodów. Przykładowo,
jeśli nie zaplanuje się czegoś na konkretną datę,
wówczas jest wysokie prawdopodobnieństwo
że wogóle tego się nie zrealizuje. Jeśli więc nie
zdecydujemy się przyjechać na zwiedzanie Wszewilek
właśnie w określonym dniu, np. sobotę, dnia 7 lipca 2007 roku, wówczas
najprawdopodobniej nigdy nie zwiedzimy owej
wioski. W sobotę, dnia 7 lipca 2007 roku warto również
miało być przybyć do Wszewilek ze względów pamiątkowych.
Wszakże to w owym dniu miało być we Wszewilkach
wielu ludzi wykonujących pamiątkowe fotografie.
(Ja zachęcałem przecież wszystkich uczestników,
aby wykonywali zdjęcia każdego interesującego
momentu ze zwiedzania owych miejscowości, potem
zaś przysyłali mi co ciekawsze z tych zdjęć do
wystawienia na niniejszej stronie internetowej.)
Czyż zaś nie przyjemnie byłoby potem zobaczyć
siebie w internecie jak się stoi w naturalnej pozie
na historycznym miejscu, albo jak duma się nad
jakimś ważnym aspektem historii? Innym istotnym
powodem przybycia właśnie w owym dniu, było
ponieważ mieszkańcy Wszewilek i Milicza przybycia
zwiedzających właśnie w owym dniu mieli się
spodziewać. Wszakże informacja o owym
koordynowanym poprzez internet zwiedzaniu
owych miejscowości była dostępna
w internecie już od ponad roku czasu. A
internet ma podobno potężną moc i zasięg.
Wszewilczanie i Miliczanie z kolei nie gęsi,
też do internetu czasami zaglądają. Spodziewając
więc się "najazdu" ciekawskich z dalekiego świata,
nie byliby ani wcale zdziwieni, ani też podejrzliwi,
jeśli jacyś obcy ludzie nagle zaczęliby się interesować
architekturą ich budynku, zaczęliby zaglądać
do ich obejścia, rozbijać namioty na boisku sportowym
Wszewilek, czy łazić po okolicznych polach, łąkach i laskach.
Chociaż więc w innych dniach roku prawdopodobnie
wzięliby widły i pogonili takiego kogoś gdzie
pieprz rośnie, w samym tym dniu zapewne
chętnie wyszliby przed bramę swojego domostwa,
pogawędzili z przybyszami, opowiedzieli im o
historii swego domu czy historii co ciekawszego
miejsca Wszewilek lub Milicza, pokazali obejście,
poczęstowali szklanką wody, a nawet - jeśli zaszłaby
potrzeba, to podwieźliby traktorem do co bardziej
interesującego miejsca. Jeszcze innym
powodem do poprzedniego wybrania z góry ustalonej daty na przyjazd do
Wszewilek i Milicza, było że z punktu widzenia numerologii data
ta jest dosyć szczególnym dniem. (Takie numerologicznie
szczególne daty po angielsku nazywają się "auspicious".
Daty wszystkich koordynowanych poprzez internet imprez
Wszewilek, tj. soboty w dniach 7/7/7, 9/8/8, 8/8/9, a także
8/7/6 - czyli ta dla której zlot
"Wszewilki-2006"
już się odbył, zostały specjalnie tak dobrane aby reprezentować
sobą właśnie takie numerologicznie "auspicious" dni.)
Istnieje więc jakieś tam prawdopodobieństwo że w którymś
z tych dni wydarzy się coś na tyle niezwykłego we Wszewilkach,
iż możemy potem żałować że nie ujrzeliśmy tego na
nasze własne oczy. Niestety, mściwa reakcja UFOnautów
na owe zloty we Wszewilkach popsuła wszystko powyższe.
Wszakże nie wolno nam ryzykować, że z zemsty za
niewinne zwiedzenie tej wioski szatańscy UFOnauci mogą
spowodować np. czyjąś śmierć.
#3. Jaki mógł być program naszego pobytu we Wszewilkach i Miliczu:
Kiedyś istniał szczegółowy program
co i jak czynić we Wszewilkach w dni
owych zlotów totalizmu. Resztki tego
programu nadal wyłaniają się z punktów
#9, #10 i #11 tej strony.
Obecnie jednak kiedy mściwi UFOnauci
zaczęli otwarcie umęczać i prześladować
ewentualnych przybyłych na taki zlot,
nie ma sensu prezentowanie tego programu.
Dlatego usunąłem go z tego punktu aby
niepotrzebnie nie wydłużać tej strony.
#4.
Programowanie dla siebie na Wszewilkach spełnienia się jednego (najważniejszego) naszego pozytywnego życzenia:
Jak wyjaśniłem to dokładniej na stronie o
Wszewilkach,
niezwykłością owej wsi jest to, że wszelkie pozytywne
oraz silne marzenia i życzenia jakie są w niej podjęte,
z upływem czasu zawsze się spełniają. Jeśli ktoś w to
nie wierzy, wówczas proponuję aby zapytał o to któregoś ze
starszych mieszkańców Wszewilek spotkanych podczas
zwiedzania owej wsi (proszę jednak wybrać do zapytania
kogoś uśmiechniętego i pozytywnego, bowiem ludzie
negatywni i zgorzkniali nie mają pozytywnych marzeń
które by im mogły się wypełniać). Powodem dla jakiego
pozytywne i silne marzenia zaprogramowane we
Wszewilkach zawsze się wypełniają, jest iż obszar
owej wioski posiada unikalną zdolność do
przeprogramowywania konfiguracji przeciw-świata.
O co w owym przeprogramowywaniu dokładnie chodzi,
wyjaśniłem to dokładniej w punkcie #7 strony internetowej o
karmie.
(Tj. przeprogramowana konfiguracja przeciw-świata dodaje
naszym działaniom dodatkowej efektywności. Owa dodatkowa
efektywność przez Polaków zwykle nazywana jest "szczęściem",
zaś Anglicy nazywają ją "good luck". Jest ona niezbędna
dla osiągnięcia celów życiowych jakie sobie stawiamy. Tak
nawiasem mówiąc, to w takim właśnie przeprogamowywaniu
pomocne są m.in. różne "talizmany" jakie niektórzy ludzie
noszą. Talizmanem o największej mocy z jakim dotychczas
się spotkałem jest tzw. "logo totalizmu" jakie być może
będzie rozdawane na boisku Wszewilek jako pamiątka
oraz "trophy" z danego zlotu.)
Aby zaprogramować dla siebie wypełnienie się określonego
pozytywnego marzenia, wystarczy marzenie to dokładnie
sobie zdefiniować w jakimś miejscu Wszewilek które nam
się podoba (np. przy tamie na rzece Barycz).
Jeśli chcemy, dla większej pewności możemy
też dodatkowo głośno opisać nasze marzenie owemu miejscu.
Jeśli zaś na owym marzeniu aż tak nam zależy, że chcemy
bezwzględnie się upewnić iż z całą pewnością się ono spełni,
wówczas możemy dodatkowo zrealizować procedurę
przeprogramowania konfiguracji przeciw-świata, jaką odnotowałem
w trakcie moich badań podczas profesury w Malezji i na Borneo,
że stosowana jest przez tamtejszych ludzi przeprogramowujących
konfigurację przeciw-świata (oni ją tam nazywają "magią").
Aby procedurę tą zrealizować, dobrze jest przywieść ze sobą
do Wszewilek jakiś trwały przedmiot, z którym nieco nam będzie
potem szkoda się pożegnać - przykładowo srebrną monetę,
a jeśli takiej nie mamy to chociaż największą wartościowo monetę
jaką mamy w swoim porfelu (nie może to jednak być banknot,
ani nic co ulega szybkiemu zgniciu lub zniszczeniu).
Następnie wybieramy sobie jakieś ustronne miejsce w okolicy
Wszewilek, co do którego jesteśmy niemal pewni że nikt tam
naszej monety nie będzie szukał. Wpatrując się w monetę tak
intensywnie jak tylko możemy, wydajemy jej jednozdaniowy
rozkaz zawierający dokładną definicję życzenia którego wypełnienia
od niej się spodziewamy. Następnie monetę tą zakopujemy tak
aby nikt inny jej nie znalazł, zapamiętując jednocześnie dokładne
miejsce gdzie ona się znajduje - tak że w razie potrzeby będziemy
kiedyś mogli ją odnaleźć. Potem kiedykolwiek podejmujemy
jakiekolwiek działanie w sprawie wypełnienia się owego życzenia,
przypominamy sobie przez moment (np. wyobrażamy w myślach)
ową monetę, tak aby nasze działania związać z programem jaki
w monetę tą wpisaliśmy. Nie radzę programować dwóch marzeń
podczas jednego pobytu we Wszewilkach, bowiem się nawzajem
pomieszają. Jeśli kiedyś przybędziemy ponownie do Wszewilek,
wówczas warto wrócić i oglądnąć owo miejsce gdzie spoczywa nasz
program z życzeniem, aczkolwiek nie pownno go się odkopywać
bo przez przypadek może on ulec zmienieniu.
#5. Jak zorganizować sobie zwiedzanie Wszewilek i Milicza, np. co zabrac ze soba na to zwiedzanie, gdzie nocować, itp.:
Motto:
Pamiętaj o zasadach totaliztycznego zwiedzania: nie czyń niczego poza dobrem, nie powiększaj niczego poza wiedzą, nie pozostawiaj niczego poza śladami swych stóp, nie zabieraj ze sobą niczego poza pamięcią oraz zdjęciami jakie pstryknąłeś podczas swej wizyty.
Poniżej w punkcie #6 tej strony, opisane są
podstawowe opcje przyjazdu i zwiedzania
Wszewilek i Milicza. Proszę jednak odnotować,
że którąkolwiek z tych opcji
zwiedzania Wszewilek i Milicza ktoś by nie wybrał,
opcję tą powinien sobie z góry zaplanować i przygotować.
Przykładowo, należy z góry sprawdzić rozkłady
odjazdów i przyjazdów pociągów i autobusów
które ma się zamiar użyć, albo z góry zarezerwować
sobie noclegi w hotelu czy ośrodku w którym
ma się zamiar zatrzymać, itd., itp.
Wszakże od tego jak dobrze ktoś się przygotuje
do tej wyprawy i zwiedzania, zależało potem będzie
jak przyjemnie spędzi czas podczas jej trwania,
oraz jak dobre wspomnienia z niej później wyniesie.
Analizy przebiegu poprzedniego Zlotu
"Wszewilki-2006"
wykazują, że najważniejsze jest zabranie
wydruku komputerowego ze strony
Wszewilki-Milicz -
tak aby potem wiedzieć co dokładnie jest tam
warte oglądania, na co warto zwracać tam
szczególną uwagę, oraz jak powinno się
zwiedzać te miejscowości. Dobrze jest też
zabrać wydruk ze stron o wsi
Wszewilki
oraz mieście
Miliczu -
tak aby mieć pod ręką dokładniejsze opisy tego
co tam się zwiedza. Aby zaś łatwiej móc się
poruszać po szlakach wędrownych opisanych
na tej stronie w punktach #8.1 do #8.4 (lub #9.1
do #9.4) i odnajdywać poszczególne obiekty
zainteresowań, konieczne jest również zabranie
ze sobą kompasu - wszakże szlaki te
cały czas referują do kierunków geograficznych.
Drugim, również bardzo ważnym sprzętem,
jest aparat fotograficzny, oraz/lub ewentualna
kamera wideo. Wszakże warto utrwalić dla siebie
i innych co bardziej insteresujące widoczki z miejsc
jakie się zwiedza, a także ewentualne sfotografowanie
wszelkich tajemniczych stworzeń oraz nietotaliztycznie
zachowujących się ludzi jakich się napotka.
Osoby które zamierzają przenocować pod
namiotem na historycznym obszarze obozowiskowym
handlarzy koni, czyli na dzisiejszym boisku
sportowym Wszewilek, oprócz zwykłego ekwipunku
namiotowego oraz zapasu żywności powinni
zabrać ze sobą także latarkę elektryczną oraz
miniaturową łopatkę ogrodową do zakopywania
śmieci jakie wówczas wygenerują. Ponieważ
we wiejskiej scenerii oraz podczas wędrówek na
świeżym powietrzu nic tak nie smakuje jak dobre
jedzenie, każdemu kto ma ku temu możliwości
rekomenduję także zabranie ze sobą wszystkiego
co potrzebne na piknik, lub co najmniej
jakichś kanapek oraz napoju. Jeśli ktoś przybywa
samochodem i zamierza zakupić od rolników z
Wszewilek jakieś "organiczne" produkty rolne,
powinien pamiętać o funduszach na zakup, o
opakowaniach dla zakupionego mleka i jajek,
a także o wolnej przestrzeni w bagażniku samochodu.
#5.1.
Możliwości noclegowe w Miliczu i jego okolicach:
Na przekór swoich niewielkich rozmiarów,
Milicz i jego okolice oferuje przybyłym cały
szereg możliwości zakwaterowania (a także
doskonałego, staropolskiego wyżywienia).
Przenocować tam można do wyboru, zarówno
w miejscach o niewielkich cenach, jak i w
innych miejscach o wysokim standardzie
(i cenie). Wszystkie też miejsca noclegowe
położone są w wysoce atrakcyjnych lokacjach,
np. oferujących zarówno wspaniałe widoki,
jak i bliskość do natury, stawów, parków,
lasów, itp., a także często oferujących
interesujące przeżycia kulinarne - np.
potrawy z dziczyzny czy ze słynnego
karpia milickiego. Oto najważniejsze z
tych ofert noclegowych:
* * *
Jeśli po przybyciu do Milicza lub Wszewilek
we własnym samochodzie, ktoś zdecyduje się
zatrzymać na miejscu na jedną lub kilka nocy,
wówczas jednym z takich miejsc noclegowych
jest Ośrodek
Wypoczynkowy w Karłowie pod Miliczem
(tj. Państwowy-Miejski Ośrodek pod zarządem miasta Milicza).
Oferuje on duży wybór odmiennych domków kempingowych.
Ośrodek ten jest oddalony jedynie o około 5 km na
południe od Wszewilek (2 km na południe od Milicza),
a leży przy drodze nr 15 z Milicza do Trzebnicy
i potem Wrocławia. Oto dane owego ośrodka:
Adres pocztowy:
Ośrodek Wypoczynku Świątecznego Milicz-Karłowo,
ul. Poprzeczna 13,
56-300 Milicz, woj. dolnośląskie;
Telefon (w Polsce): 0-71-3841215; fax (międzynarodowy) +48 71-384-10-59.
Tuż przy tym ośrodku znajduje się też Hotel Borowik z 60 miejscami w cenie 25 PLN za osobę,
a ponadto cały szereg prywatnych domków kempingowych do wynajęcia.
Na stronach internetowych Milicza, np. na
stronie o adresie
www.milicz.pl/turystyka/noclegi/,
opisane są także jeszcze inne możliwości
zakwaterowania w Miliczu (czyli około 3
km od Wszewilek - tj. wystarczająco blisko
aby w sobotę na 7 rano dojechać stamtąd
do boiska sportowego Wszewilek). Przykładowo,
jest tam opisany "Hotel Libero". Jego dane:
Adres pocztowy: Hotel "Libero", ul. Kosciuszki 2, 56-300 Milicz.
Telefon (w Polsce): 071-383-13-90, 383-13-91; fax (międzynarodowy) +48 71-383-13-92.
Email: hotel@hotel-libero.pl.
Strona: www.hotel-libero.pl.
(Oferuje on 67 wysokiej jakości miejsc noclegowych w pokojach 1, 2 i 3 osobowych, w tym cztery apartamenty.)
Ponadto na stronach internetowych Milicza opisane jest też
Centrum Edukacyjno-Metodyczne "Dolina Baryczy",
które reklamuje się że ma w ofercie:
(a) 100 miejsc w pokojach 2-, 5- i 6- osobowych;
(b) kuchnię turystyczną (z pełnym wyposażeniem);
(c) wyżywienie całodzienne dla grup zorganizowanych - na zamówienie;
(d) jadalnio-świetlicę, świetlice (ze sprzętem audio-video);
(e) węzeł sanitarny z natryskami, boisko do piłki siatkowej oraz miejsce do grilowania.
Jego dane: Adres pocztowy:
Centrum Edukacyjno-Metodyczne "Dolina Baryczy",
ul. Trzebnicka 4b, 56-300 Milicz;
Telefon (w Polsce): (071) 384 02 37, 383-11-31, tel./fax (071) 384 02 38
Strona: www.cem-milicz.prv.pl.
Inne możliwości zakwaterowania w Miliczu obejmują
m.in.: Zajazd-Restauracja "Pałacowa",
ul. Piłsudskiego 5, 56-300 Milicz, tel. (071) 383-02-03
(dysponuje on 14 miejscami noclegowymi - 60 zł/osobę; potrawy ze świeżego karpia);
Internat Zespołu Szkół Leśnych, al. ZHP,
56-300 Milicz, tel. (071) 384-09-00, 384-07-63,
fax. (071) 384-07-18 (sezonowo dysponuje 120
miejscami dla grup zorganizowanych w okresie
od 3 lipca do 27 sierpnia);
Hotel Widmar, ul. Kopernika 8, 56-300 Milicz,
tel. (071) 383-00-07, fax (071) 383-00-01 (dysponuje
27 miejscami noclegowymi w cenie około 50 zł/osobę);
Hotel Karłów, ul. Sycowska 1, 56-300 Milicz,
tel. (071) 384-17-65 (dysponuje 16 miejscami w cenach 25 PLN za osobę);
W relatywnie niewielkiej odległości w kierunku
wschodnim od Milicza dostępnych jest także
cały szereg dalszych możliwości noclegowych.
Przykładowo tylko około 15 km na wschód od
Milicza i Wszewilek, w Gądkowicach leżących
przy trasie z Milicza (przez Wszewilki) do Sulmierzyc,
znajduje się dawny pałacyk myśliwski. Jego dane:
Adres pocztowy: "Hubertówka", Gądkowice, 56-300 Milicz;
telefon (w Polsce): 071-384-92-83
Strona: www.hubertowka.emeteor.pl
(ma on 20 miejsc w pokojach 2, 3 i 4 osobowych
w cenach 40 zł/pokój lub 30 zł/osobę).
Również tylko około 15 km na wschód od Milicza
i Wszewilek, we Wziąchowie Wielkim też leżącym
przy trasie z Milicza (przez Wszewilki) do Sulmierzyc
(jakieś 2 km od Gądkowic), znajduje się spory
Ośrodek Szkoleniowo-Konferencyjny. Jego dane:
Adres pocztowy: "Dworek pod Herbem", Wziąchowo Wielkie 35, 56-300 Milicz.
Telefon (w Polsce): 071-384-92-31; fax (międzynarodowy) +48 71-384-92-40.
Email: dworek@konferencje.wroc.pl.
Strona: www.dworekpodherbem.pl
(dworek ten oferuje 48 wysokiej jakości miejsc noclegowych w 16 pokojach, ceny do uzgodnienia).
Dalsze około 5 km na wschód od Gądkowic (na południe od Bartnik) istnieje leśniczówka. Jej dane:
Adres pocztowy: "Leśniczówka" - kwatera myśliwska we Wróblińcu, Wróbliniec, 56-300 Milicz;
telefon (w Polsce): 071-384-95-79
(oferuje ona 9 miejsc w pokojach 2 i 3 osobowych
w cenach 20 zł/osobę; możliwość wyżywienia
całodziennego za 50 zł - specjalność "dania z dziczyzny").
Jeszcze dalsze 5 km na wschód (tj. około 25 km od Milicza)
znajduje się miasteczko Sulmierzyce. Ono również oferuje
przyjezdnym własną bazę noclegową.
W kierunku przeciwstawnym niż Wszewilki, około 8 km
na zachód od Milicza, w Sułowie, znadują się dwa
ośrodki wypoczynkowe. Większy ma 40 domków
kempingowych - jego dane M. Malaczewski, ul.
Leśna 4, 56-3006 Sułów, tel. (071) 384-71-68.
Mniejszy ma 16 domków 4-osobowych w cenie
50 - 70 zł za domek - jego dane: ul. Leśna 8,
56-306 Sułów, tel. (071) 384-71-68.
W kierunku południowo-wschodnim od Milicza,
w pobliskich miejscowościach Wierzchowice
(tel. (071) 384-62-73) oraz Krośnice, znajdują
się również liczne hotele, ośrodki wypoczynkowe
i miejsca noclegowe. Obie te miejscowości leżą
mniej niż 10 km od Milicza. Jeszcze nieco dalej
w tym samym kierunku na Oleśnicę, jakieś dalsze
10 km za Krośnicami w kierunku na południe,
w miejscowości Kubryk, jest leśniczówka z 3
pokojami do wynajęcia (tel. (071) 384-50-22).
Hotele są także w Cieszkowie i Zdunach
(tel. (062) 721-51-10) położonych nie dalej
niż 20 km na północ od Milicza, na drodze
krajowej nr 15 z Milicza do Krotoszyna.
Sam Milicz jak i jego okolice oferują również
ogromny wybór zakwaterowania prywatnego,
z puli tzw. "agroturystyki" - gdzie mieszka się
u miejscowych rolników. W przypadku reflektowania
na tego typu zakwaterowanie, dla wyszukania
najbardziej odpowiadającego nam miejsca
najlepiej się skontaktować z informacją
turystyczną w Miliczu (adres: Rynek 20,
56-300 Milicz; telefon (071) 383-11-11)
lub zaglądnąć na stronę
www.milicz.pl/turystyka/noclegi.
#6. Opcje przybycia do Wszewilek, przenocowania we Wszewilkach lub w Miliczu, zwiedzania Wszewilek i Milicza, oraz powrotu do domu:
Motto: "W życiu nigdy nie żałujemy że coś uczyniliśmy lub zwiedziliśmy, jednak często żałujemy że mieliśmy okazję aby coś uczynić lub zwiedzić, jednak z niej nie skorzystaliśmy."
Opisywane tutaj internetowo koordynowane imprezy
we Wszewilkach i Miliczu są rodzajem prywatnej
wycieczki do tych miejscowości, tyle że wycieczki
organizowanej przez wielu ludzi naraz (wszakże
"w kupie zawsze raźniej i bezpieczniej"). Jak więc
niemal wszystko na takiej prywatnej wycieczce,
nikt nie będzie jej uczestnikom zabezpieczał ani
zakwaterowania, ani wyżywienia, ani przewodników
czy organizatorów którzy przygotowaliby dla nich
rozrywki, ani żadnych innych wygód. Dlatego uczestnicy
tych imprez, po zjawieniu się w okolicy Wszewilek lub
Milicza muszą sami zatroszyć się o zabezpieczenie
sobie wszystkiego co będzie im potrzebne dla
konstruktywnego i przyjemnego spędzenia tam czasu.
Opisywana tutaj impreza będzie trwała tylko jeden
dzień. Dlatego jeśli ktoś przybędzie na nią głównie w
celu poznania Wszewilek i ich historii, wówczas
najbardziej optymalne rozwiązanie które ja bym
mu polecał, to zjawić się we Wszewilkach możliwie
wcześnie rano w dniu 7/7/7, zobaczyć co się będzie
działo na obecnym boisku sportowym Wszewilek -
które będzie centrum dla owej imprezy, odnaleźć
kumpli lub korespondentów z którymi tam się umówiło,
pozwiedzać razem z kumplami szlaki wędrowne
opisane w punkcie #8 (lub #9) tej strony - nawzajem
sobie przypominając co interesującego warto tam
odnotować i jaka była historia, funkcja, oraz losy
danego miejsca, poczym wyjechać z powrotem do
domu jeszcze tej samej soboty 7/7/7. Jeśli zaś ktoś
przybędzie do Wszewilek aby również doświadczyć
"nadprzyrodzonych" zjawisk, wówczas najlepszą
ku temu okazją będzie tam przenocować - najlepiej
właśnie na owym obecnym boisku Wszewilek (czyli na
historycznym obszarze obozowania kupców i handlarzy
koni). Poniżej wyszczególniłem najważniejsze możliwości
(opcje) jakie są mi znane w zakresie sposobu przybycia
do Wszewilek, noclegu albo we Wszewilkach albo
też w pobliskim Miliczu, zwiedzania atrakcji i
niezwykłości Wszewilek oraz Milicza, oraz
końcowego powrotu do domu. Oto owe opcje:
#6.1.
Przybycie do Wszewilek samochodem czy motocyklami albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni
z nocowaniem w Ośrodku Wypoczynkowym w Karłowie pod Miliczem lub też w którymś z milickich hoteli,
oraz zwiedzanie atrakcji Wszewilek i Milicza z pomocą samochodu:
Niniejsza opcja pozwala na najszybsze oraz
na najmniej uciążliwe zwiedzenie opisywanych
na tej stronie ciekawostek i szlaków wędrownych
Wszewilek i Milicza. Jeśli mieszka się jedynie
kilka godzin jazdy od Wszewilek, wówczas do wsi
tej można przybyć dopiero rano, np. w sobotę
dnia 7/7/7. W takim przypadku warto podjechać
samochodem aż do młyna elektrycznego Wszewilek,
zaparkować tam samochód, podejść piechotą do
pobliskiego boiska sportowego, a następnie przejść
już na piechotę szlak wędrowny opisany w punkcie
#8.2 niniejszej strony internetowej. Po przejściu
owego szlaku piechotą i oglądnięciu w ten sposób
stanu miejscowych dróg polnych, można rozważyć
czy chce się podejść czy też podjechać do tamy
na Baryczy owym historycznym fragmentem
"drogi do starego młyna wodnego na Baryczy"
opisanym w punkcie #9.1 niniejszej strony.
Wszakże od młyna elektrycznego we Wszewilkach
do owej tamy jest mniej niż 1 km, tyle że polną
drogą (trzeba jednak pozostawić samochód jakieś
300 metrów od owej tamy, kiedy droga którą
podążamy zniknie pod wałem nowego stawu rybnego).
Po oglądnięciu tamy i czakramu energetycznego
Milicza, można powrócić do Wszewilek, poczym
już z pomocą samochodu oglądać atrakcje opisane
w szlakach wędrownych z punktów #8.3 i #8.4 tej
strony. Jeśli zaś mieszka się wiele godzin jazdy
od Wszewilek, wówczas można przyjechać dzień
wcześniej do Milicza, zanocować w jednym z miejsc
noclegowych opisanych w punkcie #5.1 tej strony,
oraz od rana następnego dnia zwiedzić Wszewilki
tak jak to opisano powyżej.
* * *
Proszę mieć na uwadze, że jeśli ktoś dopiero rano
dojedzie samochodem w pobliże boiska sportowego
Wszewilek, wówczas silnie radzę mu aby samochód
zaparkował w okolicach młyna elektrycznego
Wszewilek, zaś do boiska podszedł na piechotę.
Odległość od mlyna do boiska wynosi tam jedynie
jakieś 100 metrów. Natomiast polna droga od młyna
do boiska jest zaniedbana przez władze i naprawdę
okropna.
#6.2.
Przybycie do Wszewilek pociągiem albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni
ze spaniem pod namiotami wokół centrum historycznego obszaru obozowiskowego
dla kupców i handlarzy koni (obecnie boiska sportowego Wszewilek), zwiedzanie
atrakcji Wszewilek i Milicza poprzez przejście piechotą szlaków opisanych w punkcie
#8 (lub #9) tej strony, oraz odjazd do domu autobusem z Milicza:
Motto: "W kupie zawsze raźniej. Jeśli więc zamierzasz nocować pod namiotem na boisku gdzie nocą może wiele się zdarzyć, wówczas zabierz na ten Zlot tylu dobrych kumpli ilu tylko możesz. Spijcie też w conajmniej dwuosobowych namiotach."
Do zrealizowania niniejszej opcji zachęcani
są ludzie młodzi, którzy NIE dysponują własnym
samochodem, ale albo posiadają namioty i są
w stanie spędzić noc pod namiotem wokół obecnego
boiska sportowego Wszewilek, albo też są w stanie
przybyć do Wszewilek wcześnie rano i oglądnąc
wszelkie atrakcje owej wioski w przeciągu tylko
jednego dnia. W takim wypadku, zachęcani są
oni aby przyjechać do Milicza pociągiem np.
popołudniem w dniu 6/7/7 (w opcji zaś jednodniowej,
czyli bez noclegu pod namiotem - przyjechać tam rankiem w dniu 7/7/7),
przejść do Wszewilek szlakiem wędrownym opisanym
w punkcie #8.1 tej strony, na noc z piątku 6/7/7 na
sobotę 7/7/7, rozbić swój namiot na byłym obszarze
historycznym, na którym w dawnych czasach obozowali
kupcy i handlarze koni przybywający do Wszewilek na
ogromnie słynne jarmarki końskie, w sobotę 7/7/7
przejść po Wszewilkach i Miliczu szlakami opisanymi
w punktach #8.2 do #8.4 tej strony, a nastepnie wrócić
do domu autobusem już z dworca autobusowego Milicza.
W obecnych czasach ów historyczny obszar obozowiskowy
na którym mogą rozbić namioty na noc znany jest
pod nazwą "boiska piłkarskiego Wszewilek".
(Odnotuj jednak, że boiskiem piłkarskim stał się
on dopiero w latach 1950-tych. Przed ową datą
boisko piłkarskie Wszewilek zlokalizowane było
w całkowicie odmiennym obszarze tej wsi - po
szczegóły patrz 6 w punkcie #8.2 niniejszej strony.)
Stąd osoby dysponujące namiotami mogą rozbić
te namioty wokół pola gry owego dzisiejszego
boiska sportowego we Wszewilkach. Boisko to
będzie bowiem centrum zlotowym. Na nim
będą więc miały miejsce wszelkie imprezy
zlotowe (nie żeby bylo ich zbyt wiele) - patrz punkt
#3 tej strony. Względem niego też wytyczone
zostały wszelkie szlaki wędrowne do zwiedzania
Wszewilek i ich okolicy - po szczegóły patrz
punkt #8 tej strony. Owo dzisiejsze boisko sportowe
jest zlokalizowane tuż przy torach kolejowych
wiodących z Milicza do Krotoszyna, a także
przy dawnej "drodze do starego młyna
wodnego na Baryczy" (po wojnie nazywanej
"drogą na tamę") opisywanej na stronie o wsi
Wszewilki.
Z tego co pamiętam, to kiedyś przy nim stał
jeden z owych hydrantów na zawór odtwierany
ręcznie - tak aby piłkarze mieli się gdzie umyć
po meczu. Jeśli hydrant ten ciągle działa,
obozujący na owym boisku będą mieli zapewnioną
wodę z wodociągów miejskich do picia i mycia.
(Jeśli zaś jest nieczynny, lub zlikwidowany,
wówczas będzie dobra okazja aby złożyć petycję
na ręce sołtysa (urzędowego) wsi Wszewilki,
aby z urzędu go naprawiono lub odrestaurowano
w obliczu zbliżającego się następnego Zlotu "Wszewilki-2008".)
W okolicach owego boiska jest też sporo "ziemi niczyjej"
pozarastanej krzakami, z naróżniejszymi dziurami
i wyrobiskami w ziemi po piasku zabranym w 1875 roku
na budowę pobliskiego nasypu kolejowego. Jeśli więc
zabraknie obszaru obozowego tuż przy polu boiska
sportowego, zawsze można rozbić namioty na owej
"ziemi niczyjej". Jakieś 100 metrów od owego boiska
jest także niewielki lasek prywatny (a właściwie to aż
kilka lasków), tak że ci za potrzebą będą mieli
gdzie poużyźniać porost lokalnych drzewek.
(Proszę jednak pamiętać o zobraniu ze sobą
na obozowisko maleńkiej łopatki ogrodowej i latarki,
aby przed przykucnięciem móc sobie wykopać mały
dołek w ziemi, w którym potem się zakopie
"pamiątki" jakie zostaną tam wygenerowane -
zgodnie z totaliztycznym mottem "czyń tylko
dobro, powiększaj tylko wiedzę, wywieź tylko
zjęcia, pozostaw tylko ślady swoich stóp".
Wszakże jeśli ktoś nie zakopie po sobie tego
co wygenerował, następni wchodzący do
tego lasku będą wysyłali "złą karmę"
dokładnie pod jego adresem - zaś z
powodu pozostawienia po sobie materialnego
śladu, jest absolutnie pewnym że karma
ta znajdzie swego adresata.)
Aby po przybyciu autobusem do Milicza dostać
się do owego boiska, wystarczy złapać autobus
do Wszewilek i poprosić kierowcę o wyrzucenie
"przy starym młynie elektrycznym na Wszewilkach"
albo "na torach kolejowych". Stamtąd do boiska
sportowego jest juz tylko jakieś ze 100 metrów.
Jeśli zaś ktoś przybędzie do Milicza koleją,
wówczas drogą okrężną (po szosie) do owego
boiska jest około 5 km - i na dodatek nie jeżdżą
wzdłuż większości z niej żadne autobusy.
Dlatego najłatwiej z dworca kolejowego dostać
się do owego boiska idąc pieszo ku północy w
przybliżeniu wzdłuż torów kolejowych - tory te
bowiem są rodzajem "nitki Ariadny" dla idącego,
uniemożliwiającej mu zabłądzenie. (Jednak
silnie odradzam przejście po samych torach
i to aż dla kilku powodów, np. ponieważ ten
krótki odcinek torów słynie z przedziwnie dużej
liczby wypadków śmiertelnych - po szczegóły
patrz strona
Wszewilki.
Dlatego raczej radzę iść równolegle do torów
np. po historycznym "bursztynowym szlaku"
opisanym w punkcie #8.1 tej strony.)
Boisko znajduje się wówczas po prawej stronie
torów kolejowych, w tym miejscu gdzie nasyp
kolejowy niemal zanika, zaś poziom torów staje
się równy poziomowi otaczającego je obszaru.
(Wszędzie wcześniej tory zlokalizowane są
na wysokim i z daleka widocznym nasypie
kolejowym.) Największy jednak problem
z owym przejściem wzdłuż torów jest taki,
że jeśli idzie się po wyżwirowanej ścieżce
rowerowej zawsze tam biegnącej po prawej
(wschodniej) stronie tuż przy torach, wówczas
zwykle dniami policja kolejowa lubuje się tam
w łapaniu ludzi którzy podążają ową ścieżką
i w karaniu tych ludzi mandatami
(szczególnie ulubionymi miejscami dla owej
policji dla zaczajania się na przechodniów, był
kiedyś most kolejowy na Baryczy, oraz położony
nieco wcześniej przed nim "most na młynówce".
Dlatego, jeśli komuś się spieszy, wóczas znacznie
lepszym wyjściem od wędrowania po owej ścieżce
żwirowej tuż przy torach i wzdłuż tych torów, jest
używanie polnej drogi która biegnie wzdłuż nasypu
u podstawy owego nasypu (idących ową drogą policjanci
kolejowi nie mają prawa okładać mandatami). Tyle że
droga ta jest pełna dziur i stąd nie nadaje się do przejścia
nocą - chyba że ktoś ją dobrze zna. Aż do mostu na Baryczy
droga ta biegnie pod nasypem po jego lewej stronie,
zaś za mostem na Baryczy biegnie ona pod nasypem
po jego prawej stronie. Kiedy zaś droga zanika, bowiem
tory przebiegają po moście, wówczas po prawej
i lewej stronie od mostu kolejowego, w niewielkiej
odległości od torów, jest najpierw mostek przez
Młynówkę i jej odnogę, potem zaś po prawej
stronie torów jest tama na Baryczy - po których
można przejść na drugą stronę wody bez obawy
zapłacenia mandatu. Idąc tą drogą z daleka też
widać, czy na danym moście kolejowym faktycznie
czają się policjanci kolejowi, bowiem przy mostach
biegnie ona po tej samej stronie torów po której
zwykle ukrywają się oni przed ludźmi.
Jeśli jednak komuś się nie spieszy i
idzie w świetle dziennym - tak że nie zachodzi
niebezpieczeństwo że zabłądzi, wówczas
raczej zalecałbym przejście do boiska Wszewilek
tzw. "bursztynowym szlakiem" opisanym z punkcie
#8.1 tej strony.
Po przybyciu na historyczny obszar obozowiskowy,
który obecnie jest boiskiem we Wszewilkach, swoje
namioty proszę rozbijać nie na samym polu
piłkarskim owego boiska, a na obrzeżu boiska
wokół owego pola gry. Istnieją bowiem ku temu
ważne powody. Przykładowo samo boisko ma bardzo
"wrażliwą trawę" o którą "ogromnie dbają" miejscowi
piłkarze z drużyny "Wszewilkowskich Wilków".
Nikt zaś z przybyszy zapewne nie chce wzbudzać
gniewu owej bojowej drużyny poprzez koczowanie
na ich delikatnej trawie.
Tak nawiasem mówiąc, to radzę przywieźć
ze sobą na Zlot jakis zapas jedzenia, np.
kanapki i soś do picia, wszakże żywność może
okazać się nie do zdobycia po przybyciu do
Wszewilek. Tymczasem doskonale każdemu
wiadomo, że nic tak doskonale nie smakuje
jak piknik jedzony na trawie w pięknej wiejskiej
scenerii.
#6.3.
Przybycie do Milicza i potem Wszewilek autobusem albo tylko na jeden dzień, albo też na
dwa dni z noclegiem w którymś z hoteli lub ośrodków wyszczególnionych w punkcie #5.1
powyżej, zwiedzanie atrakcji najpierw Milicza a potem Wszewilek poprzez przejście piechotą
szlaków opisanych w punktach #8.4, #9.3, #8.2, oraz #9.1 tej strony, oraz odjazd do domu
pociągiem ze stacji kolejowej Milicza lub autobusem z dworca autobusowego Milicza:
Opcja ta jest zalecana, jeśli nie dysponuje
się samochotem a stąd korzystało się będzie
z transportu publicznego, zaś z rozeznania
rozkładów jazdy lub czasów przyjazdu
wynika, że koniecznym będzie zanocowanie
gdzieś co najmniej przez jedną noc - nie
chce się jednak, lub nie może, nocować pod namiotem.
W takim przypadku rekomenduję przyjechać
autobusem do Milicza, zakwaterować się
w jednym z milickich hoteli lub ośrodków
wyszczególnionych powyżej w punkcie #5.1, zwiedzić
sobie szlak z punktu #8.4 tej strony, przenocować
do nastepnego dnia w Miliczu w jednym z miejsc
wyszczególnionych w owym punkcie #5.1 powyżej,
zaś następnego dnia przejść i zwiedzić szlaki #9.3,
#8.2, oraz #9.1 w odwrotnym do opisanego w #8.1 i #8.3
kierunku wędrówki, poczym albo powrócić do Milicza
na jeszcze jeden nocleg zanim uda się w drogę
do domu, albo też od razu wrócić do domu
pociągiem z milickiej stacji kolejowej. Albo alternatywnie,
po przyjeździe dostać się jakoś z dworca autobusowego
Milicza do milickiego dworca kolejowego (piechotą
zajmuje to około 40 minut spaceru - odległość
wynosi bowiem około 2 km), potem zaś przejść
szlakami w opisanej w #8 kolejności, znaczy
najpierw przejść szlakiem z punktu #8.1, potem
szlakiem z #8.2, w końcu zaś szlakiem z punktu
#8.3 i ewentualnie z #8.4 - jeśli wcześniej go
nie przeszliśmy, w końcu zaś wrócić do domu
też autobusem z dworca autobusowego Milicza.
* * *
Oczywiście, istniało będzie nieco więcej
opcji zwiedzania Wszewilek i Milicza.
Przykładowo, można tam przyjechać
na kilka dni, zaś zwiedzanie tak sobie
rozłożyć, aby zwiedzić praktycznie
wszystkie interesujące miejsca opisane
na stronach o wsi
Wszewilki
oraz o mieście
Miliczu.
Jednak te dalsze opcje stanowiły będą
jedynie następne kombinacje dla opcji
opisanych powyżej. Można więc sobie je
łatwo zaplanować właśnie na podstawie
powyższych opcji.
#7. Co we Wszewilkach jest warte zwiedzania, oglądnięcia i uczynienia:
Motto: "Przyszłość i przeszłość są symetryczne względem teraźniejszości."
Jeszcze inne pytanie, nad którym ktoś być może się
zastanawia, to że "Wszewilki są przecież wioską
jak każda inna, cóż więc takiego unikalnego miałyby
one mi do zaoferowania i pokazania, czego dotychczas
bym nie widział w żadnej innej wiosce Polski".
Jak jednak się okazuje faktycznie Wszewilki mają
wiele do pokazania co jest unikalne tylko dla nich
i czego nie da się zobaczyć w żadnej innej wiosce
Polski. Poniżej wyszczególnię najważniejsze z rzeczy
wartych tam oglądnięcia. Oto one:
#7.1.
Porównanie przeszłości z teraźniejszością
w celu nabycia umiejętności wnioskowania
o przyszłości:
Wszyscy wiemy, że nasza teraźniejszość
jest rezultatem przeszłości poddanej ewolucji
i działania czasu. Z tego powodu niemal
każdego człowieka który widzi obecny wygląd
czegokolwiek, interesuje jak to coś wyglądało
wiele lat temu. Przykładowo, widząc jakiegoś
aktora czy bohatera filmowego w dniu dzisiejszym,
często zadajemy sobie pytania jak on wyglądał
w czasach młodości. Jeśli bowiem opanuje
się umiejętność symulowania w naszym umyśle
zmian z przeszłości do teraźniejszości, wówczas
ma się też możliwość przewidywania przyszłości.
Wszakże aby zobaczyć co już wkrótce nastąpi,
wystarczy to co widzimy wokół siebie dzisiaj
poddać takiemu samemu procesowi jaki znamy
że zamienił on przeszłość w dzień dzisiejszy.
Przykładowo, wiedząc jak jakiś aktor zmienił
wygląd z młodego na stary, jesteśmy też w
stanie przewidzieć jak my sami, lub jak ktoś
z naszych bliskich, zmieni swój wygląd po
upływie określonego czasu.
Problem jednak z poznaniem procesu "od
przeszłości do teraźniejszości" jest, że ogromnie
mało miejscowości na naszej planecie ma go
udokumentowanym dla siebie. Większość więc
miejsc możemy zobaczyć jak one wyglądają
dzisiaj, jednak nie wiemy dla nich, jak one
wyglądały np. 50 czy 100 lat temu. Tymczasem
Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce, dla
której ów proces został w internecie udokumentowany
praktycznie dla przedziału ostatniego 1000 lat.
Dlatego warto przyglądnąć się na miejscu,
czyli we Wszewilkach, jak ten proces zmian
wyglądał i do jakiego dzisiejszego wyniku on
doprowadził. Z kolei po tym jak poznamy ten
proces dla Wszewilek, będziemy mogli go
odnieść do dowolnej wsi lub miejscowości która
będzie nam znana.
#7.2.
Ilustracja procesu niszczenia ludzkiej przeszłości
i prawdziwej historii, jaki na wielką skalę skrycie
prowadzony jest na Ziemi:
Wszewilki są jednym z owych rzadkich miejsc
na świecie, w którym udało się przyłapać na
"gorącym uczynku" owe mroczne siły które
skrycie wyniszczają naszą planetę. We
Wszewilkach bowiem do dzisiaj przetrwały
dowody systematycznego i celowego niszczenia
obiektów i zabytków które są nośnikiem historii
ludzkości. (Podobne jak na Wszewilkach celowe
wyniszczanie naszej wiedzy i historii, tym razem
jednak dokonywane na skalę całego globu, opisuję
również na stronie internetowej
ewolucja.)
Wyniszczania tego dokonują
szatańskie istoty
które dawniej nazywane były "diabłami", zoś obecnie
zwane są UFOnautami. Na szczęście prowadzony
przez nie proces systematycznego niszczenia wiedzy
o historii naszej planety, na Wszewilkach został dokładnie
zilustrowany oraz opisany. Ponieważ proces taki zachodzi
na wielką skalę praktycznie w każdym miejscu na Ziemi,
warto mu się przyglądnąć we Wszewilkach aby potem
go rozpoznać jak jest kontynuowany w dowolnym
innym interesującym nas miejscu naszej planety.
#7.3.
Zilustrowanie spiralnej ewolucji architektury budownictwa wiejskiego:
Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce,
dla której ewolucja architektury jej domostw
od pierwszej aż do nadchodzącej szóstej
ich generacji została udokumentowana w
internecie. Dlatego warto przyglądnąć się tej
ewolucji we Wszewilkach, aby potem móc
ją odnosić do dowolnej innej wsi lub dowolnej
innej miejscowości która nas interesuje. Jak
dokładnie wyglądają poszczególne generacje
budynków mieszkalnych istniejących na
Wszewilkach wyjaśnione to zostało szczegółowo
w punkcie #7 strony internetowej o wsi
Wszewilki.
Z kolei w których dokładnie miejscach Wszewilek
można zobaczyć owe budynki poszczególnych
generacji wskazane zostało w opisach szlaków
wędrownych z punktów #8 i #9 niniejszej strony
(np. patrz 6 w punkcie #8.2, czy 6 i 3 w punkcie #9.3).
#7.4.
Poznanie fascynującej historii Wszewilek i Milicza:
Niewiele istnieje obecnie wsi w Polsce, których
historia byłaby tak interesująca jak historia
Wszewilek, a jednocześnie znana dla aż
tak długiego przedziału czasu około 1000 lat.
Dlatego warto poznać historię Wszewilek,
oglądając na miejscu obiekty które historię
tą ilustrują. Opisy obiektów Wszewilek i Milicza
które są nośnikami owej fascynującej historii
opisane zostały na stronach internetowych o wsi
Wszewilki,
o mieście
Miliczu,
oraz o
kościołach Wszewilek i Milicza.
#7.5.
Poznanie niezwykłości Wszewilek:
Wszewilki są raczej niezwykłą wsią. Niewiele
miejsc w Polsce, a nawet na świecie, może
się poszczycić zjawiskami lub obserwacjami
które mają miejsce we Wszewilkach. Przykładowo,
niedaleko od Wszewilek, tuż przy pobliskiej
tamie na Baryczy, znajduje się czakram ziemi
który wydziela potężny podmuch korzystnej
dla ludzi energii przez Chińczyków nazywanej
"chi".
We Wszewilkach miały też miejsce
opady żywych rybek. Były one wówczas
skoncentrowane wokół starodawnego obszaru
obozowiskowego (obecnego boiska sportowego)
będącego punktem początkowym i końcowym
szlaków opisanych w punktach #8 i #9 tej strony.
Wprawdzie podobne deszcze padały również
w innych miejscach świata, jednak tam zwykle
padały martwe ryby (jako przykład patrz
deszcz z martwych szprotek w Great Yarmouth, UK z 2002 roku).
Opisy moich obserwacji owych deszczy
z żywych rybek (płotek) na Wszewilkach
zaprezentowane są w podrozdziale I3.5
z tomu 5 monografii
[1/4].
W pobliżu Wszewilek powierzchnię okolicznych
łąk zalegały pokłady tajemniczej "rudy darniowej",
której największe złoża rozlokowane były właśnie
wokół tej wsi, co do której dzisiejsza nauka nie
potrafi zadowalająco odpowiedzieć skąd się ona
tam wzięła, oraz którą ja osobiście posądzam
że jest ona pozostałościami żelazistej komety
jaka tam właśnie uderzyła w Ziemię w ekresie
epoki lodowcowej. (Po opisy owej tajemniczej
"ruby darniowej" patrz punkt #4 na stronie
Wszewilki.)
W samych Wszewilkach relatywnie często
widywano miniaturowych UFOnautów, lokalnie
nazywanych "krasnoludkami", oraz przeźroczysty
"grzyb" jakby wykonany ze szkła w którym oni
przybywali. Na przy-wszewilkowskich łąkach
można czasami odnaleźć galaretowatą
substancję nieziemskiego pochodzenia
nazywaną "anielskie włosy" - jej opisy zawarte
są w podrozdziale O5.4 z tomu 12 monografii
[1/4].
Niedaleko od Wszewilek miały miejsce
obserwacje mitycznego potwora zwanego
"gryfem". Moje własne spotkanie z owym
krwiopijnym gryfem opisałem w podrozdziale
R4.2 z tomu 14 monografii [1/4]. Z kolei
obserwacje tego podobnego do małego
lwa potwora w innych niż Polska krajach
zaprezentowane są na stronie internetowej o
Nowej Zelandii.
Ponadto we Wszewilkach wypełnia się wszystko
czego wystarczająco mocno zapragniemy.
Więcej informacji na temat owych niezwykłych
atrybutów Wszewilek zawartych jest na stronie
internetowej o wsi
Wszewilki.
#7.6.
Zaprogramowanie dla siebie wypełnienie się naszego jednego (najważniejszego) pozytywnego marzenia czy życzenia:
Podczas pobytu na Wszewilkach warto
skorzystać ze zdolności tej miejscowości
(szczególnie zaś zdolności czakramu ziemi
znajdującego się w miejscu położenia
pradawnego wszewilkowskiego młyna wodnego),
do wypełniania naszych pozytywnych życzeń.
Kiedy więc jesteśmy już na Wszewilkach,
powinniśmy skorzystać z tej okazji i zaprogramować
dla siebie wypełnienie się jednego (najważniejszego)
z naszych pozytywnych życzeń. Jak tego dokonać,
wyjaśniłem to w punkcie #4 tej strony.
#7.7.
Zakupienie sobie od rolników Wszewilek ich organicznych produktów rolnych:
Rolnicy Wszewilek ciągle do dzisiaj gospodarzą
w tradycyjny sposób. Znaczy, nie używają oni
czy popierają inżynierii genetycznej, nie wstrzykują
swym kurom antybiotyków, nie karmią czy wysiewają
hormonów wzrostowych, nie lubują się też
w wymaczaniu tego co produkują w pestycydach,
chemikaliach, itp. Faktycznie więc, na przekór że
się z tym głośno nie reklamują, nadal do dzisiaj
stosują oni gospodarowanie które w wielkich
metropoliach świata jest hałaśliwie reklamowane
jako "organic farming" (tj. "gospodarowanie
organiczne"). Znaczy że kurczaki wyrosłe na
Wszewilkach ciągle smakuja jak przedwojenne
kurczaki, jajka są pożywne i smakowite jak zwykły
wiele wieków temu, mleko z Wszewilek ciągle jest
prawdziwym mlekiem - a nie rozwodnionym barwnikiem
i chemikaliami, świniakom nie podaje się tam
hormonów wzrostowych ani antybiotyków,
na owocach nadal nie ma tam grubej skorupy
z pestycydów ani innych chemikalii, natomiast
warzywa ciągle tam nie wiedzą co to inżynieria
genetyczna - po ich spożyciu nikomu więc nie
grozi wyrośnięcie trzeciej nogi czy krowiego
wymiona. Jak zaś wielu czytelnikom jest to doskonale
wiadomo, w dzisiejszych czasach ceny na
takie organiczne produkty rolne typowo są co
najmniej 5 razy droższe niż ceny normalnych
produktów. Tymczasem na Wszewilkach ciągle
wszystkie te zdrowe i smaczne produkty rolne
można zakupić nawet znacznie taniej niż ich
odmiany "normalne" kosztowałyby w jakimś
wielkomiejskim supermarkecie. Jeśli więc ktoś
odwiedza Wszewilki i ma wolną przestrzeń w
bagażniku swego samochodu, radziłbym
rozważyć zagadanie do któregoś z miejscowych
rolników i zakupienie od niego dowolnych z
takich produktów rolnych jakie aktualnie on
posiada na zbyciu. Jeśli zaś planuje się za
jakiś czas ponowny przejazd z pobliżu Wszewilek,
radziłbym nawet złożyć u tego rolnika zamówienie
na następną porcję jego produktów rolnych.
Co jednak najciekawsze na Wszewilkach, to że
zakupując osobiście produkty rolne od miejscowego
rolnika, ma się okazję poproszenia go aby nam
pozwolił oglądnąc jak wzrost owych produktów jest
dokonywany, oraz osobiście się przekonać czy
faktycznie wzrost ten ma charakter organiczny.
Jest to gwaracją jeszcze większej wiedzy i pewności,
że to co się kupuje jest faktycznie organiczne,
niż gdyby się coś zakupiło w supermarkecie.
Wszakże supermarkety nigdy nie pozwalają na
osobistą inspekcję warunków i procedur wzrostu
sprzedawanej przez nie żywności.
#8. Nieoficjalne "szlaki wędrowne" wsi Wszewilki, wzdłuż których można dokonywać zwiedzania tej niezwykłej wsi i jej okolic:
Oczywiście, nikt na Wszewilkach ani w ich
okolicach nie zadbał aby pooznaczać
jakiekolwiek szlaki wędrowne które
dopomogłyby w zwiedzaniu tej miejscowości
i w poznaniu jej niezwykłej historii. Dlatego ja
w tym niniejszym punkcie opiszę moje własne,
czyli nieoficjalne szlaki. Ponieważ faktycznie
szlaki te nie są przez nikogo pooznakowywane,
podczas ich opisów będę wyjaśniał jak je
samemu należy sobie wytyczać podczas
ich przechodzenia. Ponieważ w moich
wyjaśnieniach posługiwał się będę kierunkami
geograficznymi, wędrującym po tych nieoficjalnych
szlakach znacznie ułatwiłoby znajdowanie
właściwej drogi gdyby nosili oni ze sobą mały
kompas (plus, oczywiście, wydruk z niniejszej
strony internetowej, a także ze strony związanej
tematycznie z danym szlakiem, np, strony
Wszewilki,
lub strony
Milicz).
Kompas wskazywałby im lepiej drogę podczas
ich wędrówki i zwiedzania historycznych miejsc
Wszewilek (i okolic tej wioski) na bazie
podanych poniżej informacji. Z kolei wydruk
z niniejszej strony pozwalałby im utrzymać się
na danym szlaku, oraz zwracać uwagę na co
bardziej interesujące aspekty tego co po
drodze mijają.
#8.1.
Nieoficjalny "szlak bursztynowy" wiodący ze
stacji kolejowej w Miliczu do obecnego
boiska sportowego Wszewilek (a dawnego
obszaru obozowiskowego):
Ów szlak jest jedynie długi na około 1.5 km.
Wolnym krokiem można go więc przejść
w przeciągu około 1.5 godziny. Przejście nim
i oglądnięcie sobie jego ciekawostek i
historycznie interesujących miejsc jest więc
wprost idealnym rozwiązaniem kiedy ktoś
zamierza przybyć do Wszewilek pociągiem
w czasie dnia. (Lub zamierza odjechać z
Wszewilek dniem również pociągiem -
wówczas też powinien przejść ten sam szlak,
tyle że "tyłem do przodu", czyli zaczynając
od końcowego z podanych poniżej opisów
a kończąc na pierwszym z tych opisów.)
Niektóre fragmenty owego szlaku daje się
także zwiedzać z samochodu. Przykładowo,
od dworca kolejowego w Miliczu (a także
od milickich łazienek) do niedawna dawało
się samochodem dojechać aż do lewego brzegu
tamy na Baryczy - patrz 6 poniżej. Z kolei od
Wszewilek daje się nim dojechać aż do brzegu
najnowszego stawu rybnego przy Wszewilkach
(tj. do jakiś 300 metrów od tamy na Baryczy
- patrz 7 poniżej). Ponieważ jednak szlak ten
wiedzie po wertepach, trzeba go pokonywać
przy dobrej widoczności. Jego przebieg
pokrywa się z grubsza początkowo
z przebiegiem niemal 1000-letniej
drogi z Duchowa do Wszewilek, potem
zaś z równie starym odcinkiem gałęzi
historycznego "Bursztynowego Szlaku" -
czyli prastarej drogi wiodącej najpierw
z Milicza do Wszewilek przez most przy
starym młynie wodnym Wszewilek, potem
zaś wiodącej przez Pomorsko do Gniezna
i dalej do Gdańska. Pomocnym przy
wędrówce opisywanym tutaj szlakiem
byłby wydruk strony internetowej
Wszewilki.
Oto poszczególne odcinki owego szlaku:
1.
Śpichlerze Milicza. Wszyscy ci którzy
przybywają do Milicza koleją, zwykle klną na
położenie milickiej stacji kolejowej. Jest ona
bowiem oddalona o około 2 km od centrum
miasta. Ponadto nie posiada żadnej komunikacji
miejskiej z owym centrum. Bardzo jednak mało
ludzi wie, że takie położenie milickiego dworca
kolejowego zostało uwarunkowane historycznie.
Na niewielkim bowiem wzgórzu na którym obecnie
mieści się milicki dworzec kolejowy, już jakieś
1000 lat temu mieściły się stare śpichlerze
Milicza. Potem w miarę upływu czasu, śpichlerze
te obrosły w cały szereg innych składów, tartaków
i warsztatów, tworząc niejako "przemysłową dzielnicę
Milicza". Dlatego kiedy w 1875 roku budowano
kolej przez Milicz, jej dworzec zaplanowano właśnie
w miejscu owych odwiecznych śpichlerzy. Oficjalną
wymówką było, że takie jego położenie przybliży
kolej do miejscowych wytwórni - czyli tam gdzie
jej najbardziej potrzebowano. Nieoficjalnym zaś
powodem było, aby zniszczyć owe prastare
śpichlerze oraz wszelkie ślady ich istnienia.
Podczas też budowy milickiego dworca kolejowego,
śpichlerze te dokumentenie wyburzono. Teraz
nie pozostało po nich nawet śladu. Kiedy jednak
wyjdzie się z budynku dworca w Miliczu (pamiętając
aby wcześniej odpisać sobie z rozkładu jazdy
widocznego na ścianie owego dworca godziny
odjazdów pociągów powrotnych do naszego domu),
wchodzi się na rodzaj jakby dziedzińca. Jest to
właśnie dziedziniec wokół którego od kilkuset
lat stały owe milickie śpichlerze. Najważniejszy z
nich stał po prawej (północnej) stronie owego
dziedzińca - patrząc od wyjścia z dworca. Z
tyłu za nim istniała duża przystań dla małych
milickich barek, którymi ziarno dowożone było
do niego, a potem odwożone do młyna wodnego
na Baryczy, za pomocą żeglownej kiedyś
odnogi Młynówki - która to odnoga w dawnych
czasach docierała aż do owych śpichlerzy.
2.
Przystań dla barek pod starym milickim śpichlerzem.
Jeszcze do niedawna, z północnej strony wzgórza
z dzisiejszym milickim dworcem kolejowym oraz
wybrukowanym dziedzińcem owego dworca (dawniej
zaś wzgórza na którym znajdowały się śpichlerze
Milicza), znajdował się spory jakby staw. Kiedyś do stawu
owego wiodła żeglowna odnoga Młynówki. (Odnogę
tą w kilku odcinkach zasypano później nasypem kolejowym
podczas budowy obecnej linii kolejowej. Niemniej ciągle
do dzisiaj w wielu miejscach widoczne są jej fragmenty.
Ponadto drugi most w nasypie kolejowym licząc od stacji
kolejowej Milicza, czyli jeden most kolejowy przed mostem
nad samą Młynówką, oryginalnie był właśnie mostem przez
ową żeglowną odnogę Młynówki.) Odnogą tą barki ze
zbożem docierały aż do głównego śpichlerza Milicza.
Obecnie miejsce gdzie pod byłym głównym
śpichlerzem Milicza mieściła się końcowa przystań
dla barek, można zobaczyć wychodząc ze stacji
kolejowej Milicza i początkowo idąc drogą do Milicza
w dół ku zachodowi, a po jakichś 50 metrach skręcając
na pierwszym skrzyżowaniu w pierwszą (prawą) szosę
wiodącą ku wschodowi. Owa szosa, zanim wejdzie
pod most pod torami kolejowymi, przechodzi właśnie
naprzeciwko owej historycznej przystani dla barek spod
prastarych milickich śpichlerzy. Resztki tej przystani
widać po południowej stronie jakby stawu, który
kiedyś okrążała owa droga.
3.
Odcinek prastarej drogi z Duchowa do Wszewilek,
oraz żeglowna odnoga Młynówki wzdłuż której
droga ta kiedyś przebiegała. Aby wejść na
ową starodawną drogę, niemal natychmiast
po odejściu od budynku dworca w Miliczu i po
pomaszerowaniu w kierunku zachodnim ową szosą
wokół dawnej przystani dla barek (tj. drogą która łukiem
zakręca od budynku dworca najpierw ku zachodowi,
potem ku północy, a w końcu ku wschodowi),
przejść trzeba pod mostem w nasypie torów
kolejowych tuż przed dworcem. Po przejściu
pod tym mostem czytelnik znajdzie się po
wschodniej stronie torów (budynek dworca i
wyjście z niego znajduje się po zachodniej stronie
owych torów). Odnotuj, że niniejszy opis jest długi,
jednak faktyczne odległości są tam niewielkie - np.
odległości od dworca do owego mostu pod torami,
drogą okrężną wokół dawnej przystani barek, wynosi
zeledwie jakieś 150 metrów. Dalej jakieś 200 metrów
od owego mostu pod nasypem kolejowym, a także
jakieś 200 metrów w linii prostej od budynku
dworca w Miliczu), od owej głównej drogi
przebiegającej tam w kierunku na wschód przez
wieś Sławoszewice, odbiegało będzie w lewo drugie
z kolei odgałęzienie, a raczej druga mała uliczka
boczna Sławoszewic. Jest ono skierowane ku
północy (tj. skierowane niemal równolegle do
torów kolejowych). Można je łatwo rozpoznać,
bowiem na samym początku ma ono jakby
zawijas (tj. nie zaczyna się prosto). Odgałęzienie
to jest drugą uliczką boczną odbiegająco w lewo
od owej drogi głównej przez Sławoszewice
(poprzedzająca je, pierwsza uliczka boczna,
jest tylko krótką ślepą uliczką kończącą się
tuż przy nasypie kolejowym). Ta druga uliczka
(odgałęzienie) w lewo jest właśnie fragmentem
(a dla nas początkiem) owej starodawnej drogi
z Duchowa do Wszewilek. Trzeba w nią skręcić,
poczym nią podążąć (z małymi zygzakami)
przez jakieś 500 metrów, aż się nią przejdzie
przez mostek na drugą stronę (północną)
"Młynówki". Zdążając tą drogą do mostu na
Młynówce warto się uważnie rozglądać dookoła.
Wszakże po jej lewej (zachodniej) stronie
owej drogi, co jakiś czas da się zobaczyć
fragmenty byłego kanału żeglownego dla barek,
który łączył przystań pod śpichlerzami Milicza
(opisaną powyżej w 2) z Młynówką, a dalej z
Miliczem i z prastarym młynem wodnym na Baryczy.
W dawnych czasach po kanale tym flisacy spławiali
zboże do i ze śpichlerzy Milicza, w małych
jednosobowych barkach z płaskim dnem
opisanych poniżej.
4.
Młynówka, czyli najstarsza milicka arteria transportowa,
oraz jej unikalne barki flisackie.
Nazwa "Młynówka" przyporządkowana jest w Miliczu
do sztucznego koryta rzeki Baryczy, wykopanego
około 1000 lat temu. Korytem tym woda z "wysokiej"
części stawu starego młyna wodnego na Baryczy
doprowadzana była do fos obronnych miasta Milicza.
Ponadto Młynówka była najważniejsza arterią
transportową dawnego Milicza. Kursowały po niej
niewielkie barki, których kształt i wygląd były unikalne
dla Milicza (w żadnym innym miejscu na świecie nie
widziałem barek ani łodzi w dokładnie takim kształcie
jak te z Milicza). Barki te miały płaskie dno, były około
1.5 metra szerokie i około 3 metry długie, oraz miały
bardzo śmieszny, zaokrąglony dziób i ogon - każdy z
nich w kształcie półkola. Tak samo łatwo pływały więc
do przodu i do tyłu. Kiedy chodziłem do pierwszej klasy
szkoły podstawowej (nr. 1 w Miliczu) cała flotylla tych
barek gniła sobie zapomniana przez wszystkich w okolicach
dzisiejszych Łazienek Milicza. Były one napędzane
tyczką przez jednego flisaka, zaś każda barka bez
trudu była w stanie uwieźć ładunek około 300 kg po
wodzie głębokiej zaledwie po kostki. Otóż przekraczając
ów most przez młynówkę, warto sobie popatrzeć na
jej koryto. Istotne kiedyś w owej Młynówce było, że na
całej szerokości jej koryta i długości jej spływu utrzymywano
kiedyś dokładnie tą samą głębokość jej wody. To zaś
świadczy o wysokim kunszcie inżynierskim i znajmości
hydrauliki u dawnych mieszkańców Milicza. Takie
równiutkie jak stół, płaskie, czyste, piaszczyste dno
i strome pionowe brzegi, młynówka ciągle miała w
czasach mojej młodości. Niestety do dzisiaj, z powodu
jej zaniedbania przez ludzi, ta dawna żeglugowa
arteria Milicza z czasem uległa rozmyciu i zamuleniu.
Patrząc na ten niby niepozorny, sztucznie
wykopany kanał, warto sobie uświadomić, że przez
pierwsze około 500 lat istnienia Milicza był on
najważniejszą arterią transportową owego miasta.
Faktycznie to większość żywności, drewna, surowców,
wyrobów rzemiosła, oraz materiałów budowlanych
potrzebnych wówczas Miliczowi, było transportowane
do niego w owych miniaturowych barkach właśnie
poprzez koryto Młynówki i innych kanałów z Młynówką
połączonych. Drogi bite, po których podążały
zaprzęgi końskie, były jedynie kosztownym uzupełnieniem
owych barek. Dlatego zaprzęgi końskie używano
tylko w pilnej potrzebie, lub tam gdzie barkami nie
dawało się dopłynąć. Zresztą, jeśli przyglądnąć się
przebiegowi najważniejszych dróg Milicza, np. owej
drogi zaopatrzeniowej wiodącej ze śpichlerzy Milicza
znajdujących się w miejscu obecnego milickiego dworca
kolejowego, do centrum Milicza (po szczegóły patrz
opisy z 1 powyżej), wówczas się okazuje, że owe
drogi bite na początku budowane były właśnie wzdłuż
kanałów dla owych barek - w tym wypadku wzdłuż
koryta Młynówki. Po dokładnym oglądnięciu sobie
owej Młynówki można ruszyć w dalszą drogę.
5.
Fragment "Bursztynowego Szlaku" wiodący od Milicza
do starego młyna wodnego na Baryczy. Tuż za
mostem na Młynówce owa droga z Duchowa łączy się
na kształt litery "T" z równie starą drogą, która od około
1000 lat temu wiodła z miasta Milicza do starego młyna
wodnego na Baryczy, biegnąc właśnie wzdłuż koryta
Młynówki, potem zaś po przekroczeniu mostu
który kiedyś istniał za kołem wodnym owego
młyna, wiodła do wsi Wszewilki (przechodząc tuż
obok obecnego boiska sportowego Wszewilek, które
zapewne jest celem naszej pieszej wędrówki).
Owa prastara droga, kiedyś była fragmentem
jednej z gałęzi historycznego "Bursztynowego Szlaku".
(Więcej informacji o owym historycznym "Bursztynowym
Szlaku" zawarte jest na stronie o mieście
Miliczu.)
Skręcamy w prawą odnogę owej prastarej drogi
z Milicza do Wszewilek, czyli skręcamy w kierunku
na wschód (jakby oddalając się od nasypu torów
kolejowych). Jeśli przejdziemy tym pradawnym
odcinkiem drogi jakichś dalszych 400 metrów, dojdziemy
do tamy na Baryczy. Idąc ową drogą warto rozglądać
się uważnie dookoła. Jest to bowiem najmniej zniszczona
historyczna droga, z największą liczbą starych śladów
pozostałych do dzisiaj. W dawnych czasach właśnie
przy tej drodze stało kiedyś sporo zabudowań przymłynowych,
włączając w to rodzaj hotelu dla klientów młyna oraz
kilka składów na ziarmo i mąkę. Jeśli ktoś dokładnie
przyglądnie się poboczom owej drogi, ciągle i dzisiaj
powinien odnotować ślady po ich fundamentach
oraz po rampach i nabrzeżach jakie używały (sporo
ziarna i mąki spławiane było wówczas do i z Milicza
małymi jedno-osobowymi barkami z plaskim dnem
właśnie po owej młynówce). Miejsca w których kiedyś
stały budynki składów na ziarno i mąkę łatwo poznać
nawet obecnie, bowiem przy małym porciku jaki każdy
z nich kiedyś posiadał zawsze wykopywany był okrągły
staw, z korytem młynówki przebiegającym przez jego
środek. Staw ten był miejscem gdzie owe małe barki
mogły oczekiwać na swoją kolejkę do załadunku lub
rozładunku, a także gdzie barki te mogły się wyminąć
z barkami płynącymi do lub z młyna. Stawy te istnieją
tam do dzisiaj - chociaż ludzie już zapomnieli czemu
one kiedyś służyły. Po dojściu
do tamy przechodzimy na drugą (północną) stronę
rzeki Baryczy po chodniku biegnącym wzdłuż górnej
powierzchni owej tamy.
6.
Prastary młyn wodny na Baryczy oraz czakram
energetyczny Milicza. Po przejściu przez tamę
na północną (prawą) stronę rzeki Barycz, znajdujemy
się w bardzo szczególnym miejscu. W owym miejscu,
jedynie jakieś 100 metrów na północ od nas, znajdują się
szczątki prastarego młyna wodnego na Baryczy - niestety
od jakiegiś 1990-go roku są one zalane wodą uformowanego
tam wówczas nowego stawu rybnego. Tuż przy byłym
zlokalizowaniu owego młyna widoczne będzie
małe, sztucznie usypane wzgórze zarośnięte
drzewami i krzakami, które ciągle do dzisiaj
powinno być widoczne jak wyłania się ponad
powierzchnię nowego stawu. Na wzgórzu owym
kiedyś mieścił się dom młynarza (sam młyn stał
znacznie niżej od owego domu). Tuż przy nim
zlokalizowany jest czakram energetyczny Milicza.
Podmuch potężnego strumienia naturalnej energii
"chi" jaka bucha z tego czakramu jest tak silny,
że nawet jeśli nie jesteśmy wcale czuli na naturalne
energie, jednak na chwilę przysiądziemy sobie
przy owej tamie na Baryczy i skupimy się na
własnych odczuciach, wówczas bez trudu go
odczujemy. Uderzenie owej energii "chi" będzie
tak silne, że nawet kiedy spędzimy siedząc przy
owej tamie jedynie z 15 minut, ciągle potem będziemy
czuli się wypoczęci, jacyś radośni, oraz wypełnieni
energią.
7.
Nowy staw rybny złośliwie zalewający szczątki starego
wszewilkowskiego młyna wodnego. Kiedy
spod tamy na Baryczy postanowimy ruszyć w dalszą
drogę, początkowo powinniśmy przejść z jakieś 50 metrów
ku zachodowi (tj. w kierunku nasypu torów kolejowych
dobrze widocznych z owego miejsca) idąc wzdłuż
wału przeciwpowodziowego Baryczy aż dojdziemy
do punktu gdzie kończy się ów staw rybny zalewający
były młyn wodny Wszewilek. Po dojściu poza krawędź
owego stawu, powinniśmy zejść w dół z wału Baryczy
i iść piechotą ku północy wzdłuż wału obrzeżającego
ów staw, aż dojdziemy do pierwszej starej drogi która
jakby wyłania się spod owego wału. Idąc obok tego
stawu warto mu się przyglądnąć. Istnieje on tam bowiem
dopiero od około roku 1990-go. Poprzednio były tam
suche łąki, po których m.in. ja biegałem i wypasałem
mamine krowy. Dopiero kiedy zaszła potrzeba aby
szybko zniszczyć pozostałości historycznego
młyna wodnego na Baryczy, około 1990-go
roku jakiś zawzięty przeciwnik przeszłości i
historii tej ziemi wymyślił sobie aby zbudować
właśnie ów staw który zalał wszystko co ciągle
tam istniało.
8.
Ponowne wejście na historyczny "Bursztynowy Szlak",
a ściślej na jego fragment który stanowił starą drogę
z Wszewilek do młyna wodnego na Baryczy.
Owa droga która wyłania się spod wału nowego
stawu rybnego zalewającego resztki po młynie wodnym
Baryczy, to właśnie "stara droga z Wszewilek do
młyna wodnego na Baryczy". W dawnych czasach
była ona fragmentem historycznego "Bursztynowego Szlaku",
ponieważ prowadziła do mostu na Baryczy a dalej
do Milicza. Należy nią podążać (niewielkimi zygzakami)
zawsze ku północy, aż doprowadzi ona nas do obecnego
boiska sportowego Wszewilek (w dawnych czasach był
to obszar gdzie obozowali kupcy i handlarze koni przybyli
na jarmarki do Wszewilek - po szczegóły patrz 1
w punkcie #8.2 tej strony). Idąc po tej drodze warto
się rozglądać za kwadratami położonymi tuż przy
owej drodze, w których porost trawy lub zboża
ma nieco odmienną intensywność i kolor niż
gdzie indziej. Miejsca te bowiem wyznaczają byłe
klepiska z lepianek wszewilkowskiej "bieda-wsi",
które rozlokowane były wzdłuż owej drogi aż Hitler
je polikwidował w końcowych latach 1930-tych
(klepiska te ciągle były doskonale zachowane
w czasach mojej młodości).
9.
Obozowisko we Wszewilkach, na którym w dawnych
czasach odbywały się jarmarki i zatrzymywali kupcy
oraz handlarze koni przybyli na owe jarmarki. "Bursztynowy
szlak" którym podążamy, zaprowadzi nas aż do punktu
w którym przecina się on z torami kolejowymi w miejscu
w jakim zupełnie już zaniknął nasyp kolejowy. W
owym miejscu, w końcowym trójkącie pomiędzy tą
drogą a torami kolejowymi, położone jest dzisiejsze
boisko sportowe Wszewilek. Jednak faktycznie
boiskiem jest ono tylko od jakiegoś czasu po drugiej
wojnie światowej. Jeszcze bowiem podczas drugiej
wojny światowej, a także przez krótki okres czasu zaraz
po wojnie, boisko sportowe było położone zupełnie
gdzie indziej. Mianowicie zlokalizowane ono było
wzdłuż krawędzi lasu pomiędzy ostatnim (w kierunku
wschodnim) budynkiem Wszewilek-Stawczyka
znajdującym się przy starej drodze tej wioseczki,
a ostatnim budynkiem znajdującym się przy (nowej)
szosie tej wioseczki (tj. boisko to znajdowało się
jakby z tyłu obejścia mieszkającej tam kiedyś rodziny
Chupało). Natomiast w miejscu gdzie dzisiaj
mieści się boisko sportowe Wszewilek, znajdował
się wówczas zupełnie nieużywany przez nikogo
plac. Plac ten jednak historycznie miał uzasadnienie,
bowiem to na nim kiedyś odbywały się jarmarki koni i
obozowali uczestnicy tych jarmarków. Ponadto aż
do czasów Hitlera, w południowo-wschodnim kącie
tego placu istniało kilka małych lepianek w jakich
mieszkali bezrolni parobcy ze wsi Wszewilki.
Fot. #1: Tama na Baryczy przy wsi Wszewilki. Od pierwszej
poprzedniczki tej tamy, czyli od prastarego młyna wodnego
Wszewilek, zaczęła się bogata historia tej wioski i jej gospodarczy związek z Miliczem.
Zdjęcie z 2003 roku. To właśnie tylko około 100 metrów na północny zachód od
pokazanej powyżej tamy, już ponad 2000 lat temu pasterze bydła
z pobliskiego grodziska Milicza zaczęli budować pierwsze schroniska
przed pogodą. Późniejsza ewolucja tych schronisk doprowadziła
z czasem do powstania dzisiejszej wsi Wszewilki-Stawczyk. To
także w pobliżu owej tamy mieści się potężny "czakram energetyczny"
jaki rządzi losami miasta Milicza i jego okolicy. Czakram ów emituje
tak silny podmuch naturalnej energii przez Chińczyków nazywanej
"chi", że jej wpływ odczuwają nawet ci najbardziej znieczuleni i
gróboskórni. (Aby odczuć energetyzujący i uspokajający przepływ
tej naturalnej energii "chi", wystarczy na chwilkę przysiąść w pobliżu
powyższej tamy, odłączyć swoje myśli od doznań wzbudzanych
przez nasze zmysły, oraz skupić swoją uwagę na naszych doznaniach
wewnętrznych - czyli jak to się nazywa "przestawić się na odbiór
energii chi".) Przykładowo, właśnie z powodu silnego przepływu
owej energii "chi", nawet w czasach mojej młodości, kiedy nikt
jeszcze nie słyszał o takich rzeczach jak energia "chi", "feng shui",
naturalne czakramy Ziemi, medytacje, itp., na powyższą tamę
przybywało mnóstwo ludzi tylko po to aby - jak to wówczas nazywano,
"uspokoić swoje nerwy" (dzisiaj nazywają to "medytowaniem", lub
"nasycaniem ciała naturalną energią chi"). Z powodu takiego
umiejscowienia przymilickiego czakramu Ziemi, cokolwiek dzieje
się w okolicy tej tamy, jest to jednocześnie symboliczną reprezentacją
tego co dotyka miasto Milicz i jego okolice. Ponieważ zaś przepływ
energii w owym czakramie jest sterowany losami wsi Wszewilki-Stawczyk
która z niego historycznie się wywiodła, cokolwiek przytrafia się
owej wsi, jest jednocześnie symboliczną reprezentacją tego co
potem dotyka Milicz i cały obszar rozciągający się na dziesiątki
kilometrów dookoła tego miasta. Powyższa tama położona jest
też jedynie jakieś 100 metrów na południe od miejsca, w którym
pomiędzy latami 900 a 1000 AD zbudowano pierwszy młyn wodny
miasta Milicza. Młyn ten, a także osada robotników którzy go zbudowali
i parobków którzy w nim pracowali, z czasem stworzył zaczątek
miejskiej wsi milickiej obecnie znanej jako Wszewilki-Stawczyk.
Z kolei mąka z owego młyna żywiła i wzmacniała mieszkańców
Milicza oraz jego okolic przez niemal 1000 ostatnich lat.
Pokazana tutaj tama
zbudowana była przez polskich "Junaków" około 1950 roku. Czyli w
chwili fotografowania miała ona już ponad 50 lat. Z uwagi na energetyczne
znaczenie dla Milicza tego co wokoło owej tamy się dzieje, aktualny
stan rzeczy na samej owej tamie, a także w jej okolicach, jest symbolicznym
wyrażeniem stanu rzeczy w samym Miliczu i jego okolicach.
Przed tamą pokazaną
na powyższym zdjęciu, w tym samym miejscu istniała "stara" tama
zbudowana przez Niemców wkrótce po 1900 roku. W chwili więc jej
wymiany na tamę pokazaną na powyższym zdjęciu, tamta stara tama
także miała około 50 lat. Jednak nawet tamta stara poniemiecka tama
na Baryczy nie była pierwszą tamą stojąca w tym miejscu. Począwszy
bowiem gdzieś pomiędzy około 900 a 1000 rokiem AD, jakieś 100
metrów na lewo od obiektywu aparatu wykonującego powyższe zdjęcie,
zbudowany został pierwszy młyn wodny na Baryczy. W sensie
administracyjnym przynależał on do wsi obecnie zwanej "Wszewilki-Stawczyk".
Młyn ten także spiętrzał wodę Baryczy do poziomu bliskiego temu jaki
widzimy na powyższym zdjęciu jak spiętrzany jest przez obecną tamę.
Faktycznie więc ów pierwszy młyn wodny Wszewilek-Stawczyka, był
jednocześnie pierwszą tamą na Baryczy jaka stała zaledwie około
100 metrów na północ od tamy widniejącej na powyższym zdjęciu.
Ponadto, młyn ten rozdzielał i przekierowywał rzekę Barycz na dwa
koryta. Jedno z owych koryt, tj. "niskie" czyli to do którego woda
spływała z koła młyńskiego, biegło ku Miliczowi mniej więcej wzdłuż
przebiegu po jakim Barycz płynie i obecnie (aczkolwiek w znacznie
bardziej zawiły i pokręcony sposób). Tamto "niskie" koryto wbiegało
do dzisiejszego koryta Baryczy tylko jakieś 20 metrów z tyłu poza
plecami wykonującego powyższe zdjęcie. Z kolei drugie "wysokie"
koryto Baryczy, jakie odchodziło od stawu przed kołem wodnym
owego starego młyna wszewilkowskiego, biegło pradawnym korytem
Baryczy które obecnie w Miliczu znane jest pod nazwą "młynówki".
Na powyższym zdjęciu owo drugie ("spiętrzone" albo "wysokie")
koryto Baryczy przebiegało wzdłuż linii drzew widocznych za
samochodem po prawej stronie zdjęcia, czyli faktycznie przecinało
ono dokładnie prostopadle obecne koryto rzeki Barycz jakie
widoczne jest na powyższym zdjęciu. (Widoczne tu, obecne koryto
Baryczy, wykopane zostało sztucznie podczas regulacji Baryczy
następującej już po roku 1900-nym.) Owo stare "wysokie" koryto
Baryczy (tj. "młynówka") faktycznie dostarczało wody do fosy
obronnej średniowiecznego miasta Milicza. Można więc śmiało
stwierdzić, że młyn jaki przez niemal 1000 poprzednich lat stał
zaledwie jakieś 100 metrów na północ (lewo) od miejsca pokazanego
na powyższym zdjęciu, nie tylko żywił miasto Milicz, ale także
bronił je przed wrogami. Od jego losów zależne więc były losy
Milicza - co zresztą wynikało z jego położenia na czakramie
energetycznym Milicza.
Fragmenty omawianego
tutaj starego młyna wodnego na Baryczy, ciągle istniały w pobliżu pokazanej
powyżej tamy w czasach mojej młodości, tj. w latach 1950-tych do 1960-tych.
Ciągle też istniały wówczas zdziczałe drzewa owocowe jakie rosły w pobliżu
tego młyna. Dopiero około 1990-ego roku obszar owego młyna został
włączony w nowo-formowany staw rybny oraz zalany wodą. Nawet jednak
tuż przed zalaniem tego terenu, ciągle dobrze widoczna była droga dojazdowa
do młyna, jaka prowadziła z Wszewilek. (Droga ta po wojnie niesłusznie
nazywana była "drogą na tamę", chociaż w ostatnim swym fragmencie
skręcała ona na wschód ku byłemu budynkowi owego młyna, w ten sposób
oddalając się od tamy zamiast wieść ku niej.) Obecnie zapewne po młynie
tym nie ostały się już żadne ślady - aczkolwiek muszę tutaj przyznać że
podczas mojej ostatniej wizyty w Miliczu w lipcu 2004 roku nie byłem w
owym miejscu - nie sprawdziłem więc jak sprawy tam stoją. Jedyne więc
co ciągle po młynie tym być może wystaje ponad powierzchnię owego
nowo-zbudowanego stawu rybnego, to wzgórze usypane sztucznie w
widłach obu koryt Baryczy rozchodzących się od młyna. Na płaskim
wierzchołku tego wzgórza stał kiedyś dom młynarza. (Dom ten umieszczony
był na wzgórzu, aby chronić się przed wysokimi powodziami, które
podczas niektórych wiosen zalewały dolinę Baryczy. Z kolei owo
wzgórze mieściło się dokładnie w widłach na rozdrożu obu koryt
Baryczy które kiedyś rozchodziły się w dwóch kierunkach od stawu
spiętrzającego wodę dla owego młyna.)
* * *
Zauważ, że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu
wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto
większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając
w to populany "Internet Explorer", pozwala na
załadowanie każdej ilustracji
do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli
przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć,
a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego
przez siebie software graficznego.
#8.2.
Nieoficjalny "szlak wokół byłego ryneczka Wszewilek" -
ilustrujący zniszczenia dokonane na historii dawnych Wszewilek:
Jest to okrężny szlak o długości około 1.5 km.
Przy wolnym zwiedzaniu można go całkowicie
i dokładnie pooglądać w przeciągu około
2 godzin czasu. Rozpoczyna się on na
obecnym boisku sportowym Wszewilek,
gdzie wędrujący tym szlakiem może
zaparkować i pozostawić swój samochód
lub namiot. Kończy się on również na
owym boisku sportowym Wszewilek,
albo też przy młynie elektrycznym (od młyna
jest tylko około 100 metrów do owego
boiska sportowego). Szlak ten ilustruje
co istotniejsze budynki publiczne Wszewilek,
które zostały zniszczone w trakcie budowy
kolei żelaznej w 1875 roku, zaś o których
istnieniu pamięć do dzisiaj całkowicie zaniknęła.
Tymczasem budynki te wyjaśniają istotną rolę
jaką kiedyś wieś Wszewilki wypełniała dla
miasta Milicza. Z kolei mechanizm użyty
do ich zniszczenia jest typowym dla skrytego
zaprzepaszczania wiedzy na temat prawdziwej
historii ludzkości. Pomocnym przy
wędrówce opisywanym tutaj szlakiem
i zwiedzaniu zawartych przy nim obiektów
byłby wydruk ze strony internetowej
Wszewilki.
Oto kolejne etapy wędrówki po tym szlaku:
1.
Tereny obozowania handlarzy i przejezdnych (obecne
boisko sportowe Wszewilek). Opisane tutaj zwiedzanie
historycznych Wszewilek i ich ciekawostek zaczniemy
od dzisiejszego boiska sportowego tej wsi. Gdyby ktoś mógł
przenieść się do dawnych czasów, wówczas by odnotował,
że owo obecne boisko sportowe Wszewilek, na którym ma
odbywać się główne obozowisko tego anonimowego Zlotu,
faktycznie było miejscem obozowania już od najdawniejszych
czasów. Szczególnie podczas słynnych jarmarków
końskich, do których kupcy zjeżdżali się do Wszewilek
nawet z sąsiednich krajów. W czasie trwania tych
jarmarków, kupcy i handlarze koni obozowali właśnie
na obszarze obecnego boiska sportowego Wszewilek,
a także na polu położonym po drugiej od boiska stronie
przebiegającej wzdłuż niego polnej drogi (wówczas droga
ta była ważną arterią komunikacyjną wiodącą najpierw
do młyna wodnego na Baryczy, potem przez most
przy owym młynie dalej do Milicza, z odgałęzieniem
do Duchowa - patrz też opis z 5 w punkcie #8.1,
oraz punkt #6.1 tej strony). Nawet obecnie, gdyby
ktoś posiadał "detektor metali", zapewne znalazłby
na owym boisku i otaczających go polach bardzo